Roman Barszcz znał płk. Kuklińskiego od piaskownicy. Przyjaźnili się całe życie. Barszcz w rozmowie z "Gazetą Polską Codziennie" pozytywnie ocenia rolę Marcina Dorocińskiego, który zagrał pułkownika w filmie "Jack Strong" w reżyserii Władysława Pasikowskiego.
"Dorociński pracując nad rolą, dwukrotnie mnie odwiedził. Najpierw był u mnie prawie cały dzień sam, później przyjechał ze swoim teściem, porucznikiem Armii Krajowej. Zagrał bardzo dobrze. Oddał jego sposób bycia, choć w filmie za mało palił. Rysiek palił bowiem bez przerwy. Dosłownie jednego papierosa za drugim. Maja Ostaszewska też znakomicie zagrała Hankę" - mówi Barszcz.
Przyjaciel Kuklińskiego twierdzi jednak, że nie udzielał Dorocińskiemu żadnych rad. "Po prostu opowiadałem mu różne dzieje i tyle. I dostał ode mnie pewien prezent… Wino z 1950 r., które dostałem od Ryszarda, a którego nie odważyłem się otworzyć. Rysio wino to dostał od żołnierza amerykańskiego, który świętował lądowanie w Normandii. Powiedziałem Dorocińskiemu, żeby to wino spróbował sprzedać na aukcji, a dochód przeznaczył na dzieci niepełnosprawne. Wie Pani, byliśmy z Ryśkiem bardzo blisko. Rok przed śmiercią, gdy odwiedził mnie w moim domu, krzątał się, jakby był u siebie. Bo był u siebie! Zaglądał do garnków, by sprawdzić, co będzie na obiad" - opowiada Barszcz "Gazecie Polskiej Codziennie".
Jak ocenia sam film przyjaciel Kuklińskiego? "Uważam, że każdy powinien go zobaczyć. Film jednoznacznie pokazuje, że Rysio był bohaterem. Ale razi mnie to, że w tym filmie cała opozycja składa się z kilku nazwisk. Ja pytam, gdzie te 11 mln osób, które tworzyły Solidarność? Zresztą inna sprawa jest taka, że gdy moja żona miała zająć kierownicze stanowisko w biurze Solidarności, Rysiek jej to odradzał. Mówił, że Solidarność jest utkana agentami jak ciasto rodzynkami" - twierdzi Barszcz. Nie chce jednak mówić o tajnych dokumentach, które przetrzymywał u niego Kukliński. "Z Ryśkiem nie rozmawiałem na ten temat. O nic go nie pytałem, a on mi nic nie mówił. Znaliśmy się od 7. roku życia. Rysiek przyjeżdżał po prostu do mnie i przetrzymywał pewne rzeczy w moim garażu przy ul. Paryskiej" - relacjonuje rozmówca "GPC".
Roman Barszcz wyraża w wywiadzie nadzieję, że dzięki filmowi Władysława Pasikowskiego opinia publiczna ukształtuje sobie prawdziwy obraz pułkownika i że pytania o to, czy płk Kukliński był zdrajcą, będą padały coraz rzadziej.
"Film pokazuje, że przysięgą Ryśka było: Bóg, Honor, Ojczyzna. Było trzech tytanów XX w. Ronald Reagan – uzbrojony w najnowocześniejszą broń, Jan Paweł II – uzbrojony w wolę Bożą, i Ryszard Kukliński – uzbrojony w najnowocześniejsze na tamte czasy zdobycze techniki. I jego podstawowy cel: służba krajowi!" - mówi Barszcz.
Polecamy wywiad w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".