Rzecznik prokuratury wojskowej ppłk Janusz Wójcik powiedział Gazecie.pl, że "treść zapisu dźwiękowego z nośnika zabezpieczonego z rejestratora samolotu Jak-40 znana jest prokuratorom Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie - był on wielokrotnie odsłuchiwany przez prokuratorów".
Ani Gazeta.pl, ani ppłk Janusz Wójcik nie zająknęli się o tym, że zapis z Jaka-40 (który lądował w Smoleńsku niedługo przed katastrofą Tu-154) jest od trzech lat badany przez krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych. I właśnie o efekty tej analizy pytali dziennikarze "Gazety Polskiej Codziennie".
- Jeśli bowiem zapis z Jaka-40 "jest znany prokuratorom", to po co nagranie to od tak długiego czasu bada Instytut w Krakowie? - pyta mecenas Piotr Pszczółkowski.
O nagraniu z Jaka-40 - utajnionym przed Polakami - wielokrotnie pisała "Gazeta Polska". Gdy na początku 2013 r. "GP" pytała wojskowych prokuratorów, dlaczego badanie taśm Jaka-40 trwa tak długo, śledczy odpowiedzieli: „aby móc precyzyjnie określić czas wypowiedzi zapisanych na rejestratorze Jaka-40, konieczne jest uprzednie odtworzenie wypowiedzi wieży lotniska w Smoleńsku”, a do tego niezbędne były według prokuratury „dane o częstotliwości prądu w sieci elektro-energetycznej Federacji Rosyjskiej z czasu dokonywania kopii tego nagrania, o które to dane prokuratura zwróciła się do strony rosyjskiej we wnioskach z sierpnia 2010 r. oraz z października 2011 r.”
Podkreślmy, że analiza dokonywana przez krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych wciąż trwa (choć taśmy z Jaka-40 zabezpieczono już w kwietniu 2010 r.!). Tymczasem prokuratorzy za pośrednictwem "Gazety Wyborczej" próbują wmówić opinii publicznej, że zapis nagrania jest im "znany". Dlaczego śledczy uciekają się do takiej manipulacji?
Być może dlatego, że - jak mówił "Gazecie Polskiej" śp. Remigiusz Muś, technik pokładowy Jaka-40 (zginął w październiku 2012 r., według prokuratury popełnił samobójstwo) - taśmy z Jaka-40 wskazują jednoznacznie, że Rosjanie sfałszowali stenogramy rozmów wieży w Smoleńsku, a rosyjski kontroler lotu wydał komendę o zejściu Tu-154M nr 101 do 50 m, czyli poniżej dopuszczalnej wysokości.
Poniżej dowód na to, że dziennikarze "GPC" pytali prokuratorów o analizę taśm z Jaka-40 przygotowaną przez Instytyt Ekspertyz Sądowych w Krakowie:

