Wyreżyserował Pan film „Więźniarki” o kobietach uwięzionych w stanie wojennym. Dlaczego ten film powstawał tak długo?
Walczyłem o niego już od 1997 r. W efekcie powstał dopiero w 2008 r., piętrzono przed nim przeszkody, ponieważ pokazuje niewygodną dziś prawdę. Film opowiada historie kobiet, które zostały więzione w stanie wojennym i umieszczone w jednej celi w Fordonie. To były kobiety, które miały rodziny, ich dzieci studiowały, miały plany na przyszłość. Ewa Kubasiewicz, Anna Niszczak, Marianna Samlik, Zofia Kwiatkowska, Wiesława Kwiatkowska, Jolanta Wilgucka, Elżbieta Mossakowska zaprzyjaźniły się w więzieniu. Liderką tej grupy była Ewa Kubasiewicz. Dostała najwyższy wyrok w Polsce w stanie wojennym – 10 lat więzienia.
Jakie jest podstawowe przesłanie „Więźniarek”?
Ten film pokazuje, że stan wojenny się nie skończył. Był wprowadzony przez komunistów, żeby spacyfikować społeczeństwo i wykreować własnych opozycjonistów, z którymi będzie można później podzielić się władzą, gospodarką, własnością. I stan wojenny trwa i nadal jest represyjny, choć dziś już nie ma czołgów na ulicach. Prawdziwi opozycjoniści funkcjonują na peryferiach życia społecznego. Wyrzucani są z mieszkań, bo nie stać ich na czynsz. A partyjni bonzowie żyją w luksusie, spędzają wakacje na Hawajach…
Całość rozmowy w "Gazecie Polskiej Codziennie".