Źródła związane z polskimi służbami specjalnymi potwierdzają, że Rosjanie są w stanie przechwytywać wszystkie rozmowy telefoniczne w odległości kilometra od ambasady – czytamy w "Dzienniku Gazecie Prawnej".
– Rosjanie starają się wiedzieć jak najwięcej. Używają narzędzi, które pozwalają im podsłuchiwać rozmowy i przechwytywać transmisję danych – mówi wysoki rangą oficer służb specjalnych.
– Dla polskich służb to nie jest żadne zaskoczenie. Przynajmniej od kilkunastu lat – przyznaje były szef Agencji Wywiadu gen. Zbigniew Nowek. – Jeszcze gdy kierowałem Urzędem Ochrony Państwa, przestrzegaliśmy ówczesnego szefa resortu obrony narodowej, że jego gabinet jest inwigilowany zza ogrodzenia. Problem w tym, że politycy nie chcą rozumieć alertów płynących z własnych służb – dodaje.
W rosyjskiej ambasadzie pracują oficerowie wywiadu korzystający z dyplomatycznych przykrywek. To do nich trafiają informacje z nasłuchu.
Rosjanie inwigilacją elektroniczną na dobre zajmują się od lat 90. System SORM-1 pozwala na podsłuchiwanie rozmów telefonicznych, SORM-2 zaś odpowiada za śledzenie internautów.
Podobny problem ze szpiegowaniem przez rosyjską ambasadę ma Berlin. Mieszcząca się zaledwie kilkaset metrów od dzielnicy rządowej placówka posiada urządzenia podsłuchowe na swoim dachu. Dzięki nim rosyjskie anteny sięgają Bundestagu, Urzędu Kanclerskiego. "Co trzeci mówiący po rosyjsku dyplomata prowadzi w Niemczech podwójne życie. W sumie chodzi o 120 agentów" - stwierdził w swoim raporcie w 2007 r. Urząd ds. Ochrony Konstytucji, czyli niemiecki odpowiednik ABW.
"Gazeta Polska" już prawie 10 lat temu zwracała uwagę, że na terenie Warszawy stoi wiele nieruchomości, których własność jest niejasna, najprawdopodobniej należą do Rosjan, i mogą być wykorzystywane do celów wywiadowczych.