Minister obrony Rosji Siergiej Szojgu podał, że nieudana próba Buławy miała miejsce w piątek. Rakietę odpalono z zanurzonego w Morzu Białym „Aleksandra Newskiego”. Buława miała zniszczyć cel na poligonie Kura na Półwyspie Kamczackim, na Dalekim Wschodzie Federacji Rosyjskiej, jednak już w drugiej minucie lotu uległa awarii. Szef resortu obrony Rosji nie zdradził, co konkretnie zawiodło. W sobotę szef rosyjskiego resortu obrony ujawnił nakazał przeprowadzenie pięciu dodatkowych prób tej rakiety Buława. Nie wiadomo, jak długo potrwają te testy.
„Aleksandr Newski” i „Władimir Monomach” to okręty klasy „Borej” (Boreasz), określanej też jako projekt 955. Trwa już budowa jednostki - „Kniaź Władimir”. Jest to już zmodernizowana wersja okrętu - projekt 955A. Okręty klasy „Borej” zostały specjalnie zaprojektowany pod Buławy. Program budowy tych jednostek był kilkakrotnie przerywany z powodu braku pieniędzy. Prace nabrały tempa dopiero, gdy prezydentem został Władimir Putin, a ministrem obrony - Siergiej Iwanow, obecny szef kremlowskiej Administracji (Kancelarii). Łącznie odbyło się co najmniej 17 testów tej rakiety. Aż siedem zakończyło się fiaskiem. Po trzech udanych próbach Buławy wydano zgodę na wprowadzenie do służby jednostek klasy „Borej”.
- Kłopoty z testowaniem nowego rodzaju broni na pewno są ciosem dla prestiżu rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego i technologii - mówi w rozmowie z portalem niezalezna.pl poseł Waszczykowski. - To powoduje, że Rosja nie jest w stanie trzymać kroku w wyścigu zbrojeń, który ciągle ma miejsce na świecie. Chociaż nie tak intensywnie jak w czasie zimnej wojny. Ponadto, niepowodzenie w testach rosyjskich rakiet jest kolejnym, od czasów wojny Rosji z Gruzją w 2008 r., potwierdzeniem, że rosyjskie wojsko ma problemy technologiczne. Czy one wynikają tylko z przyczyn finansowych, czy za tym stoją niedociągnięcia nauki rosyjskiej, tego nie wiemy. W każdym bądź razie wniosek jest taki, że Rosja odstaje od czołowych państw świata w tworzeniu nowoczesnego uzbrojenia konwencjonalnego. To skutkuje tym, że Moskwa nie zgadza się na żadne dalsze redukcje broni jądrowej, ponieważ traktuje go jako zabezpieczenie na wypadek gdyby zawodziła broń konwencjonalna, nie pierwszej klasy, którą Rosja ma - wyjaśnia były szef BBN.
Niepowodzenia w testach nowoczesnej broni nie zniechęcają Rosję do udziału w takich ćwiczeniach wojskowych jak „Zachód 2013”. Mają się one odbyć w dniach 20-26 września br. blisko polsko-białoruskiej granicy. W ich trakcie ćwiczone mają być scenariusze zakładające atak na terytoria krajów bałtyckich oraz... prewencyjny atak jądrowy na Warszawę.
- To jest poważna sprawa, dlatego, że my jako Polska i całe NATO nie mamy żadnych agresywnych zamiarów wobec Rosji – tłumaczy Waszczykowski. - Rosja doskonale sobie zdaje sprawę, że większość państw NATO, głównie w Europie, redukuje budżety wojskowe, również Polska. I nie planuje żadnej doktryny napastliwej. Jesteśmy głównie skierowani na wojnę z terroryzmem, na wojnę cybernetyczną, na uśmierzanie konfliktów wynikających z rozpadu państw upadłych. Natomiast nie ma żadnego zagrożenia dla Rosji. Tego typu wielkie ćwiczenia powinne być odbierane z niepokojem przez polskich polityków, dawać do myślenia. I skłaniać do tego, żeby jeszcze bardziej intensywnie Rosji perswadować, że nikt nie zyskuje, rodzi tylko wrogość, nierozumienie po naszej stronie. Moskwa nie zyskuje żadnego respektu, a raczej będzie wymuszała również po naszej stronie, dozbrajania się na wszelki wypadek.