Dokleili kawałek nagrania. Rządowi eksperci sfałszowali zapisy czarnej skrzynki

arch. GP

Grzegorz Wierzchołowski

Współzałożyciel portalu niezależna.pl, którego jest redaktorem naczelnym. Publikuje również w tygodniku „Gazeta Polska”, dzienniku „Gazeta Polska Codziennie” i miesięczniku „Nowe Państwo”.

Kontakt z autorem

Raport komisji Millera został oparty na kopii rejestratora lotu, która powstała w Moskwie bez wiedzy Polaków. Rządowi eksperci nie chcą ujawnić, w jakich okolicznościach dostali od Rosjan tę kopię i dlaczego wkleili jej fragmenty do oryginalnych zapisów tzw. polskiej czarnej skrzynki - pisze w najnowszym numerze Gazeta Polska.
 

Analiza przebiegu dwóch sekund lotu – kluczowych dla ustalenia przyczyn katastrofy (m.in. ze względu na TAWS 38, czyli ostatnie zdarzenie zapisane przez to urządzenie ostrzegające) – powstała na podstawie wybrakowanej kopii rejestratora parametrów lotu, którą sporządzono w Rosji w nieznanych okolicznościach. Ten bulwersujący fakt ujawnili współpracownicy smoleńskiego zespołu Antoniego Macierewicza: dr Kazimierz Nowaczyk i inż. Marek Dąbrowski (sprawą zajęli się też blogerzy, m.in. e2rdo).
 
Na czym dokładnie polegała ta manipulacja i dlaczego można ją nazwać fałszerstwem? – Eksperci firmy ATM pracujący dla komisji Millera i prokuratury wojskowej uzupełnili zapis z rejestratora ATM-QAR (czyli z tzw. polskiej czarnej skrzynki zapisującej parametry lotu) dwusekundowym materiałem rosyjskim, który mógł zawierać błędy, a w dodatku pochodził z kopii wykonanej bez udziału strony polskiej – mówi „Gazecie Polskiej” Marek Dąbrowski.

Taśmy z Kremla 
Sprawa jest prosta: jedyny oryginalny zapis czarnej skrzynki, jakim dysponowała strona polska po katastrofie smoleńskiej, to parametry lotu pochodzące z rejestratora ATM-QAR. Niestety, skrzynka ta skonstruowana jest tak, że nie zarejestrowała ostatniej 1,5 sekundy lotu. Pojawiła się więc konieczność uzupełnienia tego zapisu. 

Dwie pozostałe skrzynki zapisujące parametry lotu – rejestrator pokładowy MSRP-64M-6 i rejestrator KBN-1-1 – od początku znajdowały się jednak w rękach Rosjan. Dopiero 31 maja 2010 r., w obecności ministra Jerzego Millera i płk. Krzysztofa Parulskiego (ówczesnego szefa prokuratury wojskowej), Rosjanie sporządzili dla strony polskiej kopie z obu tych skrzynek. 

Ale szybko okazało się, że zarówno jedna, jak i druga kopia są wadliwe. Z ekspertyzy firmy ATM dla komisji Millera i prokuratury wojskowej wynika, że kopia skrzynki MSRP „zawiera zapis z dni 7, 8 i 10 kwietnia, jednak kopia zapisu z 10 kwietnia jest najgorsza z porównywanych i posiada na tyle dużo ubytków danych, że nie znaleziono żadnej w pełni poprawnej Subramki [zespołu danych – przyp. »GP«]”. Z kolei w kopii skrzynki KBN, przekazanej Millerowi przez Rosjan, brakowało zapisu... ostatnich pięciu sekund lotu. 

Komisja Millera wciąż nie miała więc zapisu końcówki lotu. Co zrobili rządowi eksperci? Nie wiedzieć czemu wycięli z rejestratora parametrów ATM ostatnie pół sekundy (poprawnego zapisu!) i zastąpili je dwusekundowym fragmentem z kopii rejestratora MSRP. Nie była to jednak oficjalna kopia wykonana 31 maja 2010 r. w obecności Polaków (plik MLP-15-5A.dat) – ta bowiem, jak pisaliśmy, miała tak wiele błędów, że do niczego się nie nadawała – lecz kopia dostarczona w nieznanych okolicznościach przez Komitet Śledczy przy Prokuraturze Federacji Rosyjskiej, sporządzona bez udziału strony polskiej (plik o nazwie 85837.FDR.ALLData.dat). 

Maciej Lasek milczy 
Kopia wykorzystana do analizy ostatnich, kluczowych sekund lotu nie tylko została wykonana i przekazana Polakom w nieznanych okolicznościach, ale była też wadliwa. W ekspertyzie firmy ATM, przygotowanej dla komisji Millera i prokuratury wojskowej, czytamy wyraźnie, że plik 85837.FDR.ALLData.dat (stanowiący zawartość tejże kopii) zawierał „wyraźną ilość błędów”. Nie przeszkodziło to jednak członkom komisji Millera zrekonstruować na jego podstawie ostatniego etapu lotu Tu-154. 

Więcej na ten temat w jutrzejszej Gazecie Polskiej 
Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
Marcin P. przed komisją śledczą. „Jest…

Marcin P. przed komisją śledczą. „Jest…

Rusza akcja „Silent Hero”. Johnny Daniels…

Rusza akcja „Silent Hero”. Johnny Daniels…

Złota Piłka dla Ronaldo. Portugalczyk…

Złota Piłka dla Ronaldo. Portugalczyk…

Krytycznie o Domu Historii Europejskiej.…

Krytycznie o Domu Historii Europejskiej.…

Nie ma przywilejów dla byłych SB-ków.…

Nie ma przywilejów dla byłych SB-ków.…

Rada UE pomimo sprzeciwu Polski i Węgier przyjęła stanowisko ws. pracowników delegowanych

/ Mediamodifier; pixabay.com / Creative Commons CC0

Rada Unii Europejskiej przyjęła stanowisko ws. pracowników delegowanych przy sprzeciwie m.in. Polski i Węgier. Polska chciała, żeby dyrektywa nie odnosiła się bezpośrednio do transportu, jednak nie znalazło się to ostatecznie w propozycji Rady.

W Luksemburgu odbyło się posiedzenie Rady UE z udziałem ministrów krajów członkowskich ds. zatrudnienia w sprawie nowelizacji dyrektywy o pracownikach delegowanych. Kraje próbowały znaleźć kompromis w sprawie jej zapisów. Ostatecznie dokumentu nie poparły Polska, Węgry, Litwa i Łotwa. Od głosu wstrzymały się Wielka Brytania, Irlandia i Chorwacja.

Zgodnie z przyjętym stanowiskiem, państwa będą miały trzy lata na wdrożenie nowych przepisów od momentu, gdy zaczną obowiązywać, a firmy będą mieć 4 lata na dostosowanie się od nich.

Okres delegowania ustalono na 12 miesięcy, przy czym będzie można wystąpić w określonych przypadkach o dodatkowe 6 miesięcy.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl