Doorman z York Avenue

  

W 1988 r. otrzymałem stypendium Departamentu Stanu USA. Dostałem też paszport. Łaskawie spuszczony z łańcucha u budy, w której spędziłem osiem lat pod nadzorem bezpieki, wyleciałem srebrzystym odrzutowcem za ocean.
 
Podróżowałem przez amerykański kontynent od Bostonu, Chicago po Nowy Orlean i El Paso. Rajd stypendialny skończył się w Nowym Jorku. Postanowiłem zostać trochę dłużej. Dzięki życzliwości pewnego milionera rodem z Polski Wiktora Markowicza zamieszkałem na kilka tygodni w przestronnym apartamencie składającym się z jadalni, salonu i sypialni przy York Avenue na Manhattanie. Zażywałem kapitalistycznego luksusu w różnej postaci. Początkowo byłem onieśmielony i skrępowany uprzejmością doormanów w brązowych liberiach z zielonymi wyłogami. Stanowili trzyosobową załogę. Jeden, śniady i czarnowłosy, był bystrym Portorykańczykiem z Bronksu. Przyjazny dla zahukanego cudzoziemca z tzw. bloku wschodniego, jakim przecież byłem. Uśmiechał się i szczerzył białe zęby. Drugi to ortodoksyjny Żyd z Williamsburga, człek w podeszłym wieku. Jego rodzice przybyli z Europy Wschodniej. Przechowywał pamięć o pogromach Żydów w carskiej Rosji. Miał wiedzę o sowieckich łagrach i NKWD. Traktował mnie ze współczuciem jako ofiarę komunizmu. Bardzo się dziwił, że nie zostaję w Stanach i wracam do ojczyzny, skazując się na nędzny los raba.
 
Przyczółek polskości
 
Trzecim doormanem okazał się Wiesław Cypryś, jasnowłosy i jasnooki młodzieniec z Rzeszowa. Z nim połączyła mnie naturalna więź. W tym wypadku rodak rodakowi podał pomocną dłoń, co nieczęsto zdarza się Polakom na obczyźnie. To Wiesław Cypryś nauczył mnie właściwego obchodzenia się z zamrażarką, która produkowała lód przydatny do chłodzenia whisky, i zapoznał ze wszystkimi guzikami, klawiszami i przyciskami w moim apartamencie na ósmym piętrze. Codziennie pytał z niekłamaną gotowością: „Może w czymś pomóc?". Cierpliwie wyjaśniał, jak poruszać się po Manhattanie, jak korzystać z metra, żeby nie zagubić się w tym podziemnym labiryncie. Przyjemnie było rozpocząć dzień, zjeżdżając windą na dół i widzieć w recepcji uśmiechniętą twarz Wiesława Cyprysia. Dopytywał o sytuację w Polsce po stanie wojennym. Pochłaniał nowości książkowe z podziemia wydawniczego i Instytutu Literackiego w Paryżu. Dzielił się wrażeniami ze spotkań z działaczami Solidarności, którzy przebywali w Ameryce. Sam znalazł się tutaj w 1981 r. Skończył prawo w filii Uniwersytetu Lubelskiego w Rzeszowie, a potem – jak wielu z jego pokolenia – ogarnął go huragan zrywu społecznego. Został członkiem Niezależnego Zrzeszenia Studentów i Solidarności. Brał udział w strajkach i wolnościowych demonstracjach. Redagował studenckie pismo „Dwukropek". Nadarzyła się okazja wyjazdu za granicę. Grupa działaczy z Rzeszowa otrzymała zaproszenie od centrali związków zawodowych w USA. Wśród nich Wiesław Cypryś. Cieszył się, że zobaczy kontynent, z którym rodzinne ziemie miały związki od XIX w. Zubożali chłopi w poszukiwaniu lepszego życia ruszali za ocean. Jedni zostawali, zapuszczali korzenie. Inni po latach wracali z odłożonymi dolarami, kupowali ziemię, budowali domy – nazywano ich Amerykanami. Już w Nowym Jorku doszła go wiadomość o wprowadzeniu stanu wojennego. Nie wrócił. Został. Pracował dorywczo, uczył się języka, studiował na New York University. Zatrudnił się jako doorman w apartamentowcu dla bogaczy. Pracownikiem był bardzo dobrym. Zdobył znaczną biegłość w posługiwaniu się amerykańską odmianą angielszczyzny. Pojętny, szybki. W lot chwytał polecenia i prośby. Lubili go wszyscy mieszkańcy tego domu, poczynając od ekscentrycznej damy z niebieskimi loczkami, która tuliła do piersi maleńkiego pieska rasy chihuahua, po wytwornego Hindusa z żoną w sari i trójką dzieci. A dla mnie stał się przyczółkiem polskości w oszałamiającej metropolii, jaką był Nowy Jork.
 
Bobkowski spod lady
 
Wiesław Cypryś, choć pochodził z prowincjonalnego nawet jak na polską miarę Rzeszowa, gdzie łany zbóż, krowy i drewniane chałupy pozostały na przedmieściach, nader szybko aklimatyzował się w tym mieście gigancie. Wcale nie czuł się przytłoczony. Nie miał kompleksu niższości. Był jak inni Amerykanie, przybysze z Portoryko, Irlandii, Włoch, Chin, Korei, Rosji… Przemieniał się w prawdziwego nowojorczyka. W odróżnieniu od wielu tutejszych Polaków nie zamknął się w enklawie zamrożonej ojczyzny z bigosem, golonką, kiełbasą i czystą wódką – enklawie, w której można tkwić latami i mówić tylko po polsku. Ale nie tracił związków z Polską. Chciwie czytał naszą literaturę. Odkrył prozę Józefa Mackiewicza. Często wysuwał spod lady w recepcji „Dziennik pisany nocą" Herlinga-Grudzińskiego lub „Szkice piórkiem" Andrzeja Bobkowskiego. – Wciągają – powiedział. Rozmawialiśmy o tajemniczej magii składania słów, z których powstają sugestywne obrazy poruszające wyobraźnię. Najczęściej bywało tak na nocnej zmianie, kiedy w wieżowcu nic się nie działo, panował spokój. Wiesław Cypryś miał ambicje pisarskie. Bakcyla tego przywiózł z Rzeszowa, gdzie debiutował jako dziennikarz w studenckim piśmie. Jednak nie popadł w grafomańską chorobę pisania dla samego pisania. Próbował opisywać w felietonach i reportażach obserwacje i doświadczenia osobiste z życia w Ameryce. Niektóre z nich drukował w prasie polonijnej w Nowym Jorku, Toronto, Londynie. Pokazywał egzemplarze „Orła Białego", „Nowego Dziennika". – Zamieścili coś mojego – mówił skromnie.
 
Pewnego wieczoru odwiedził mnie na Yorku Tadeusz Korzeniewski, młody pisarz. Jedyny, który zadebiutował w podziemiu wydawniczym w Polsce po 1976 r. Napisał długie opowiadanie, które wyszło drukiem w oficynie Nowa jako osobna książeczka. Pochodził z Elbląga, rodzice przyjechali ze wschodniej, zabranej Polski. W 1981 r., podobnie jak Cypryś, wyjechał z Polski i przez Paryż dotarł do Ameryki. Pragnął niczym Conrad pisać po angielsku. Na razie pracował jako pomocnik barmana w nowojorskim hotelu i mieszkał w wynajętej klitce. Był to chłopak zawzięty. Blada twarz, mroczne oczy, kwadratowa, uparta broda. Gadaliśmy do późnej nocy, sącząc whisky z lodem. Odprowadziłem Tadka na dół. Wiesław Cypryś, któremu go przedtem przedstawiłem, patrzył z dużym zaciekawieniem. Następnego dnia rozważaliśmy obaj, czy Tadeusz Korzeniewski wystrzeli jako prozaik w angielskim. Prowadził pokerową grę. Przydałby się drugi taki po Conradzie…
 
Portret Polaka w Ameryce

 
W 1992 r. podczas mojego następnego pobytu w Nowym Jorku znalazłem Wiesława Cyprysia już mocno osadzonego w tym mieście. Jego pracodawca – landlord, jak tutaj mówią – którego własnością było kilka nieruchomości na Manhattanie, docenił swojego doormana i uczynił go kierownikiem zmiany w wieżowcu na Yorku. Wkrótce awansował jeszcze wyżej i obecnie Cypryś był już administratorem kilku domów. W imieniu właściciela sprawował nadzór nad remontami, naprawą awarii, właściwym funkcjonowaniem całości, porządkiem. Poprawiła się jego sytuacja materialna. Mieszkał na Manhattanie dzięki życzliwości pracodawcy, który za niewielką opłatą przydzielił mu lokum w ekskluzywnym miejscu. Wiesław Cypryś zagospodarował ten mały metraż z niezwykłą pomysłowością. Zbudował antresolę z sypialnią i w ten sposób podzielił jeden pokój na dwa. Żona pracowała w pobliskim szpitalu, syn miał niedaleką drogę do elementary school. Wszędzie mieli blisko, w odróżnieniu od innych pracujących w centrum, którzy dojeżdżają do pracy z odległych dzielnic. W niedziele całą rodziną chodzili na mszę do imponującej katedry św. Patryka. Pisania nie zaprzestał. Wydał dwa tomy reportaży i felietonów w oficynie wydawniczej w rodzinnym Rzeszowie. Książki wartościowe, mnóstwo pożytecznych informacji. Wcale nie idylliczny obraz Stanów. Pokazuje ciemne i jasne strony tamtego życia. Jeżeli chodzi o poglądy, to blisko mu do Republikanów. Wytykał zagrażające spójności społeczeństwa tendencje rozkładowe, modny relatywizm, ateizację. Wierzył jednak w zdrowy rozsądek Amerykanów i przywiązanie do trwałych, sprawdzonych wartości, które były fundamentem USA. Książki Wiesława Cyprysia mogą stanowić pouczające kompendium wiedzy dla młodych Polaków, pragnących zmierzyć się z Ameryką. Ceniłem go za skromność, pracowitość i niezmienną pogodę ducha. Nie zazdrościł innym bogactwa. Niczego od innych nie oczekiwał. Budował swoje życie własnym wysiłkiem. Wspólnie chodziliśmy na wielogodzinne spacery. Snuliśmy się po Central Parku. Pojechaliśmy na plażę nad oceanem. Oglądaliśmy arcydzieła światowego malarstwa w pałacyku Fricka. Byliśmy na Staten Island. Odwiedziliśmy dzielnicę tradycyjnych Żydów. Włóczyliśmy się po Brighton Beach, gdzie słychać język rosyjski, a wiele nazw sklepów wypisano cyrylicą. Zaszliśmy do knajpy pod nazwą Mała Odessa. Kawior, stolicznaja, śpiewaczka na estradzie zawodziła „Oczy cziornyje". Wśród gości postacie jak z opowiadań Izaaka Babla.
 
Wiesław Cypryś nie myśli o powrocie do Polski. Syn będzie tutaj studiował. Żona ma stałą pracę w szpitalu. Powoli dochodzą do poziomu ustabilizowanej middle class. Kilka lat temu przysłał mi list, w którym informował o swoich wyprawach w dzikie, dalekie zakątki świata. Coroczny urlop poświęca na podróże. Z dwoma kompanami wędruje po Kordylierach. Przemierzają brazylijski interior. Przed nim kolejna wyprawa. Może Patagonia, Ziemia Ognista. Reportaże z podróży zamieszcza w „Nowym Dzienniku", polskim czasopiśmie w Nowym Jorku. Czekam na kolejny list. Co robi? O czym pisze? Oto szkic portretu młodego Polaka, który wyruszył z Rzeszowa do Ameryki i osiadł tam na stałe. Kojarzy mi się z „Syzyfowymi pracami". Pewne podobieństwo do Andrzeja Radka, bohatera powieści Stefana Żeromskiego.
 
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl