Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Gwiazda dla niezalezna.pl: salon ma dość Wałęsy, ale fałszowanie historii trwa

Przez kilkadziesiąt lat historia była fałszowana i nie pozwalano publicznie powiedzieć, że Lech Wałęsa chciał zerwać strajk w gdańskiej stoczni - mówi niezalezna.pl Andrzej Gwiazda. - Teraz, gdy Wałęsa stał się zbyt kompromitujący, tzw. salon zaczyna

Przez kilkadziesiąt lat historia była fałszowana i nie pozwalano publicznie powiedzieć, że Lech Wałęsa chciał zerwać strajk w gdańskiej stoczni - mówi niezalezna.pl Andrzej Gwiazda. - Teraz, gdy Wałęsa stał się zbyt kompromitujący, tzw. salon zaczyna nieco więcej mówić o prawdziwej roli Wałęsy.

Kilka dni temu Henryka Krzywonos stwierdziła, że Lech Wałęsa nie był liderem sierpniowych strajków w Stoczni Gdańskiej, bo taką rolę pełnił Bogdan Borusewicz. Dzisiaj tygodnik "Wprost" opublikował rozmowę z Andrzejem Kołodziejem, innym uczestnikiem strajku. On także teraz bardzo krytycznie ocenia zachowanie niedawnego "autorytetu", a nawet stwierdza: "Cały strajk to była koncepcja Borsuka. Sam Wałęsa wymyślił tyle, że 16 sierpnia podpisał porozumienie z dyrektorem stoczni, w którym zagwarantowano podwyżkę pensji do 2 tys. zł, a jemu powrót do pracy. Gdyby tak się stało, jak chciał Wałęsa, wszyscy zostalibyśmy na lodzie".

Co się stało, że nagle zaczęto "odbrązawiać" rolę Lecha Wałęsy? Andrzej Gwiazda, legendarny działacz "Solidarności", członek władz komitetu strajkowego, jest zdania, że prawda o tamtych wydarzeniach nadal jest zafałszowywana, ale salon ma dość kompromitującego się Wałęsy.
- Przez 20-30 lat nie można było złego słowa powiedzieć o Wałęsie. O tym, że już trzeciego dnia chciał zerwać strajk, że swoim zachowaniem i tym co mówił dawał wyraz jaka była jego faktyczna rola. Nie można było o tym nigdzie publicznie powiedzieć - przypomina w rozmowie z portalem niezalezna.pl Andrzej Gwiazda.
 
Równocześnie jednak historia nadal jest zafałszowana, bo osoby obecnie walczące z Wałęsą, równocześnie kreują na przywódcę strajku Bogdana Borusewicza. - A on nie był we władzach strajku. Pamiętam jak po akcji ulotkowej, w której prawdopodobniej faktycznie miał duży udział, poszedł do domu i przez dwa dni na stoczni się nie pojawił – wspomina A. Gwiazda.

Zresztą mataczenie idzie także w drugą stronę.
- Na własne uszy słyszałem jak Borusewicz mówił, że strajkujących opuszczających stocznię zatrzymała Henryka Krzywonos. A przecież zrobiły to trzy inne kobiety, wśród których była też Alina Pienkowska, żona Borusewicza - mówi nam Andrzej Gwiazda, który uważa, że takie działanie ma spowodować m.in. umniejszenie zasług śp. Anny Walentynowicz. – To pokazuje skalę matactwa. Starają się wykreślić ją z historii, ale nie da się tego zrobić, bo Ania żyje w pamięci ludzi.
 

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane