Prokuratura prowadziła śledztwo w tej sprawie po zawiadomieniu złożonym przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. O aferze wokół ARR zrobiło się głośno po ujawnieniu przez „Puls Biznesu” nagrania rozmowy szefa kółek rolniczych Władysława Serafina z Władysławem Ł., jednym z dwóch b. prezesów Agencji Rynku Rolnego, oskarżonych przed sądem w Białymstoku o przekroczenie uprawnień przy zatrudnianiu pracowników w białostockim oddziale ARR.
Jak podawały wówczas media, Władysław Ł. miał podczas tej rozmowy sugerować, że ówczesny szef resortu rolnictwa Marek Sawicki skłamał podczas składania zeznań w tym procesie. Wszczynając śledztwo prokuratura uznała, że zachodzi m.in. konieczność przesłuchania dwóch osób, których rozmowa została opublikowana w mediach. Obaj rozmówcy zostali przesłuchani, przygotowana została też opinia biegłego z zakresu fonoskopii, który badał nagranie. Sawickiego nie przesłuchiwano.
Podstawą umorzenia było oparcie się na przepisach, które mówią o tym, iż nie popełnia przestępstwa osoba, która działa w ramach przysługującego mu prawa do obrony i prawa do wolności od samooskarżania. Prokuratura wyjaśnia, że gdyby Sawicki potwierdził w swoich zeznaniach okoliczności podnoszone przez tych byłych prezesów (ARR - PAP), czyli że miałby na nich naciskać w sprawie zatrudnienia konkretnych osób, dostarczyłby materiał do postępowania przeciwko sobie, a takiego obowiązku zgodnie z prawem i orzeczeniami Sądu Najwyższego nie ma.