Grzegorz Braun uwolniony

  

Policja zatrzymała reżysera Grzegorza Brauna, który wszedł na teren cmentarza na warszawskich Starych Powązkach podczas ekshumacji śp. Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej, działaczki Rodzin Katyńskich. Wypuszczony został dopiero po kilku godzinach przetrzymywania w radiowozie.

Grzegorz Braun, który chciał udokumentować działania prokuratury, wszedł na teren cmentarza. Wówczas funkcjonariusze policji rzucili się na niego a następnie brutalnie wepchnęli go do policyjnej furgonetki. Jej wyjazd został zablokowany przez uczestników Warty Honorowej, która stanęła przed cmentarzem.

Przy samochodzie policyjnym stanęli posłowie PiS: Anna Fotyga, Małgorzata Gosiewska, Antoni Macierewicz oraz Anita Czerwińska, szefowa warszawskiego klubu "Gazety Polskiej" i Ewa Stankiewicz "Solidarni 2010.

- Grzegorz Braun cały czas przetrzymywany jest w policyjnym radiowozie. My z kolei staramy się nie dopuścić, aby radiowóz wywiózł Grzegorza. Cały czas czekamy na decyzję i rozwój sytuacji. Wśród zgromadzonych na warszawskich Powązkach mówi się, że zatrzymanie Grzegorza Brauna jest próbą odwrócenia uwagi od dzisiejszej ekshumacji. Jest to kolejna prowokacja wobec obywateli, którzy pilnują sprawy śledztwa smoleńskiego – relacjonowała "na żywo" portalowi Niezależna.pl Anita Czerwińska, szefowa warszawskiego klubu „Gazety Polskiej”.

Z relacji świadków zatrzymania Grzegorza Brauna, do których dotarł portal Niezależna.pl wynika, że reżyser wszedł na teren cmentarza w towarzystwie Ewy Stankiewicz. Oboje zamierzali dokumentować przebieg ekshumacji. Grzegorz Braun i Ewa Stankiewicz zostali otoczeni przez policję, po czym dziennikarka została wyprowadzona siłą z terenu cmentarza, a Grzegorz Braun został zatrzymany. Z nieoficjalnych informacji wynika, że reżysera zatrzymano pod zarzutem napaści na policjanta. Zgromadzone przed cmentarzem powązkowskim osoby, które zgłosiły się do pełnienia warty honorowej w czasie ekshumacji przyznają, że obawiają się preparowania dowodów przeciwko Braunowi. Cały incydent miał miejsce bez świadków, a Ewa Stankiewicz, która jako ostatnia widziała reżysera przed zatrzymaniem zapewnia, że zanim wyprowadzono ją z terenu cmentarza nie było żadnej agresji ze strony Grzegorza Brauna.

- Zarówno ja jak i minister Anna Fotyga zaręczyliśmy za pana Grzegorza Brauna, ale nic to nie dało. Podkreślam, że nikt nie widział zajścia, o którym jeden z policjantów mówi, że była to czynna napaść na funkcjonariusza. Mamy słowo przeciwko słowu a immunitety poselskie nie są respektowane - mówi nam Antoni Macierewicz, przewodniczący  parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn smoleńskiej katastrofy.

Około godziny 9.00 Grzegorz Braun został zwolniony przez policję.

- Na tę chwilę mogę powiedzieć, że do wyjaśnienia została zatrzymana jedna z osób, które wtargnęły na teren cmentarza. Na zamknięty teren cmentarza weszły dwie osoby. W związku regulaminem cmentarza, który otwierany jest o godz. 7.00 funkcjonariusze policji poprosili osoby, które weszły na teren cmentarza o jego opuszczenie. Kobieta zastosowała się do poleceń funkcjonariuszy, natomiast mężczyzna nie chciał się zastosować i został zatrzymany. Po przesłuchaniu został zwolniony. Nie postawiono mu żadnych zarzutów. Obecnie wyjaśniamy całą sytuację. Jeśli chodzi o obowiązek wylegitymowania się funkcjonariuszy, na który powoływał się zatrzymany, należy wyjaśnić, że zatrzymania dokonali funkcjonariusze prewencji, którzy wykonywali swoje obowiązki jako zwarty pododdział wyznaczony do zabezpieczenia miejsca ekshumacji. W tej sytuacji zgodnie z regulaminem funkcjonariusze nie mieli obowiązku się legitymować. W związku z interwencją policjantów można złożyć zażalenie, które będzie rozpatrywane przy wyjaśnieniu całej sprawy – tłumaczy w rozmowie z portalem Niezależna.pl rzecznik Komendy Stołecznej Policji Mariusz Mrozek.


Z kolei mecenas Stefan Hambura podkreśla, że cały czas oficjalnie nie wiadomo, kogo dotyczy dzisiejsza ekshumacja, ponieważ prokuratura nie udziela w tej sprawie żadnych informacji. Ponadto mecenas Hambura ujawnił, że uniemożliwiono mu przekazanie dokumentów Antoniemu Macierewiczowi i wywieziono go z cmentarza na warszawskich Powązkach drugim wjazdem. Prawnik w rozmowie z portalem Niezależna.pl przyznaje, że obawia się, iż może dojść do nieprawidłowości przy badaniu ciał ofiar katastrofy smoleńskiej, zwłaszcza przy badaniu ciała ekshumowanego z grobu śp. Anny Walentynowicz. I jest zaniepokojony pośpiechem wokół ekshumacji i badań. Na koniec pełnomocnik bliskich śp. Anny Walentynowicz został "zaproszony" do samochodu Żandarmerii Wojskowej, który jedzie do Krakowa.
- Czuję się uprowadzony - mówi mecenas Stefan Hambura.

Przypominamy, że wczoraj doszło do skandalu podczas próby badania ciała ekshumowanego z grobu śp. Anny Walentynowicz, legendy Solidarności. Z powodu zepsutego tomografu ciało bez zbadania zostało przewiezione do Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie. Biegli dopiero dziś rozpoczną badania.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij


Wczytuję komentarze...

Jak przebierańcy trzęśli farmaceutyką. Nieznane kulisy głośnego skandalu

/ / jarmoluk

Piotr Nisztor

Dziennikarz śledczy „Gazety Polskiej i „Gazety Polskiej Codziennie”. W Telewizji Republika jest gospodarzem programu „Rozmowa ściśle jawna”.

Kontakt z autorem

  

Fałszywi pracownicy służb specjalnych, zatrzymani kilka miesięcy temu przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, mieli brać udział w torpedowaniu kolejnych konkursów na stanowisko szefa Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego. W ten sposób Zbigniew Niewójt, z którym mieli znakomite relacje, przez ponad dwa i pół roku pozostawał pełniącym obowiązki szefa tego bardzo istotnego urzędu – ustaliła „GP”.

To jedna z najbardziej skomplikowanych i wielowątkowych spraw prowadzonych przez organy ścigania. Od października 2017 r. Prokuratura Regionalna w Katowicach i Centralne Biuro Antykorupcyjne rozpracowują tzw. gang przebierańców, czyli fałszywych pracowników służb specjalnych powołujących się na wpływy w organach ścigania i administracji państwowej. Dotychczas w tej sprawie zarzuty usłyszało 13 osób.

Jeden z badanych wątków dotyczy działalności gangu w Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym (GIF). To strategiczny urząd zajmujący się nadzorem nad wartym miliardy złotych rynkiem leków w Polsce. Przyznano mu szerokie uprawnienia, m.in. wydaje on zgodę na wywóz leków za granicę, a w razie wystąpienia zagrożenia zdrowia bądź życia może wstrzymać produkcję medykamentów.

W czasie, gdy p.o. głównym inspektorem farmaceutycznym był Zbigniew Niewójt, fałszywi pracownicy służb specjalnych nie tylko często gościli w gmachu urzędu, lecz nawet korzystali z gabinetu inspektora i nagrywali odbywające się w nim spotkania. Z ustaleń „GP” wynika, że starali się wspierać Niewojta, aby jak najdłużej sprawował urząd. Powód? Byli powiązani z firmami stanowiącymi mafię lekową zarabiającą krocie na nielegalnym wywozie za granicę leków refundowanych z budżetu państwa.

Znajomość z rzecznikiem prasowym

Gdy w listopadzie 2015 r. Zbigniew Niewójt został p.o. głównym inspektorem farmaceutycznym, rzecznikiem prasowym urzędu mianował Pawła Trzcińskiego. To właśnie on – jak wynika z ustaleń „GP” – miał wprowadzić do urzędu przebierańców.

– Nie chciałbym na ten temat rozmawiać. Ta cała sprawa bardzo dużo mnie kosztowała – mówi w rozmowie z „GP” Trzciński, który z pracą w GIF pożegnał się wraz z Niewojtem. Podczas rozmowy przyznał jednak, że zna jednego z przebierańców, Przemysława W., podającego się za funkcjonariusza Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Obecnie przebywa on w areszcie.

Trzciński poznał go kilka lat temu, gdy był rzecznikiem prasowym Centrum Zdrowia Dziecka. Był przekonany, że jego znajomy to faktycznie pracownik służb. Dzięki Trzcińskiemu W. miał zdobyć zaufanie Niewojta i szybko wprowadził do GIF innego przebierańca, Adama W., przedstawiającego się jako funkcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Tymczasem Adam W. na co dzień zajmował się fotografią oraz pośrednictwem finansowym. Obecnie również przebywa w areszcie.

Podsłuch i związki z mafią lekową

W kwietniu br. „GP” ujawniła, że Adam W. i Przemysław W. nie tylko często bywali w gmachu urzędu, ale spotkania w gabinecie szefa GIF odbywali także… pod jego nieobecność. Nagrywali też prowadzone tam rozmowy. Informatorzy „GP” wskazują, że było to możliwe, ponieważ w gabinecie Niewojta zainstalowano stały podsłuch. Dzięki temu na bieżąco mogli pozyskiwać wiedzę o istotnych dla branży farmaceutycznej decyzjach podejmowanych przez GIF.

Paweł Trzciński starał się wówczas tłumaczyć urząd: „P.o. główny inspektor farmaceutyczny, podobnie jak inni urzędnicy państwowi, z którymi kontaktowała się osoba podająca się za funkcjonariusza służb specjalnych [Przemysław W. – przyp. red.], mieli wszelkie podstawy do traktowania go jako przedstawiciela służb. Okazał legitymację i dysponował bronią”.

Z ustaleń „GP” wynika, że gangowi przebierańców mogło zależeć na wpływach w GIF, ponieważ przestępcy mieli działać na zlecenie mafii lekowej zarabiającej krocie na imporcie równoległym. Ten nielegalny proceder polegał na skupowaniu z aptek leków, których cena w Polsce dzięki refundacji z budżetu państwa była bardzo niska, a następnie ich sprzedaży za granicę z przynajmniej kilkakrotnym przebiciem. Zyski z tego procederu sięgały setek milionów złotych. Oprócz aptek uczestniczyły w nim hurtownie farmaceutyczne.

„GP” ustaliła, że zamieszane w wątpliwe transakcje lekowe były dwie firmy związane z gangiem przebierańców. Obydwie powstały w latach 2015–2018. Ich nazwy łudząco przypominają podmioty od lat działające na polskim rynku farmaceutycznym. Są związane z Pawłem B. To brat ukrywającego się obecnie za granicą barona paliwowego, podejrzewanego o gigantyczne oszustwa podatkowe. Jego nazwisko wielokrotnie pojawia się w śledztwie dotyczącym gangu przebierańców.

Kandydatury u premier

Z ustaleń „GP” wynika, że zatrzymani przez CBA członkowie gangu starali się wspierać Niewojta, aby jak najdłużej pozostawał na czele GIF. W tym celu brali udział w torpedowaniu kolejnych konkursów na szefa urzędu, w których nie był on faworytem. Pierwszy rozpisano jeszcze w grudniu 2015 r. Przewodniczącym komisji został Krzysztof Łanda, wiceminister zdrowia odpowiedzialny za rynek leków. Konkurs unieważniono. – Już wtedy było wiadomo, że Łanda będzie forsował na to stanowisko swojego kandydata – mówi „GP” osoba związana z resortem zdrowia.

W drugim konkursie, w którym ponownie komisji przewodniczył Łanda, wyłoniono dwóch kandydatów – Niewojta i Piotra Rykowskiego. Właśnie ten drugi był kojarzony z ówczesnym wiceministrem zdrowia, wspólnie pracowali wcześniej w Narodowym Funduszu Zdrowia. Obydwie kandydatury trafiły w połowie 2016 r. na biurko premier Beaty Szydło, która miała dokonać ostatecznego wyboru nowego szefa GIF.

Podczas trwania drugiego konkursu w witrynie Kulisy24.com i w dzienniku „Fakt” zaczęły się pojawiać artykuły uderzające zarówno w Łandę, jak i w Rykowskiego

Cały tekst w tygodniku "Gazeta Polska"

Źródło: Gazeta Polska

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl