niezalezna.pl - strefa wolnego słowa
27 czerwca 2017

Dlaczego Tusk boi się komisji śledczej

Dodano: 22.08.2012 [12:28]
Premier wie, że powstanie komisji śledczej może być początkiem jego końca w polityce – twierdzą posłowie opozycji, którzy chcą, by aferą Amber Gold zajął się Sejm, niezależnie od działań prokuratury i ABW. Zwłaszcza że w sprawę zamieszani są ludzie związani z zaufanym człowiekiem Tuska, Janem Krzysztofem Bieleckim.

Jak ustaliliśmy, w AG byli zatrudnieni bliscy współpracownicy uchodzącego za szarą eminencję PO Jana Krzysztofa Bieleckiego, szefa Rady Gospodarczej przy PRM. Dyrektorem Biura Szkoleń w AG, firmie Marcina P., był dr Mirosław Ciesielski, wieloletni pracownik GE Money Banku. Przez wiele lat współpracował z Bieleckim w jego firmie konsultingowej „Doradca”. Z kolei Mirosław Bieliński, także bliski człowiek Bieleckiego i członek Gdańskiej Fundacji Kształcenia Menedżerów, jako prezes spółki skarbu państwa Energa podjął decyzję o sponsorowaniu filmu Andrzeja Wajdy „Wałęsa”. Drugim sponsorem była spółka AG.

Wszystko wskazuje na to, że afera z AG to część odkrytego właśnie gdańskiego układu, zwłaszcza że Trójmiasto to matecznik Donalda Tuska i PO, gdzie partia niepodzielnie od wielu lat ma ogromne wpływy. Za prezesem AG Marcinem P. stoją ważni ludzie gdańskiej PO. Wśród nich prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, któremu P. hojnie udostępniał swoje pieniądze, sponsorując wiele miejskich projektów. Obecnie brak dowodów na związane z tym kupowanie przychylności władz miasta, ale zdaniem polityków opozycji jest to jeden z wątków, które powinna sprawdzić komisja sejmowa. Nie mają wątpliwości, że Marcin P. nie był „złotym chłopcem”, ale słupem dla wpływowych ludzi na Wybrzeżu.

Dlaczego układu nie mogłaby wykryć prokuratura? Jak pisaliśmy w artykule „Wymiar sprawiedliwości chroni Marcina P.”, gdańscy śledczy i sądy byli wyjątkowo pobłażliwi wobec prezesa AG i trudno uwierzyć, by nagle dziś, w tych samych sprawach rzetelnie podjęto zupełnie inne decyzje. Prokuratura Rejonowa w Gdańsku-Wrzeszczu odmówiła wszczęcia postępowania po zawiadomieniu złożonym przez Komisję Nadzoru Finansowego i dopiero sąd w Gdańsku wydał nakaz prowadzenia śledztwa. Prokuratura zignorowała również zawiadomienie złożone przez resort gospodarki. Także kolejne gdańskie sądy nie zasądzały kar więzienia, mimo że Marcin P., popełniając przestępstwa z tych samych artykułów kodeksu karnego, był recydywistą.

W internecie popularnością cieszy się komiks, w którym Michał Tusk pyta ojca: – Tato, a co, jeśli ABW będzie mnie sprawdzało? – Spokojnie, przecież to premier nadzoruje służby – odpowiada Donald Tusk. Powyższy konflikt interesów to również argument za powołaniem komisji. Sprawę, w którą zamieszany jest syn premiera, bada ABW, bezpośrednio podległe Tuskowi, a szef ABW Krzysztof Bondaryk to jego zaufany człowiek. Ponadto gdański oddział ABW przez kilka lat nie widział nic niepokojącego w działalności Marcina P.

– Komisja jest więc niezbędna. Nie może jednak powstać na wzór komisji hazardowej, a na jej czele nie może stać osoba tak służalcza wobec Donalda Tuska, jaką był pan Mirosław Sekuła – uważa poseł PiS Marcin Mastalerek. Posłowie PO wciąż powtarzają uparcie, że komisja „to wymysł opozycji”, która chce ugrać na sprawie polityczny kapitał. – Przy obecnym poziomie kultury politycznej komisja zamieni się w polityczny ring – uważa poseł Jacek Żalek (PO).

Zdaniem rzecznika SLD Dariusza Jońskiego, jeśli premier i PO nie mają nic do ukrycia, powinni się zgodzić na powołanie komisji. Twierdzi, że będzie to idealny sprawdzian dla koalicyjnego PSL. – Ludowcy, których głosy są niezbędne, pokażą, czy stoją po stronie praworządności, czy chcą może kolejnych stołków za trwanie przy premierze – mówi polityk.


Autor: 
Katarzyna Pawlak
Źródło: 
Gazeta Polska Codziennie
Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | www.gazetapolska.pl | www.panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl