Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Tuska Wschodniofryzyjski Transport Powietrzny

III RP ciągle jest państwem układów i sitw, które z niego żyją.

Autor:

III RP ciągle jest państwem układów i sitw, które z niego żyją. Pod rządami PO stało się państwem opanowanym przez jedną monositwę, pod specjalną ochroną zaprzyjaźnionych mediów i establishmentu kulturowego.

Sieci znajomości, dobre relacje z ludźmi ustosunkowanymi, kapitał społeczny liczą się wszędzie. W USA zaleca się studentom, by pielęgnowali kontakty, nawiązywali znajomości. Są one potrzebne, a często nawet konieczne, jeśli chce się zrobić karierę lub uzyskać dobrą pracę. „Warto poświęcić czas na nawiązywanie i potrzymywanie znajomości” – radzi się studentom. „Jeśli poznałeś osobę, która może ci być w przyszłości pomocna, zadzwoń do niej, umów się z nią na kawę". Trzeba być „well-connected”, by odnosić sukcesy. Studiowanie na znanej, drogiej uczelni wcale nie musi przynosić więcej wiedzy, lecz na pewno kończy się bardzo użytecznymi kontaktami i daje dobrą nalepkę – markę, która ma swoją cenę na rynku. Dobrze jest należeć do korporacji studenckiej, bo zawarte tam znajomości bardzo pomagają w życiu.

Klany i sitwy

Wszędzie też liczą się głośne nazwiska. Niedawno miałem okazję wysłuchać wystąpienia Marii Shriver, znanej dziennikarki i do niedawna żony Arnolda Schwarzeneggera, która radziła absolwentom University of Southern California, by nie przejmowali się za bardzo brakiem perspektyw tuż po studiach i „zrobili sobie przerwę” na refleksję. Podawała siebie za przykład. Nie wspomniała o tym, że być może to przynależność do klanu Kennedych ułatwiła jej karierę.

Czy znaczy to, że wszędzie jest tak samo, że nie mamy się czym przejmować? Nie. I to nie tylko dlatego, że klan Śmietanki to jednak coś innego niż klan Kennedych, lecz przede wszystkim dlatego, że tam sieci znajomości funkcjonują w innym otoczeniu instytucjonalnym, prawnym i obyczajowym. Wszędzie trzeba jednak podejmować działania, które neutralizują nepotyzm, trzeba dbać o przejrzystość, otwartość, wyrównanie szans, o to, by prawo było równe dla wszystkich, by demokracja nie przekształcała się w oligarchię. Wszędzie trzeba uważnie patrzeć na ręce politykom. Przypomnijmy sobie aferę, która doprowadziła do ustąpienia prezydenta RFN Christiana Wulffa, zbyt skwapliwie korzystającego z uprzejmości swoich kolegów i znajomych.

Ostatnie afery potwierdzają tylko obraz polskiego społeczeństwa, jaki znamy od dawna. III RP ciągle jest państwem układów i sitw, które z niego żyją. Pod rządami PO stało się państwem opanowanym przez jedną monositwę, pod specjalną ochroną zaprzyjaźnionych mediów i establishmentu kulturowego.

Układ stołków

Stało się tak nie przypadkiem – partia doszła do władzy, obiecując walkę z tymi, którzy podjęli zmagania z korupcją, z klientyzmem, nepotyzmem i układami. I konsekwentnie realizowała ten program, co pokazała nie tylko afera hazardowa. PO (i jej rolnicza przystawka – PSL) hojnie rozdzielała przywileje i posady, eliminując przy aplauzie mediów ludzi o odmiennych poglądach i likwidując niezależne od niej mechanizmy kontrolne. Dlaczego teraz milczą niektórzy czołowi publicyści, którzy kiedyś tak stanowczo domagali się zmian po aferze Rywina i budowy IV RP? Nasuwa się prosta odpowiedź – siedzą na ciepłych posadkach z nadania PO.

Te posady to zresztą jedyny zasób, jakim dysponują Polacy jako zbiorowość. W Polsce prawie nie ma rodzimego przemysłu prywatnego, nie ma innowacyjnych firm, wielkich laboratoriów – są tylko biznesy na styku z państwem i podejrzane przedsięwzięcia w rodzaju Amber Gold. I są posady rządowe, samorządowe i pararządowe, agencje, fundusze, fundacje, media publiczne. I było dużo łatwego pieniądza, który politycy i działacze rządzącej koalicji rozdzielają, pamiętając o partii, rodzinach i przyjaciołach, stronnikach. Pieniądze z UE posłużyły nie tylko do niedokończonej modernizacji infrastruktury czy dopłat dla rolników, lecz do stabilizowania i wzmacniania władzy obozu rządzącego przez rozbudowywanie klientystycznego systemu.

OLT jak PO

Pokazuje to, że poza inwestycjami i pozornymi przemianami rzeczywistość społeczna pozostała niezmieniona. Wszędzie widać też brak nadzoru państwowego i dyscypliny, bo ta - jak wiadomo - jest „niefajna”. Usiłuje się mówić Polakom, że normalną rzeczą są masowe upadki firm turystycznych lub bałagan w służbie zdrowia. Polska gospodarka jest spętana licznymi przepisami, a z drugiej strony, jak widać na przykładzie Amber Gold, długo można w niej robić interesy poza wszelką kontrolą. Trzeba tylko umiejętnie się ustawić – wtedy nie przeszkadza nawet wyrok sądowy. Jeśli robi się biznes, trzeba mieć dobre kontakty z rządzącymi. Firma Amber Gold zachowywała się zgodnie z regułami „fajnej” Polski. Sponsorowała film o Wałęsie, cieszyła się uznaniem prezydenta Adamowicza, zatrudniła syna premiera, który jest podobno znakomitym specjalistą od transportu. Michał Tusk potrafił połączyć pracę w Porcie Lotniczym im. Lecha Wałęsy z pracą dla OLT, nie zważając na konflikt interesów i na reputację prezesa Amber Gold, skazanego w przeszłości za oszustwa. OLT – to Ostfriesischer Lufttransport – Wschodniofryzyjski Transport Powietrzny. Wschodni Fryzyjczycy uchodzą w Niemczech za ludzi mało rozgarniętych. Opowiada się o nich dowcipy podobne do tych, które opowiadano o Polakach w Ameryce, a w Polsce o milicjantach. Cała ta historia z Wschodniofryzyjskim Transportem Powietrznym wydaje się kwintesencją rządów PO – pozór niezwykle dynamicznego, imponującego rozwoju, doskonały PR bez oglądania się na koszty, budząca dumę obietnica nowoczesności, hucpa i finansująca to wszystko piramida finansowa. Są też ci naiwni, którzy ostatecznie za to wszystko zapłacą.


Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane