Wszystkiemu winne są „farbowane lisy”, którym Smuda dał miejsce w podstawowym składzie, nie stwarzając nawet pozorów, że o wyjściową jedenastkę będą musieli walczyć. Dotyczy to zwłaszcza Sebastiana Boenischa, Damiena Perquisa i Eugena Polanskiego, choć on akurat udowodnił w dwóch ostatnich spotkaniach, że może być silnym punktem drużyny. Ale nie można tego powiedzieć o pozostałych. Boenisch przez blisko półtora roku nie grał w piłkę, lecząc bardzo poważną kontuzję kolana. A zamiast na rezerwowego z Werderu Brema, selekcjoner mógł postawić na Jakuba Wawrzyniaka. Obrońca Legii rozegrał w tym sezonie 53 mecze i aż się palił, aby wystąpić w kolejnych. Smuda upierał się jednak przy nie do końca dysponowanym Boenischu. Podobnie wygląda sytuacja z Perquisem, leczącym od marca do początku czerwca uraz łokcia. W spotkaniu z Grekami potwierdził, że nie jest lepszy od rodzimych piłkarzy.
– Smuda jest ostatnio niesamowicie uparty. Nie można mu nic wytłumaczyć czy próbować przekonać go do swoich racji. Tak jak on powie, tak musi być. A widać, że ostatnio często się myli – dodaje osoba z otoczenia selekcjonera.
Takim stanem rzeczy mocno rozczarowani są piłkarze. Najbardziej Kamil Grosicki i Adrian Mierzejewski. – Wierzyłem w to, że pojawię się na boisku. Kiedy rozgrzewałem się przy stanie 1:1, byłem pewien, że dostanę choć kwadrans – mówi skrzydłowy Sivassporu. Jeszcze większe nadzieje miał Mierzejewski, który rozpoczął rozgrzewkę w… 46. min. – Trener tłumaczył, że nie chce robić bałaganu, dlatego zostaliśmy na ławce – zdradza rozgrywający Trabzonsporu.
Obaj piłkarze liczą na to, że pojawią się na boisku w jutrzejszej grze z Rosją. Ponoć z zawodników będących w rezerwie największe szanse na grę ma… Dariusz Dudka. 29-letni zawodnik zastąpi w podstawowym składzie Ludovica Obraniaka. – Trener rzeczywiście bierze pod uwagę wystawienie trzech defensywnych pomocników – mówi nasz informator. To oznaczałoby, że w spotkaniu z Rosjanami nastawimy się na obronę. Taka strategia wcale nie musi okazać się zgubna. Podobną taktykę zastosował Maciej Skorża w meczu Legii ze Spartakiem. Po fantastycznym boju warszawianie wygrali wówczas 3:2.
