Chyba po 1989 r. nie wydarzyło się nic bardziej obrzydliwego niż urządzenie Big Brothera ze strasznej, niewyobrażalnej, jednostkowej tragedii. Cyniczne, dopracowane, z użyciem detektywa celebryty. W jednym celu: przyćmienia wychodzącej na jaw prawdy o Smoleńsku i kompromitacji władzy na kilku polach. Stworzenia „niepolitycznego newsa” o ładunku emocjonalnym, który wszystko zagłuszy. Możliwego zawsze: według fundacji ITAKA w Polsce zaginionych jest rocznie 650 dzieci w wieku do 13 lat.
Ile naszych matek i babć nie spało z powodu Madzi? Te wzruszenia były sprowokowane przez mężczyzn niezdolnych do wzruszeń. Pracujących na to, by miliony Madź żyły pod butem Putina, którego armia zabiła w Czeczenii 40 tys. dzieci. Ciężko o tym myśleć, wykonując zawód tak strasznie zdegradowany jak dziennikarstwo. Pozostaje posłuchać piosenki Jacka Kleyffa pt. „Telewizja ‘72”: „Świeże groby zawsze wzruszą niezależnie, gdzie kopane. / Jak porosną, wyjdzie na jaw, kto szczuł i co było grane”.
