Czeski premier staje po stronie Polski i Węgier. Padły mocne słowa o działaniach eurokratów

Andrej Babisz / Autor: David Sedlecký – Vlastní dílo, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=45037414

  

Premier Czech Andrej Babisz oświadczył, że Polacy i Węgrzy mogą lepiej ocenić zagrożenie dla demokracji niż urzędnicy z Brukseli. W dzisiejszym wywiadzie dla dziennika „Pravo” zdystansował się od tych czeskich europosłów, którzy poparli procedurę wobec Węgier.

Spośród 21 czeskich eurodeputowanych za uruchomieniem art. 7 unijnego traktatu wobec Węgier głosowało w środę dziewięcioro europosłów, w tym czworo z kierowanego przez Babisza ruchu ANO.

- Chcę jednoznacznie zdystansować się od głosowania naszych europosłów. Nie podzielam ich poglądu i sam bym tak nie głosował. Wszystko uważam za atak na wyśmienicie funkcjonujący blok V4 (Grupa Wyszehradzka), który zmiażdżył uchodźcze kwoty i krytykuje projekt budżetu unijnego skandalicznie proponującego wzrost wydatków na struktury UE po odejściu Wielkiej Brytanii

 – powiedział Babisz dziennikarzom lewicowego dziennika.

- Czechy w żadnym przypadku nie opuszczą swoich sojuszników

 – zadeklarował premier. Dodał, że nie podoba mu się sytuacja, w której Komisja Europejska prowadzi śledztwo przeciwko Polsce lub Węgrom.

Kto wie, czy na podstawie kłamliwych informacji to samo nie może spotkać Czech

 – stwierdził Babisz, który uważa, że nie ma takiego niebezpieczeństwa, dodał jednak, że „ktoś stale szerzy dezinformacje o tym, że jest u nas jakieś zagrożenie demokracji”.

Zdaniem premiera, Czechy są aktywne i widoczne w Brukseli. Babisz przypomniał swoje słowa, że Czechy nie przyjmą ani jednego uchodźcy oraz swoje starania o rozwiązanie impasu w Unii dotyczącego kryzysu migracyjnego. Ujawnił też, że podczas jego niedawnej wizyty w Berlinie kanclerz Niemiec Angela Merkel zapytała, czy Czechy nie mogłyby przyjąć kilku nielegalnych migrantów. „Odpowiedziałem, że nie możemy przyjąć ani jednego".

Babisz dodał, że ta deklaracja dotyczy również projektu przyjęcia w Czechach 50 nieletnich syryjskich sierot, za którym lobbuje eurodeputowana z Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej - Czechosłowackiej Partii Ludowej (KDU-CzSL) Michaela Szojdrova.

- „Sieroty, które powinniśmy przygotować na wejście w dorosłe życie, są także u nas. Coś o tym wiem, bo moja fundacja przekazywała na to pieniądze. Przede wszystkim Czesi są solidarni i od 2015 roku przekazaliśmy do różnych państw w związku z migracją 100 mln euro. Pomagamy na miejscu w Syrii, gdzie są lekarze i eksperci, w Czechach zajęliśmy się 2,5 tys. pacjentami, także sierotami

 – stwierdził Babisz.

Premier, odpowiadając na jedno z pytań, przyznał, że podoba mu się polityka zagraniczna i uznał, że robi w tej kwestii więcej niż jego poprzednicy, walczy o czeskie interesy i przedstawia czeskie propozycje. Przykładem takiej działalności jest zdaniem Babisza zlikwidowanie w ciągu sześciu miesięcy kwot migracyjnych. Babisz uznał to nie za sukces całej Grupy Wyszehradzkiej, ale swój i węgierskiego premiera Viktora Orbana. „To my siedzieliśmy do czwartej rano i walczyliśmy w Brukseli z kwotami i osiągnęliśmy zniesienie tego bezsensownego systemu” – powiedział.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Afera wyborcza w Olsztynie: z komisji wyborczej zginęło 399 kart do głosowania!

/ Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

  

W obwodowej komisji wyborczej przy ul. Warszawskiej w Olsztynie zginęło 399 kart do głosowania. "Czy zostały one użyte w wyborach, okaże się po podliczeniu wyników we wszystkich obwodowych komisjach w mieście" - powiedział dyrektor delegatury KBW w Olsztynie Piotr Sarnacki.

Jak poinformował dyrektor olsztyńskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego Piotr Sarnacki, obwodowa komisja wyborcza w Olsztynie, która pracowała w siedzibie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad przy ul. Warszawskiej, stwierdziła brak 399 kart do głosowania. O sprawie jest już powiadomiona policja, która prowadzi w tej sprawie czynności wyjaśniające oraz komisarz wyborczy. Karty były ostemplowane.

"Na razie trudno stwierdzić, czy karty, których nie ma, zostały użyte w głosowaniu. To się okaże, gdy wszystkie obwodowe komisje w Olsztynie podliczą wyniki. Wtedy będzie można stwierdzić, czy liczba kart wydanych do głosowania i kart wyjętych z urn jest taka sama, czy nie"

- wyjaśnił Sarnacki.

Sarnacki przyznał, że zakładane są dwa scenariusze zdarzenia: że ktoś karty wyniósł z lokalu i ich nie użył, jak i taki, że karty zostały wyniesione i użyte w wyborach. W przypadku tego drugiego scenariusza, prawdopodobnie dojdzie do protestu wyborczego i wówczas sąd zdecyduje, czy miało to wpływ na wynik wyborów, czy nie.

Sarnacki powiedział, że z dotychczasowych ustaleń wynika, iż około godz. 17 przewodnicząca komisji przy ul. Warszawskiej stwierdziła, że "kupka z kartami do głosowania jest jakaś dziwnie mniejsza". Komisja kilka razy przeliczała karty i szukała brakujących, jednak ich nie odnaleziono. W ocenie Sarnackiego brak tylu kart nie może być pomyłką przy ich przeliczaniu. "Czasem dochodzi do sklejenia się dwóch czy trzech kart, ale nie aż tylu" - wyjaśnił dyrektor Krajowego Biura Wyborczego w Olsztynie.

Założono, że karty z komisji wyborczej zostały wyniesione od rana do godz. 17. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl