Gigantyczne pieniądze dla właścicieli Amber Gold. Poseł Krajewski ujawnia

/ wikipedia.org/Zorro2212/ Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported

  

– Marcin P. i Katarzyna P. mieli łącznie uzyskać z Amber Gold ponad 18 mln 800 tys. zł. Oprócz wynagrodzenia, pieniądze te pochodziły z wypłat tytułem "zaliczki", przelewu lub umowy zlecenia – poinformował na posiedzeniu sejmowej komisji śledczej poseł PiS, Jarosław Krajewski.

Posła Krajewskiego interesował "wątek wyprowadzania środków" z Amber Gold przez Marcina i Katarzynę P.; jak mówił ich wynagrodzenie za pracę w Amber Gold wynosiło początkowo 50 tys. zł miesięcznie, a później wzrosło do 200 tys. zł miesięcznie. A ponadto - dodał Krajewski - Marcin P. wielokrotnie przekazywał na swoje rachunki drobne kwoty tytułem "przelew zysku" bez tytułu prawnego.

Poseł PiS poinformował, że Katarzyna P. i Marcin P. mieli łącznie uzyskać z Amber Gold kwotę 18 mln 831 tys. zł.

To jest ta łączna kwota z różnych tytułów – zaznaczył Krajewski.

Wyjaśnił, że na tę kwotę, oprócz wynagrodzenia, składały się wypłaty tytułem "zaliczka, przelew lub umowy zlecenia".

Jarosław Krajewski pytał świadka, czy ABW w trakcie przesłuchań świadków ustaliła, jak wyglądał mechanizm i kto miał wiedzę nt. tych wypłat.

Przesłuchania świadków, a konkretnie pracowników Amber Gold, wskazywały na strukturę, mechanizm, sposób postępowania prezesa tej firmy i z tego wynikało, że osobą, która miała możliwość wypłacania i decydowania był właśnie prezes – powiedział funkcjonariusz ABW.

Dodał, że z relacji pracowników wynikało, że "robili to, co robili", a innymi mieli się nie interesować.

Osoba za ścianą nie do końca wiedziała, co robi ta druga osoba – powiedział świadek.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Komisja ds. Amber Gold ujawniła szokującą notatkę ABW: "OLT miało wyczyścić polskie niebo"

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Odsłonięto pomnik w hołdzie ratownikom GOPR w Beskidach

Odsłonięcie pomnika w hołdzie ratownikom GOPR / twitter.com/screenshot/@m_szafranski

  

Pomnik, który jest hołdem dla odwagi ratowników GOPR w Beskidach, a jednocześnie upamiętnieniem powstania w 1952 r. w tych górach zorganizowanego ratownictwa, został odsłonięty w piątek na pl. św. Jakuba, głównym placu w Szczyrku.

Pomnik odsłonili dwaj nestorzy GOPR, który byli przy jego narodzinach – Jerzy Podgórny i Alojzy Szupina. Przecięli błękitną szarfę symbolizującą ratownictwo górskie. "W pierwszym kursie uczestniczyły 34 osoby. 32 go ukończyły. Spośród nich wśród nas są Jerzy Podgórny z Bielska-Białej i Alojzy Szupina z Cieszyna" – powiedział naczelnik grupy beskidzkiej GOPR Jerzy Siodłak.

Biało-czerwoną wstęgę, przypominającą o stuleciu odzyskania niepodległości, przeciął burmistrz Szczyrku Antoni Byrdy. W uroczystości uczestniczył również Alfred Rusin, który również jest nestorem beskidzkiego ratownictwa.

Jerzy Podgórny przypomniał, że zorganizowane początki ratownictwa górskiego w Beskidach przypadają na późną jesień 1952 r.

Członkowie założyciele rekrutowali się m.in. z Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, PTTK, klubów wysokogórskich. Sprzęt, z którym zaczynaliśmy, to były własne zasoby, często szyte w naszych domach. Inaczej byśmy ich nie zdobyli. Narty, które mieliśmy, pochodziły jeszcze z czasów wojny. Najczęściej były jesionowe, nieokrawędziowane, o paskowych wiązaniach. Nie byliśmy zabezpieczeni przed nadmiernym chłodem i deszczem. Mieliśmy drewniane topogany

– wspominał w piątek.

Jerzy Podgórny zetknął się z ratownictwem górskim już wcześniej, w 1947 r.

Była to interwencja na Szyndzielni, górującej nad Bielskiem-Białą. Wracając z wycieczki narciarskiej, napotkałem w partii szczytowej poszkodowanego z poważnym urazem głowy. Z kolegą przez Dębowiec dostarczyliśmy go do pogotowia. Został uratowany. Szczególnie pamiętam jednak rok 1961, gdy kierowałem pierwszą akcją ratowniczą w górach przy użyciu śmigłowca. Było to na Rysiance. Pamiętam też, nierzadko kilkudniowe, akcje ratunkowe w rejonie Babiej Góry

– wspominał goprowiec.

Autorem odsłoniętego monumentu jest goprowiec Włodzimierz Lach.

Chciałem uczcić 65. rocznicę zorganizowanego ratownictwa. Chodziłem po Beskidach i znalazłem na Skrzycznem dwa kamienie, które przypominają góry. One się jakby chylą nad emblematem GOPR i tablicą z inskrypcją. Góry pochylają się nad ideą ratownictwa górskiego

– powiedział autor.

Pomnik składa się z dwóch opartych o siebie głazów piaskowca. Na jednym z nich umieszczono wykonane z brązu narty starego typu oraz linę. To podstawowy ekwipunek ratowników 70 lat temu. Jest także herb GOPR. Na drugim głazie znalazł się herb Szczyrku, gałązka kosodrzewiny, która jest symbolem goprowców, a także inskrypcja, która brzmi: "W hołdzie założycielom ratownictwa górskiego w Beskidach".

Naczelnik beskidzkiego GOPR Jerzy Siodłak podkreślił, że obecnie grupa ta jest największą w Polsce. Korzeniami sięga Beskidzkiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, które powstało w listopadzie 1952 r. Działa na terenie Beskidu Śląskiego, Żywieckiego, Małego i zachodniej części Makowskiego. "Dziś obsługujemy praktycznie największą liczbę wypadków górskich i narciarskich w polskich górach" – powiedział.

Naczelnik dodał, że od powstania zorganizowanego ratownictwa zmieniło się wszystko. "Nasi nestorzy, zaczynając, mieli worki-apteczki z niezbędnymi środkami. Poruszali się na motorach. Dziś są to nowoczesne samochody terenowe, śmigłowiec w dyspozycji, lekkie nosze, skutery śnieżne, czterokołowce, nawigacja satelitarna, drony. Historia tych lat pokazuje, jak ogromny przeskok się dokonał" – powiedział Siodłak.

Do GOPR w Beskidach należy około 500 ratowników. "Czynnych ratowników jest około 300. 90 proc. stanowią ochotnicy" – poinformował naczelnik grupy.

Beskidzcy goprowcy każdego roku wyruszają z pomocą ponad 3 tys. razy, z czego blisko 2 tys. zimą. Najczęściej pomagają narciarzom przy drobnych kontuzjach i turystom, którzy zgubili drogę. Zdarzają się też akcje trudniejsze. Kilka lat temu w skrajnie trudnych zimowych warunkach sprowadzili z Babiej Góry blisko 30 turystów, którzy chcieli przenocować na szczycie, ale przeliczyli się z siłami. W lutym ub.r. uratowali życie m.in. biegaczowi, który zaginął w rejonie Pilska. Gdy go odnaleziono, miał objawy czwartego stopnia hipotermii. Otarł się o śmierć.

Najtragiczniejsza akcja w historii grupy beskidzkiej GOPR wydarzyła się w grudniu 1980 r. W rejonie Pilska po załamaniu się pogody zabłądziła 16-osobowa grupa młodzieży ze szkoły mistrzostwa sportowego w Kaliszu. Nie byli przygotowani na zimowe warunki: mieli lekkie obuwie, ubrani byli w dresy i kurtki ortalionowe. Po wyjściu około południa ze schroniska na Hali Miziowej zgubili drogę. Zeszli na słowacką stronę. Napotkany uzbrojony czechosłowacki strażnik zamiast udzielić im pomocy, nakazał powrót. W śnieżycy szybko stracili siły. Noc spędzili w górach. Szalała śnieżyca, a temperatura spadła znacznie poniżej zera. Oprócz ratowników beskidzkich zaginionych poszukiwała Horska Służba i pogranicznicy. Znaleziono ich rano. Trzech młodych sportowców straciło życie.

Beskidzcy goprowcy nieśli pomoc między innymi także powodzianom oraz poszkodowanym w katastrofie hali Międzynarodowych Targów Katowickich.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, pap

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl