Wyborcy, politycy i pośrednicy

Polityka jest dziedziną szczególnie demoralizującą. Chorobę młodych polityków obserwuję każdorazowo, kiedy mam jakiś wgląd w kulisy władzy. Przekonanie o własnej sile, nieomylności i szczególnych uprawnieniach towarzyszy im już po paru tygodniach obracania się na rządowych salonach. Dotyka to też wielu młodych menedżerów, którzy zostali szefami spółek skarbu państwa.

Wiara we własną wielkość jest szczególnie skorelowana z wyższością wobec tych, którzy nie należą do tej kasty. To powoduje, że podstawowym punktem odniesienia staje się nie jakakolwiek misja, lecz bycie w grupie uprzywilejowanej i pięcie się po szczeblach kariery. Nigdy nie uważałem, że robienie kariery czy pieniędzy to coś złego. Wręcz przeciwnie, popychałem swoich współpracowników, żeby szli wyżej, nawet kiedy potem mi ich brakowało. Jednak służba publiczna musi zawierać niezbędny element troski o ludzi, którzy zaufali rządzącym. Władza jest jedynie emanacją woli ludzi. Dzisiaj wyborcy mają nie gorszy stan analizy rzeczywistości niż osoby u steru rządów. Dostępność informacji ułatwia rozumienie spraw publicznych, a odległość od salonów pozwala nabrać dystansu. Tymczasem politycy stale poddawani są presji i emocjonalnej obróbce. Sztaby ludzi, nierzadko z różnych służb, sporządzają ich psychologiczne profile, a intryganci są używani do manipulowania kolegami. Sami nie wiedzą często, że uczestniczą w zaplanowanej grze. Ta sama informacja, która w jednym miejscu wygląda na zwyczajną, w innym wywołuje emocje. Poznałem to na własnej skórze wielokrotnie. Ile razy udowadniano nam, że jesteśmy jedynie marginesem. Kiedy przy takich akcjach jak obrona rządu 18 grudnia 2016 r., wyjazd na Węgry w 2012 r. czy choćby obrona Ryszarda Czarneckiego w europarlamencie (ponad 2 mln e-maili od czytelników) pokazujemy siłę, wtedy słyszę, że pewnie szykujemy rozłam albo zakładamy partię. Gdyby Jarosław Kaczyński wiedział, co opowiadają o nim różni ludzie, którzy twierdzą, że mają do niego dostęp, pewnie długo by się zastanawiał: śmiać się czy płakać? 

Ostatnio skretyniała redakcja zamieściła tekst o tym, że chciałem od Kaczyńskiego funkcji prezesa TVP.

Czyli miałbym porzucić kierowanie własną grupą medialną, żeby zostać średniej rangi urzędnikiem państwowym. Takich absurdów jest wiele i pewnie dotyczą różnych osób. Intrygi, podpuszczanie – to rzecz normalna w polityce. Aby to prostować, potrzebne są uczciwe, prawdomówne media. Niestety, choroba młodych polityków w jeszcze większym stopniu dotyka dziennikarzy. Zafascynowanie piarem i pogoń za pieniędzmi stają się tak ważne, że brakuje miejsca na rzeczy najważniejsze. To niszczy elity i uniemożliwia stawianie wysoko poprzeczki politykom. Powtarzam, nie mam nic przeciwko bogaceniu się. Uważam tę zdolność za dobrą cechę. Ale dla dziennikarza nie może to być najważniejsze.

Ostatecznie ma on obowiązek mówić to, co myśli, i to, co wie. Bez tego nie ma dziennikarstwa. Nie jest obojętne, kogo stawia się za wzór dziennikarstwa. Sprzedajni ludzie będą pracować dla tego, kto im więcej zapłaci, a stawkę łatwo przebić.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Pełna odpowiedzialność

Donald Tusk zeznający w procesie przeciwko Tomaszowi Arabskiemu i czterem innym osobom w związku z zaniedbaniami przy organizacji wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu 10 kwietnia 2010 r. wyglądał jak wezwany przed oblicze sądu rejonowego w jakiejś niewielkiej mieścinie mało lotny cwaniaczek, któremu wydaje się, że jeśli „nie będzie pamiętał”, to jego amnezję sąd przyjmie z dobrodziejstwem inwentarza i machnie ręką. Pewnie by i tak mogło być, gdyby nie fakt, że wczoraj tę bezczelność „cała Polska” widziała i słyszała.

Widziała bezczelność w pouczaniu adwokatów ofiar, o co można pytać „króla Europy”. Słyszała mataczenie w sprawach, w których Tusk wcześniej wypowiadał się zupełnie inaczej. To, co Tusk wczoraj wyprawiał, byłoby może nawet i śmieszne. Być może można by to porównać do któregoś z filmów Barei. Gdyby tylko nie chodziło o sprawę fundamentalną – śmierć 96 osób z prezydentem RP na czele. I gdyby wody w usta w sprawie odpowiedzialności za tę śmierć nie nabierał były polski premier. Człowiek, który deklarował w tej sprawie pełną odpowiedzialność. Choć może i tego nie pamięta. Miejmy jednak nadzieję, że będzie ją musiał ponieść.
 

 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl