Jaka będzie przyszłość polskiej energetyki?

Mirosław Kowalik, prezes Enei SA/fot. Tomasz Adamowicz "Gazeta Polska"

redakcja

Kontakt z autorem

Jest już przesądzone, że udział węgla w polskiej energetyce będzie się zmniejszał na rzecz innych źródeł wytwarzania energii. O tym, jak będzie wyglądał polski miks energetyczny w przyszłości, dyskutowali uczestnicy jednego z paneli Kongresu 590.

Z danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych wynika, że w 2016 r. elektrownie na węgiel kamienny oraz brunatny wyprodukowały w sumie 81,5 proc. energii elektrycznej. Ministerstwo Energii przewiduje, że w ciągu najbliższych 12–13 lat udział węgla w polskiej energetyce zmniejszy się o ponad 20 pkt proc., ale wciąż będzie on miał największy udział w polskim miksie energetycznym. I tego nie zmieni nawet najbardziej restrykcyjna polityka klimatyczno-energetyczna Unii Europejskiej ze względu na specyfikę sektora wytwarzania. – Z dnia na dzień nie odejdziemy od węgla, zwłaszcza że w ciągu 25 lat zmniejszyliśmy jego udział w energetyce z niemal 100 proc. do niewiele ponad 80 proc. Polska nie jest w stanie zmienić sposobu wytwarzania energii tak, jak tego oczekuje Unia Europejska, a spółki energetyczne nie chcą przerzucać wyższych kosztów wytwarzania energii na odbiorców – stwierdził Mirosław Kowalik, prezes Enei, podczas debaty „Mapa drogowa sektora energetyki 2030+. Jak może wyglądać polski miks energetyczny w przyszłości? ”.

Regulacje unijne zagrażają energetyce węglowej

Energetyczna Mapa Drogowa 2050, która wyznacza normy efektywności energetycznej dla członków Unii Europejskiej, a także pakiet klimatyczny 3x20 narzucają zmniejszenie wykorzystania węgla w produkcji energii i ograniczenie emisji zanieczyszczeń. Polskie stanowisko jest krytyczne wobec radykalnie wyśrubowanych wymogów mapy drogowej ze względu na specyfikę rodzimego sektora energetycznego i koszty tej zmiany dla całej gospodarki, które wpłyną na obniżenie jej konkurencyjności. W najbliższych dekadach mogą natomiast być zastosowane rozwiązania bliższe pakietowi 3x20, zakładające stopniową dekarbonizację wraz ze zmniejszeniem zużycia energii, zwiększeniem wydajności technologii przesyłania energii oraz zwiększeniem wykorzystania alternatywnych źródeł wytwarzania energii. – Regulacje unijne mogą zniszczyć polską energetykę węglową i Polska musi być na to przygotowana – ostrzegł prowadzący debatę prezes Instytutu Jagiellońskiego Marcin Roszkowski.

Z zaprezentowanego podczas Kongresu 590 raportu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Sektora Energii oraz Instytutu Jagiellońskiego na temat przyszłości polskiej elektroenergetyki wynika, że udział węgla w polskiej energetyce będzie się stopniowo obniżał, a najbardziej konkurencyjnymi źródłami wkrótce zostaną odnawialne źródła energii (OZE). – Rosnące znaczenie dla wytwarzania energii elektrycznej w Polsce będzie miał też gaz – poinformował prezentujący raport Christian Schnell, wiceprezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Sektora Energii.

Zdaniem Henryka Baranowskiego, prezesa zarządu Polskiej Grupy Energetycznej PGE, w energetyce jest tyle zmiennych i niewiadomych, że przewidywanie, jak będzie wyglądał miks energetyczny za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, jest bardzo trudne. Pewne jest natomiast to, że energetyka oparta na węglu stoi przed wielkimi wyzwaniami. Dużym problemem dla sektora jest kształt nowej dyrektywy dotyczącej systemu handlu emisjami (ETS), która poprzez stopniowe zmniejszanie liczby uprawnień ma zwiększyć presję na redukcję emisji dwutlenku węgla. Oznacza to, że źródła bazujące na węglu mogą zostać praktycznie odcięte od specjalnego funduszu na modernizację. – PGE jest w relatywnie dobrej sytuacji, gdyż ma chyba najbardziej zrównoważony miks spośród wszystkich polskich grup energetycznych. Mamy zakłady wykorzystujące węgiel brunatny i kamienny, gaz, ale także źródła odnawialne – powiedział Baranowski. Jego zdaniem szansą na zminimalizowanie ewentualnych strat wynikających z unijnych regulacji jest postawienie na rozwój kogeneracji (jednoczesne wytwarzanie prądu i ciepła).

Czy gaz zastąpi węgiel?

Według autorów raportu, Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Sektora Energii oraz Instytutu Jagiellońskiego, lepiej wesprzeć mechanizmem rynku mocy energetykę gazową, która jest najmniej emisyjna, a zatem zgodna z regulacjami unijnymi, które ograniczą wsparcie dla największych emitentów i będą promowały najbardziej elastyczne źródła.

Mirosław Kowalik z Enei uważa, że nowy system handlu emisjami (ETS) może poprzez energetykę węglową uderzyć w konkurencyjność całej polskiej gospodarki. W ramach transformacji sektora trzeba wprowadzać nowe technologie i nośniki energii. Chodzi tu przede wszystkim o gaz. Ale jak zauważył Kowalik, koszty produkcji energii gazu są wyższe niż pozyskiwania węgla. – Poza tym technologie węglowe są w Polsce dobrze opanowane, podczas gdy technologie gazowe trzeba sprowadzać z zagranicy, co rodzi groźbę uzależnienia się od importu – stwierdził prezes Enei. Dlatego Grupa Enea, mając sporo aktywów opartych na węglu kamiennym, stara się usprawniać i modernizować technologie wytwarzania energii z tego surowca. W grudniu zostanie uruchomiony np. najsprawniejszy w Europie blok w Elektrowni Kozienice, co wpłynie korzystnie zarówno na koszty funkcjonowania firmy, jak i na bezpieczeństwo energetyczne kraju.

Zdaniem Sławomira Żygowskiego, prezesa GE Power na Polskę i kraje bałtyckie, wzrost zapotrzebowania na energię będzie konsekwencją zmian demograficznych. – Nieunikniony jest spadek węgla w miksie energetycznym, będzie natomiast rósł udział gazu oraz odnawialnych źródeł energii. Myślę, że udział OZE wzrośnie do ok. 40 proc. To nie oznacza, że węgiel pójdzie od razu w odstawkę. Może się stać paliwem przejścia. Nasza firma może pomóc w tej transformacji, gdyż dysponujemy najnowocześniejszymi technologiami w energetyce węglowej – ocenił Żygowski. Wielkim wyzwaniem dla sektora energetycznego jest rynek mocy, czyli dopłata do rachunku za energię za jej dostępność. – On powinien zachować neutralność. Powinna decydować cena i elastyczność technologii, a nie limity – dodał Żygowski.

Kto sfinansuje modernizację elektrowni?

Transformacja polskiej energetyki nie będzie możliwa bez inwestycji, a te wymagają ogromnych pieniędzy. Uczestniczący w debacie Wojciech Hahn z Banku Gospodarstwa Krajowego stwierdził, że BGK utrzyma zaangażowanie w energetykę. – Energetyka jest zbyt poważną sprawą, aby zostawić ją tylko energetykom, ale nie można też obarczyć nią jedynie ekonomistów. Decyzje w energetyce są podejmowane po uwzględnieniu zbioru różnych racji ekonomicznych i strategicznych – stwierdził Hahn. Uważa on, że gaz będzie można poważnie brać pod uwagę wtedy, kiedy Baltic Pipe rzeczywiście zostanie położona na dnie Bałtyku i skrzyżuje się tam z Nord Streamem. Hahn podkreślił, że tempo transformacji powinno uwzględniać koszty społeczne i polityczne. Im transformacja przebiega szybciej, tym jej koszty są większe, co odbija się na konkurencyjności całej gospodarki. Jego zdaniem przy podejmowaniu decyzji trzeba przede wszystkim pamiętać o takich wartościach jak stabilność społeczna oraz bezpieczeństwo energetyczne.

Ireneusz Łazor, dyrektor londyńskiego biura handlowego PGNiG u, uważa, że powstanie Baltic Pipe jest raczej przesądzone. – To będzie fundament przyszłego koszyka gazowego, który już jest budowany – zapewnił Łazor. Chociaż w przyszłości krajowe wydobycie gazu pewnie się nie zmieni, coraz więcej będzie można sprowadzać gazu skroplonego przez terminal LNG. To z pewnością przyczyni się do zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego kraju. Na pewno jednak Polska nie zrezygnuje z węgla. Minister energii Krzysztof Tchórzewski zapowiedział ostatnio, że w 2050 r. udział węgla kamiennego i brunatnego w polskim miksie energetycznym może wynosić 50 proc. I takie stanowisko strona polska zamierza prezentować w rozmowach z Komisją Europejską.

 

Artykuł powstał we współpracy z Eneą SA.

 

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
KRRiT: programy TVN mogły podsycać agresję

KRRiT: programy TVN mogły podsycać agresję

Wyjątkowa msza w 36. rocznicę stanu…

Wyjątkowa msza w 36. rocznicę stanu…

Premier Morawiecki upamiętnił ofiary stanu…

Premier Morawiecki upamiętnił ofiary stanu…

Zaatakowali policjanta. Czterech napastników…

Zaatakowali policjanta. Czterech napastników…

Wsparcie od V4 dla Włoch w walce z…

Wsparcie od V4 dla Włoch w walce z…

Wyniósł z akademika szklankę kolegi, żeby SB ściągnęła odciski palców. W III RP trafił do… Izby Skarbowej

/ Fragment plakatu filmu "Towarzysz generał"; producent Film Open Group

22-letni student Przemysław Miśkiewicz usłyszał od esbeków, że będzie kopał sobie grób w lesie. Po latach ustalił, kto na niego doniósł. Kolega z akademika, który pożyczył od niego szklankę, zaniósł ją na komendę, żeby SB zdjęła odciski. Po „upadku” komunizmu kolega ów trafił do… Izby Skarbowej. Z kolei dyspozycyjny prokurator, który zatuszował kradzież pieniędzy, dokonaną w domu Miśkiewicza przez esbeków, w III RP awansował na szefa Prokuratury w Bytomiu. Obejrzyj wstrząsającą rozmowę z Przemysławem Miśkiewiczem w „Wywiadzie z chuliganem”

- Wywieziemy cię do lasu i będziesz sobie grób kopał. A worek wziąłeś ze sobą? (pytanie skierowane było do innego esbeka – przyp. PL). No to worek na łeb mu i go rozjeb…y – tak esbecy z Katowic zastraszali 22-letniego studenta Przemysława Miśkiewicza.

Po latach ustalił, kto na niego doniósł. TW „Zbyszek” z pokoju Miśkiewicza w akademiku pożyczył szklankę i zaniósł na Komendę Wojewódzką, żeby esbecy zdjęli z niej odciski palców.

Dziś Miśkiewicz jest autorem akcji RedTerror.eu, której celem jest rozliczenie komunizmu. Gdy w III RP poznał prawdę o „swoim” donosicielu, plakaty z jego zdjęciem, imieniem i nazwiskiem, adresem i numerem telefonu rozkleił na jego osiedlu w Kielcach.

- Niektórzy zarzucali mi zemstę. Dla mnie to była tylko sprawiedliwość. On trafił w III RP do pracy w Izbie Skarbowej w Kielcach. Miał dostęp do tzw. czułych danych wielu osób. Jeżeli on nie miał oporu by donosić na swoich kolegów, to dlaczego miałby mieć opory, żeby te dane udostępniać np.środowiskom przestępczym lub jakimkolwiek innym? – pyta Miśkiewicz.

Akcje ulotkowe doprowadziły do zwolnienia TW Zbyszka z Izby Skarbowej i Urzędu Skarbowego.

W programie Piotra Lisiewicza „Wywiad z chuliganem” Miśkiewicz opowiada także o dyspozycyjnych prokuratorach z czasów stanu wojennego i ich awansach w III RP. Po zatrzymaniu za kolportaż nielegalnych wydawnictw w pierwszej chwili prokurator nie chciał go aresztować. Utrzymywał, że nie widzi podstaw.

Wtedy 22-latek na własne oczy zobaczył, jak wygląda dyspozycyjność wymiaru sprawiedliwości:

- Esbek kazał mi wyjść. Pod drzwiami słyszę, jak esbek dzwoni gdzieś: Dobra, dobra, to pogadaj z nim - Daje telefon prokuratorowi. Po chwili prokurator mówi: Tak. Tak. Tak. No tak, tak, dobra… - Kazali mnie wprowadzić i prokurator ogłosił: Dostaje pan sankcję trzy miesiące.

Za dyspozycyjność awansowano – nie tylko za komuny, ale i w III RP. - W 1987 r. miałem do czynienia z kolejnym prokuratorem, to był prokurator Czekaj z Bytomia. Złożyłem u niego zażalenie na zachowanie SB w czasie przeszukania u mnie w domu, bo ukradziono mi 1500 zł. Na tamte czasy to było mało, ale dla mnie akurat to było dużo. Prokurator Czekaj oddalił wniosek, zatwierdził przeszukanie, które odbywało się z powodu zakłócenia ciszy nocnej o… 12.15 w południe. Proszę sobie wyobrazić, że w „naszej” III Rzeczpospolitej został on Prokuratorem Miejskim w Bytomiu – opowiada Przemysław Miśkiewicz.

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl