Ustawa „warta” miliardy, a branża chce veta. Co zrobi prezydent?!

Filip Błażejowski/Gazeta Polska

Grzegorz Broński

Dziennikarz „Gazety Polskiej”, „Gazety Polskiej Codziennie” i portalu niezależna.pl.

Kontakt z autorem

  

Nowelizacja ustawy o odnawialnych źródłach energii wygląda niepozornie (zaledwie dwa punkty), ale dotyczy ogromnego rynku wycenianego na dziesiątki miliardów złotych. Jej podstawowym celem jest ukrócenie dziwacznych praktyk. Giganci branży - głównie fundusze z kapitałem zagranicznym – natychmiast podnieśli larum. I próbują wywrzeć presję na prezydencie, aby zawetował ustawę. Decyzja musi zapaść do 18 sierpnia.

- Konieczne jest uporządkowanie rynku odnawialnych źródeł energii, a przede wszystkim obrotu „zielonymi certyfikatami” – podkreśla w rozmowie z portalem niezalezna.pl Daniel Obajtek, prezes zarządu Energa S.A. - Obecna sytuacja doprowadza do patologii – dodaje.

Na czym polega problem? W ogromnym uproszczeniu zrozumiałym dla laika: sprzedawca energii dla indywidualnego odbiorcy (przysłowiowego Kowalskiego) musi wykazać się posiadaniem odpowiedniej liczby tzw. „zielonych certyfikatów”, które dowodzą, że wspiera OZE. Oczywiście, musi za nie zapłacić wytwórcy „ekologicznej” energii. Takie certyfikaty to swoiste „papiery wartościowe”, bo można nimi handlować, a cena na wolnym rynku uzależniono jest od popytu. Obecnie rynkowa wartość certyfikatów to poniżej 30 złotych (cena się waha).

Tymczasem fundusze z kapitałem zagranicznym (głównie z Niemiec i Hiszpanii), która działają w Polsce i stanowią około 10 procent branży OZE (przede wszystkim są to wielkie „wiatrakowe farmy”), podpisały w czasach rządów Platformy Obywatelskiej długoterminowe kontrakty (m.in. z Energą), które gwarantowały im cenę „zielonych certyfikatów” na poziomie – UWAGA! - 300 złotych. I nie mogła ona być zmieniona bez względu na zapotrzebowanie, czy rynkowe uwarunkowania.

- Nic dziwnego, że walczą, aby pozostało po staremu. Kto bowiem nie chciałby sprzedawać towaru po cenie dziesięciokrotnie wyższej niż jego faktyczna wartość – pyta retorycznie jeden z ekspertów zajmujący się OZE.

Koszty dziwacznej sytuacji ponosili wszyscy – oczywiście, poza wspomnianymi funduszami: mali producenci, bo oni mogą liczyć jedynie na cenę rynkową i byli bez szans w starciu z gigantami; nabywcy, bo płacili znacznie więcej niż się należy i nie mogli nic z tym zrobić; no i Skarb Państwa, czyli my wszyscy.

- Straty Grupy Energa z tego tytułu mogą wynosić nawet około 30 milionów złotych miesięcznie – ocenia jeden z analityków znający rynek zielonych certyfikatów.

I pojawiła się szansa. Grupa posłów PiS wniosła projekt nowelizacji ustawy o OZE, który sprowadzał się do powiązania wartości opłaty zastępczej (za „zielone certyfikaty”) z ich rynkową wartością.

„Zasadniczą zmianą, wprowadzaną w noweli jest rezygnacja ze stałej wartości tzw. opłaty zastępczej, wynoszącej 300,03 zł/MWh i powiązanie jej z rynkowymi cenami certyfikatów. Opłata ma wynosić 125 proc. średniej ceny danych certyfikatów z poprzedniego roku, ale nie więcej niż 300,03 zł/MWh” - podała Polska Agencja Prasowa.

W połowie lipca Sejm poparł regulację, a później potwierdził to Senat. Teraz ustawa czeka na podpis prezydenta Andrzeja Dudy, który ma czas na decyzję do 18 sierpnia.

Od kilku dni trwa jednak ofensywa przeciwników nowelizacji: zainteresowanych funduszy, rozmaitych organizacji związanych z branżą (m.in. Polska Izba Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej, Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej), banków, które udzielały ogromnych kredytów pod wspomniane gwarancje, a nawet niektórych mediów. Wszyscy suflują prezydentowi Dudzie to samo: veto. Jak można było się spodziewać – swoje „trzy grosze” dorzucają także politycy opozycji.

Niektóre ich „argumenty” brzmią co najmniej kuriozalnie.

„Dewastacja, zaoranie naturalnej, zielonej, energii odnawialnej przez PiS jest nieprawdopodobne” - grzmiał lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, a poseł Mieczysław Kasprzak straszy, że rodzime, polskie „firmy już upadają”. Choć ustawa jeszcze... nie weszła w życie.

- Taka narracja jest nieprawdziwa, bo ustawa ma na celu przede wszystkim urealnienie poziomu opłaty zastępczej, bo obecna nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, jest „sztucznie” regulowana – podkreśla prezes Energa S.A.

Znawcy tematów kategorycznie odrzucają również zarzutu w stylu „nowelizacja zabija rynek OZE”. Jest wręcz przeciwnie. Po pierwsze dotyczy ona bardzo wąskiego grona firm, a po drugie właśnie ma pomóc małym przedsiębiorstwom, które dzisiaj nie mogą rywalizować z konkurencją nawet w tym względzie, bo one nie mają podpisanych umów długoterminowych. Fundusze zagraniczne otrzymują 300 złotych, a polskie za to samo niespełna 30 zł!

- Nowelizacja wyrównuje warunki gry – mówi stanowczo Daniel Obajtek.

Eksperci, z którymi rozmawialiśmy krótko też oceniają zarzut, że przez zmiany mogą wzrosnąć rachunki za energię: „bzdura kompletna”. Nie pozwoliłby na to chociażby Urząd Regulacji Energii.

- Na pewno nowelizacja nie wpłynie negatywnie na cenę energii, a może nawet ją obniżyć. Zaoszczędzone środki, liczone w setkach milionów złotych, mogą bowiem zostać zainwestowane i w perspektywie lat przynieść korzyści dla indywidualnego odbiorcy – wyjaśnia jeden z naszych rozmówców.

I jeszcze jedno spostrzeżenie – gdy tylko w mediach pojawiła się informacja o projekcie nowelizacji ustawy o OZE, wartość „zielonych certyfikatów” poszła w górę. Czyli kolejny mit o „perspektywie bankructw” po uwolnieniu cen został obalony. Już nie przez ekspertów, a najlepszego recenzenta - rynek!

Oby prezydent Duda wziął pod uwagę te argumenty przy podejmowaniu decyzji, bo presja lobby wspierającego zagraniczny kapitał, aby zawetował ustawę, jest ogromna.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Ekstraklasa z nowym kontraktem z LOTTO i PKO Bankiem Polskim

/ PrtSc/ przegladsportowy.pl

  

Ekstraklasa rozpoczyna trzyletnią współpracę z dwoma markami należącymi do największych firm w Polsce: Totalizatora Sportowego i PKO Banku Polskiego. Największy bank w Polsce będzie nowym partnerem głównym i oficjalnym bankiem Ekstraklasy. W dalszym ciągu sponsorem tytularnym Ekstraklasy w sezonie 2018/2019 zostaje marka LOTTO. 

Podpisane umowy obejmują okres do końca sezonu 2020/2021. Przekazywane przez sponsorów  środki mają wspierać długookresowy rozwój klubów Ekstraklasy, gdyż według trójstronnych uzgodnień będą przekazywane na działania ukierunkowane na kształcenie dzieci i młodzieży. To m.in. efekt Okrągłego Stołu, który odbył się z inicjatywy Prezesa Rady Ministrów pod koniec maja br. Premier Mateusz Morawiecki zapowiadał wówczas, że zaangażowanie w Ekstraklasę będzie analizowane przez spółki Skarbu Państwa w kontekście możliwości wspierania przez nich piłki nożnej przy zapewnieniu obustronnych korzyści. 

- Dzięki przemyślanemu pakietowi świadczeń, pozwalających na bardzo dużą ekspozycję marek dwóch partnerów w ramach rozgrywek Ekstraklasy, pozyskaliśmy do współpracy potężne polskie firmy, które zdecydowały się z nami związać na trzy najbliższe sezony. W rezultacie będziemy realizować jeden z największych projektów sponsorskich w naszym kraju. Przy tak dużej wartości świadczeń naszym wspólnym celem będzie wykorzystanie wszelkich możliwości, by zapewnić jak najwięcej korzyści zarówno dla sponsorów, jak i kibiców. Beneficjentami będą zarówno młodzi polscy zawodnicy grający w klubach Ekstraklasy, a także dzieci i młodzież pasjonująca się piłką nożną, bo pieniądze z Totalizatora Sportowego i PKO Banku Polskiego mają wspierać programy realizowane przez Ekstraklasę ukierunkowane na kształcenie przez kluby młodych talentów i  popularyzację piłki nożnej wśród najmłodszych  

– komentuje Marcin Animucki, prezes zarządu Ekstraklasa SA. 

W ramach współpracy zarówno Totalizator Sportowy, jak i PKO Bank Polski przejmują najważniejsze i największe świadczenia marketingowe na wszystkich stadionach w trakcie rozgrywek Ekstraklasy oraz będą korzystać z ekspozycji na koszulkach zawodników grających w lidze. W najbliższym sezonie, tak jak w poprzednich dwóch latach, partnerem tytularnym wciąż będzie marka LOTTO.

Oznacza to, że będzie ona obecna na wszystkich 296 meczach w ramach 37 kolejek. Logotyp rozgrywek LOTTO Ekstraklasy pozostaje m.in. na koszulkach wszystkich piłkarzy oraz w przestrzeni reklamowej wszystkich szesnastu stadionów. Logo rozgrywek LOTTO Ekstraklasy będzie wciąż prezentowane podczas transmisji telewizyjnych z meczów w trakcie całego sezonu, a także za pośrednictwem wszelkich kanałów komunikacji prowadzonych przez kluby i ligę.

– Totalizator Sportowy będzie z kibicami Ekstraklasy już 5. sezon z rzędu. Przez pierwsze dwa lata byliśmy obecni z marką Keno, a już trzeci sezon funkcjonujemy jako Partner Tytularny z marką LOTTO. Nowy kontrakt to nowe możliwości, które obejmą także wsparcie najmłodszych piłkarskich talentów. Tego typu działania służą nie tylko rozwojowi polskiej piłki nożnej, ale wpisują się również w ustalenia i wnioski płynące z majowych obrad Okrągłego Stołu, zorganizowanych z inicjatywy premiera Mateusza Morawieckiego. Przechodzimy więc od słów do czynów. Kontynuując wspieranie najwyższego stopnia rozgrywek w Polsce, podejmujemy także bliższą współpracę z kibicami piłkarskimi, którym cały czas konsekwentnie przypominamy, że kupując  produkty LOTTO, automatycznie wspierają polski sport, przekazując na ten cel każdego roku setki milionów złotych. Dzięki nim wygrywają nie tylko pasjonaci futbolu, ale całe społeczeństwo. Kolejny rok współpracy z Ekstraklasą ma dla nas nie tylko wymiar biznesowy, ale także symboliczny, bowiem rośnie w siłę zarówno najważniejsza polska liga, jak i Totalizator Sportowy, który właśnie wchodzi w nowe obszary rynku

– podkreśla Olgierd Cieślik, Prezes Zarządu Totalizatora Sportowego.

Nowy partner Ekstraklasy – PKO Bank Polski – w sezonie 2018/2019 zyska status partnera głównego. W ramach podpisanej umowy logotyp tego największego polskiego banku będzie obecny na koszulkach 16 drużyn, na wszystkich stadionach oraz w transmisjach z meczów. Bank zamierza zaangażować się w długofalową współpracę z Ekstraklasą. Wśród celów wieloletniego projektu sponsorskiego wskazuje przede wszystkim na pomoc w rozwoju ligi i młodych piłkarskich talentów w Polsce.

- Dziś debiutujemy w zupełnie nowej roli Oficjalnego Banku Ekstraklasy. Chcemy angażować się w proces budowy silnej ligi najpopularniejszej w Polsce dyscypliny sportu – piłki nożnej. Zależy nam na jej rozwoju a przede wszystkim wspieraniu młodych talentów. Będziemy współpracować na wielu płaszczyznach oferując dużą wiedzę ekspercką z zakresu finansów, która powinna przynieść korzyści zarówno klubom, jak i zawodnikom występującym w Ekstraklasie. Podobnie, jak w zachodnich rozgrywkach, Bank uruchomi system emerytalny dla graczy w Polsce. Piłka nożna to nie tylko rywalizacja i medale, ale tez prawdziwa pasja, która łączy. To także wspólnota nie tylko sportowej społeczności całych regionów, ale także kibiców. Wspierając Ekstraklasę chcemy być jeszcze bliżej naszych klientów

- mówi Zbigniew Jagiełło, prezes Zarządu PKO Banku Polskiego. 

To kolejne kontrakty sponsoringowe podpisane przez Ekstraklasę w ostatnich dniach. Spółka zarządzająca rozgrywkami piłkarskimi na najwyższym poziomie przedłużyła na kolejny okres wszystkie umowy sponsorskie obowiązujące do końca sezonu 2017/18. W rezultacie parterami oficjalnymi Ekstraklasy pozostają dwie marki firmy Oshee (Oshee, Combu), Henryk Kania i Aztorin. W ten sposób, w wyniku działań spółki Ekstraklasa S.A., budżet sponsorski Ekstraklasy wzrósł w okresie ostatnich dziewięciu miesięcy wzrósł dwukrotnie.
 

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl