Kto się u spowiadał u Turowskiego?

Leszek Misiak

Kontakt z autorem

Grzegorz Wierzchołowski

Współzałożyciel portalu niezależna.pl, którego jest redaktorem naczelnym. Publikuje również w tygodniku „Gazeta Polska”, dzienniku „Gazeta Polska Codziennie” i miesięczniku „Nowe Państwo”.

Kontakt z autorem

W PRL spowiadał żony przyszłych ambasadorów, a w III RP sam stał się dyplomatą. W maju 1981 r., gdy szykowano zamach na Jana Pawła II, przebywał w Rzymie, a 10 kwietnia 2010 r. był na lotnisku w Smoleńsku.

– To najważniejszy polski szpieg ostatniego 20-lecia – miał powiedzieć niedawno o Tomaszu Turowskim w rozmowie z byłym opozycjonistą jeden z marszałków parlamentu.

Turowski od 1973 r. był agentem Wydziału XIV Departamentu I SB MSW, co ujawnił Cezary Gmyz w „Rzeczpospolitej”. Działał jako „nielegał”, tj. szpieg niepełniący oficjalnie żadnych funkcji dyplomatycznych, ze specjalnie spreparowanym życiorysem. „Z talentów nielegałów korzystali często »PR«, czyli »przyjaciele radzieccy«, a więc także KGB i GRU” – stwierdził w rozmowie z portalem Arcana.pl historyk Sławomir Cenckiewicz. Pseudonimy Turowskiego to „Orsom”, „Ritter” i „Dzierżoń”. Używał on także dwóch numerów, którymi oznaczano jego meldunki: „9596” i „10682”.

– Turowski przebywał w maju 1981 r. w Rzymie. Potwierdziło to w rozmowie ze mną wiele osób z kręgów kościelnych w Watykanie – mówi „GP” Piotr Jegliński, były opozycjonista Solidarności, założyciel wydawnictwa Editions „Spotkania”.

Wiem, że Turowski ma być przesłuchany w polskim śledztwie dotyczącym zamachu na papieża Jana Pawła II – dodaje inny znajomy Turowskiego.

Według naszych rozmówców Turowski był na „ty” m.in. z kardynałem Stanisławem Dziwiszem, nazywanym w Stolicy Apostolskiej „don Stanislao”, a także z wieloletnim spowiednikiem papieża Jana Pawła II, ks. Antonim Mrukiem. Rzecznik prasowy archidiecezji krakowskiej w odpowiedzi na nasze pytanie, czy kardynał Dziwisz był na „ty” z Turowskim, odpisał, że kardynał „mimo praktyki zwyczajowej na Zachodzie mówienia na »ty« nie akceptował tej formy w stosunku do siebie”. Dodał, że „wszelkie próby łączenia metropolity z panem Turowskim są bezpodstawne” i że Turowski nie cieszył się w Watykanie zaufaniem ks. Dziwisza. Nasz rozmówca mówi jednak, że w jego obecności Tomasz Turowski telefonował do ks. Dziwisza, zwracając się do niego po imieniu. Wspomina też rozmowę ks. Dziwisza i Turowskiego w Sali Klementyńskiej, podczas której w ten właśnie sposób zwracali się do siebie.

W latach 80. odwiedzał w Łomży abp. Juliusza Paetza – opowiada pragnący zachować anonimowość znajomy Turowskiego. Dodaje, że agent PRL-owskiego wywiadu znał również bardzo dobrze o. Roberto Tucciego, odpowiedzialnego za bezpieczeństwo Ojca Świętego, oraz komendanta gwardii szwajcarskiej w Watykanie. – Turowski przekazał do Warszawy raport o bezpieczeństwie papieża i o ojcu Tuccim.

Rozbudowana sieć źródeł informacji MSW w Watykanie budziła podziw w szeregach KGB. 16 czerwca 1980 r. z warszawskiej rezydentury KGB został wysłany meldunek do Moskwy: „Nasi przyjaciele dysponują silną pozycją operacyjną w Watykanie, co umożliwia im bezpośredni dostęp do papieża i do kongregacji rzymskiej” – mówi „GP” dr Leszek Pietrzak, historyk.

Ostatnia misja Turowskiego rozpoczęła się dwa miesiące przed katastrofą smoleńską. Komunistyczny szpieg został wtedy przywrócony przez Radosława Sikorskiego do pracy w MSZ. Dostał zadanie przygotowania wizyty przedstawicieli najwyższych polskich władz w Katyniu.

Osobą, dzięki której agent PRL-owskiego wywiadu został przydzielony w lutym 2010 r. do organizacji obchodów w Katyniu, był, według europosła Ryszarda Czarneckiego (PiS), ówczesny marszałek sejmu Bronisław Komorowski. „Tomasz Turowski wielokrotnie publicznie chwalił się, że wysokie stanowisko w naszej placówce w stolicy Rosji w lutym 2010 r. załatwiał dla niego ówczesny marszałek Sejmu RP, obecny prezydent Bronisław Komorowski. Obaj panowie są zaprzyjaźnieni, są ze sobą po imieniu i utrzymywali również kontakty nie tylko służbowe, ale i towarzyskie poza gmachem na Wiejskiej w Warszawie” – napisał Ryszard Czarnecki 7 stycznia 2011 r.

Gdy pytaliśmy prezydenta, czy zna osobiście Tomasza Turowskiego i czy jako marszałek sejmu czynił starania, by ambasador Turowski uzyskał w lutym 2010 r. stanowisko w MSZ i w ambasadzie, otrzymaliśmy odpowiedź, że „takie okoliczności nie miały miejsca”.

„Nielegał” z prawdziwym nazwiskiem

Tomasz Turowski jako jeden z niewielu „nielegałów” posługiwał się prawdziwym imieniem i nazwiskiem. Urodził się w Sosnowcu, ale do szkoły średniej uczęszczał w Dąbrowie Górniczej. W II Liceum Ogólnokształcącym słynął z ogromnego talentu do języka rosyjskiego. Dotarliśmy do jego szkolnych kolegów.

Bardzo zdolny, choć miał opinię dziwoląga. Jego ojciec był adwokatem, matka okulistką. Po wyjeździe na studia do Krakowa zerwał kontakty z wszystkimi znajomymi z liceum – opowiadają. Ojciec Turowskiego, Stanisław (ur. 1901 w Mławie), brał udział w Powstaniu Warszawskim, po wojnie został znanym adwokatem, cieszącym się zaufaniem komunistycznych władz. Zmarł w 1994 r.

W połowie lat 60. Turowski rozpoczął studia rusycystyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim i w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie.

Uczestniczył w protestach studenckich w 1968 r. Młodzież z UJ, która z powodu udziału w demonstracjach miała kłopoty, została przyjęta potem osobiście przez kardynała Wojtyłę. Pozostaje pytanie, czy Turowski był naprawdę zbuntowanym studentem, co ze względu na jego dalszą karierę wydaje się niemożliwe, czy już wtedy dostał zadanie, aby odegrać taką rolę i uwiarygodnić się w pewnych środowiskach – mówi jego znajomy.

Podobną zagadką są jego zainteresowania literackie. Turowski był związany ze starannie obserwowaną przez władze PRL grupą poetycką „Teraz”, w której skład wchodzili m.in. Adam Zagajewski i Julian Kornhauser. Czy już wtedy działał jako konfident?

Wiadomo jedynie, że chodził z młodymi poetami do krakowskiego klubu studenckiego „Pod Jaszczurami”, gdzie prezentował swoje wiersze – mówi dr Leszek Pietrzak. W 1971 r. staraniem Śląskiego Funduszu Literackiego przy Związku Literatów Polskich katowickie wydawnictwo „Śląsk” opublikowało tomik poezji Turowskiego pt. Otwarte przestrzenie. Dwa lata później Tomasz Turowski rozpoczął oficjalną współpracę z komunistycznym wywiadem.

Kurier „Solidarności”

Turowskiego wypatrzył na studiach doświadczony oficer komunistycznego kontrwywiadu, Jan Jakowiec. Po indywidualnym szkoleniu młody agent skierowany został na „odcinek” kościelny. W 1975 r. zgłosił się do zakonu jezuitów.

– O. Tadeusz Koczwara zdecydował, że po zaledwie trzydniowym pobycie Turowskiego w ośrodku dla nowicjuszy w Kaliszu wyśle go na studia do Rzymu. Była to niespotykana praktyka, bo z reguły na taki wyjazd trzeba było czekać kilka lat – opowiada dr Leszek Pietrzak.

Rozpoczął się kilkuletni proces „wtapiania” agenta w środowisko jezuitów. Piotr Jegliński mówi: – To graniczy ze schizofrenią, że taki człowiek przez dziesięć lat przebywał w środowisku zakonników i wraz z nimi oddawał się wielogodzinnym duchowym ćwiczeniom ignacjańskim. Trudno to sobie nawet wyobrazić. Zwłaszcza że nie była to osoba, która znalazła się w zakonie jezuitów z powołania, a do współpracy szpiegowskiej została przymuszona szantażem. Było przecież zupełnie inaczej: był to szpieg, który znalazł się w Kościele, by go niszczyć.

Gdy papieżem został Karol Wojtyła (1978 r.), nastąpiła intensyfikacja kontaktów Turowskiego z intelektualistami i duchownymi z najbliższego otoczenia Ojca Świętego. Kilka lat później młody jezuita mógł pochwalić się imponującymi koneksjami.

– Przez ośrodek jezuitów w Meudon we Francji znał zachodnich dyplomatów, choć zastanawiało mnie, że pokazywał np. czasem jakiegoś Anglika, mówiąc, że jest on pracownikiem wywiadu brytyjskiego – wspomina Piotr Jegliński.

O tym, jak szerokie znajomości, także wśród opozycji solidarnościowej, miał Turowski, świadczy fakt, że to on przywiózł z Polski od Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej (podziemny organ koordynujący pracę struktur zdelegalizowanej w stanie wojennym „Solidarności” - przyp. red.) zaproszenie dla Jana Pawła II do odwiedzenia kraju – podkreśla.

Turowski zna też ministra Sikorskiego. – Sikorski, gdy został w rządzie Tuska mianowany szefem MSZ, proponował Turowskiemu stanowisko wiceministra spraw zagranicznych – mówi nasz informator z kręgów MSZ.

Minister Sikorski, odpowiadając na nasze pytanie w tej sprawie, zdecydowanie zaprzeczył.

Obaj panowie mogli się poznać już w latach 80. Ks. Ksawery Sokołowski, dyrektor Domu Polskiego na Via Cassia, w rozmowie z Janem Pospieszalskim, współtwórcą programu „Warto rozmawiać”, stwierdził: „Tak. Radosław Sikorski przez rok, bodaj w 1984 lub 1985 r., mieszkał w Rzymie”. Turowski bywał w tym czasie w Domu Polskim. Czy się widywali? Rzecznik MSZ w odpowiedzi na pytania w programie „Warto rozmawiać”, stwierdził lakonicznie, że Radosław Sikorski widział się z Tomaszem Turowskim dwa razy w życiu.

Szpieg i spowiednik

Także inwigilację emigracyjnego środowiska skupionego wokół paryskiego wydawnictwa Editions „Spotkania” Turowski rozpoczął od powoływania się na swoje znajomości.

Moją pierwszą rozmowę z Tomaszem Turowskim odbyłem w 1982 r. przez telefon. Turowski przedstawił się jako jezuita. Powołał się na Marię Winowską, nieformalną sekretarkę kardynała Stefana Wyszyńskiego, i na publicystę Aleksandra Smolara. Sprawiał wrażenie człowieka zarozumiałego, wciąż podkreślał, że ma znakomite kontakty z otoczeniem Jana Pawła II – mówi Piotr Jegliński. – Po upadku komunizmu zachowywał się zresztą podobnie. Chwalił się, że zna Borysa Bieriezowskiego, człowieka numer dwa w Rosji – podkreśla Jegliński.

Turowski, wyjeżdżając w latach 70. do Rzymu, miał starannie przygotowany „życiorys”. Twierdził, że wywodzi się z komunistycznej rodziny, a jego wybór drogi życiowej (nowicjat) to wyraz buntu przeciw rodzicom.

Podkreślał, że tylko oddanie się życiu zakonnemu umożliwi mu zrobienie uczciwej kariery – opowiada jego dawny znajomy.

Gdy wyjeżdżał do Polski i wracał do Włoch lub Francji, opowiadał, że był śledzony przez SB, mówił o swoich niebezpiecznych spotkaniach z działaczami opozycji.

– Możliwe, że SB go śledziła. On był zbyt dużą personą w służbach, by oprócz najwyższych władz MSW wiedzieli o nim zwykli esbecy – mówią byli znajomi Turowskiego.

Wielkie zamieszanie wywołało jego zniknięcie w 1985 r. z Francji. Turowski wyjechał nagle, nikogo wcześniej nie informując o swoich planach. Po jakimś czasie okazało się, że wrócił do PRL – prawdopodobnie groziła mu dekonspiracja. – W Rzymie po jego ucieczce krążyły dwie wersje. Jedna mówiła, że Turowski został porwany przez KGB, druga, że był agentem KGB – mówi Piotr Jegliński.

Perfidia komunistycznego szpiega nie znała granic. Choć nie otrzymał święceń (tuż przed zakończeniem nowicjatu postanowił się ożenić), chodził w koloratce, wytwarzając wokół siebie taką atmosferę, że niektóre osoby we Francji zwracały się do niego, by je wyspowiadał. Turowski nie odmawiał.

– Był spowiednikiem żony jednego z obecnych polskich ambasadorów, pana Cz. Wysłuchał jej grzechów w Paryżu. Przychodziły do niego również, by powierzyć mu swoje najskrytsze winy i dostać rozgrzeszenie, także inne osoby z kręgów ówczesnej emigracji – twierdzi nasz rozmówca.

U jezuitów w Rzymie spowiadali się dyplomaci i wojskowi z krajów należących do NATO. Niewykluczone, że Turowski spowiadał więc także obcokrajowców – komentuje dr Leszek Pietrzak. Jak mówi historyk, bardzo często oficerowie wywiadu PRL zlecali współpracującym duchownym spowiadanie w celu uzyskania informacji. Tak było w wielu polskich środowiskach we Francji i we Włoszech.

Całość artykułu w środowym wydaniu tygodnika “Gazeta Polska”

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze
IPN: Będzie apelacja w sprawie dot. Anny…

IPN: Będzie apelacja w sprawie dot. Anny…

Nie żyje ks. infułat Stanisław…

Nie żyje ks. infułat Stanisław…

Ustawa o wydatkach na armię ma być…

Ustawa o wydatkach na armię ma być…

Trzy malarskie perły w Łazienkach…

Trzy malarskie perły w Łazienkach…

Brexit może mieć poważne skutki dla…

Brexit może mieć poważne skutki dla…

MON odniosło się do słów rzecznika prezydenta: To TK nie zgodził się na publikację aneksu WSI

Krzysztof Łapiński / Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

„To Trybunał Konstytucyjny nie zgodził się na publikację Aneksu do Raportu WSI” – podkreślono w komunikacie MON, odnoszącym się do słów rzecznika prasowego prezydenta Krzysztofa Łapińskiego, iż decyzję o nieujawnieniu Aneksu do Raportu WSI podjął śp. Lech Kaczyński.

Krzysztof Łapiński poinformował wczoraj, że w sprawie aneksu WSI, Andrzej Duda na razie podtrzymuje decyzję prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który nie ujawnił aneksu.

Ministerstwo Obrony Narodowej nawiązując do wypowiedzi rzecznika prasowego prezydenta zauważa, że to „Trybunał Konstytucyjny orzeczeniem z dnia 28.06.2008 r. nie zgodził się na publikację Aneksu do Raportu WSI”.

Powodem takiej decyzji Trybunału Konstytucyjnego były zastrzeżenia dotyczące „przede wszystkim publikacji nazwisk osób odpowiedzialnych za nieprawidłowości oraz prawa tych osób do odwołania się od decyzji Komisji Weryfikacyjnej” – czytamy w komunikacie.

Poniżej pełna treść komunikatu:

Nawiązując do dzisiejszej wypowiedzi (20.10.2017 r.) rzecznika Prezydenta RP pana Krzysztofa Łapińskiego szef SKW informuje, że Trybunał Konstytucyjny orzeczeniem z dnia 28.06.2008 r. nie zgodził się na publikację Aneksu do Raportu WSI.

Zastrzeżenia Trybunału Konstytucyjnego dotyczyły przede wszystkim publikacji nazwisk osób odpowiedzialnych za nieprawidłowości oraz prawa tych osób do odwołania się od decyzji Komisji Weryfikacyjnej.

Równocześnie Szef SKW przypomina, że w czerwcu br. zwrócił się do Prezydenta RP Andrzeja Dudy o przekazanie do SKW Aneksu, a nie o jego publikację. Wynika to z obowiązków ustawowych nałożonych na SKW, w tym m.in. z przejęcia przez tę Służbę zadań Komisji Weryfikacyjnej po jej rozwiązaniu.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

IPN: Będzie apelacja w sprawie dot. Anny Walentynowicz

/ ipn.gov.pl

IPN zapowiedział, że odwoła się od sądowego wyroku, który zapadł w procesie dot. zamiaru podania w 1981 r. legendzie NSZZ „Solidarność” Annie Walentynowicz leku, który mógłby zagrozić jej zdrowiu lub życiu. Sąd w Radomiu uniewinnił trzech byłych funkcjonariuszy SB.

Jak poinformowała rzecznik Sądu Okręgowego w Radomiu, Joanna Kaczmarek-Kęsik, uzasadnienie wyroku, który zapadł w lipcu w Radomiu, zostało przesłane zainteresowanym stronom tzn. oskarżycielowi publicznemu, czyli prokuratorowi pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej, synowi Anny Walentynowicz, Januszowi Walentynowiczowi, który występował w procesie jako oskarżyciel posiłkowy, oraz obrońcy jednego z oskarżonych.

Naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie prok. Marcin Gołębiewicz powiedział, że wszystko wskazuje na to, iż po otrzymaniu uzasadnienia prokurator IPN złoży apelację od wyroku Sądu Okręgowego w Radomiu.

Sąd uniewinnił trzech byłych funkcjonariuszy SB w procesie dot. zamiaru podania w 1981 r. Annie Walentynowicz leku, który mógłby zagrozić jej zdrowiu lub życiu. Sędzia uzasadnił decyzję sądu tym, że działania oskarżonych zatrzymały się na fazie przygotowań do podania leku o nazwie Furosemid. 

Dlatego sądowi nie pozostawało nic innego, jak uniewinnienie oskarżonych, bo ich działanie nie przeszło w fazę dalszą, którą można by uznać za usiłowanie, mogące podlegać odpowiedzialności karnej 
– wyjaśnił przewodniczący składu orzekającego.

Furosemid miała podać Annie Walentynowicz znajoma z Radomia, która – jak się okazało po latach – była tajnym współpracownikiem SB, o pseudonimie „Karol”. Nie doszło do tego jednak, bo Walentynowicz, która miała w Radomiu spotkać się z robotnikami w kilku zakładach, opuściła to miasto wcześniej niż zakładano.

Byłym funkcjonariuszom SB zarzucono popełnienie między 19 a 21 października 1981 r. w Radomiu zbrodni komunistycznej i zbrodni przeciwko ludzkości, polegającej na działaniu w grupie przestępczej i przekroczeniu uprawnień służbowych w związku z opracowaniem i wdrożeniem kombinacji operacyjnej, zmierzającej bezpośrednio do podstępnego podania działaczce NSZZ „Solidarność” Annie Walentynowicz środka farmakologicznego o nazwie Furosemidum. Oskarżonym zarzucono również stosowaniu represji wobec Walentynowicz i prześladowania w związku z jej przynależnością do „S”.

Sprawa była już raz rozpatrywana w radomskim sądzie w 2010 r. i została umorzona. Według sądu w Radomiu, oskarżeni popełnili czyny stanowiące zbrodnię komunistyczną, której karalność się przedawniła. We wrześniu 2011 r. Sąd Apelacyjny w Lublinie uchylił to postanowienie i nakazał ponowne rozpoznanie sprawy przez radomski sąd. Ten zwrócił Instytutowi Pamięci Narodowej akta do uzupełnienia. IPN pracował nad tym trzy lata. Ponownie na wokandę sprawa trafiła w grudniu 2015 r. Wyrok wydano w lipcu.

Jak poinformowała rzecznik radomskiego sądu, w sprawie te zebrano 102 tomy akt, liczących w sumie ponad 20 tys. kart.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl