Propagandowa "Wojna o planetę małp". RECENZJA

mat.pras.

Na ekrany właśnie weszła „Wojna o planetę małp”. Trudno tu jednak mówić o beztroskim relaksie w kinie. Małpia krew leje się strumieniami, a propaganda sączy się sukcesywnie. Zasadne jest pytanie, czy trzecia część krwawych przygód ludzi i małp nie powinna być już ostatnią.  

Prawa natury zwyciężają. Świat wygląda tak, jakby to małpa pochodziła od człowieka. Gatunek ludzki wymiera. Małpi cywilizuje się i panuje nad światem. W wizji Matta Reevesa umysł człowieka zniewolony jest przez politykę i religię. Przywiązanie do idei, że to człowiek ma panować nad światem, popycha go w stronę przemocy. Słowem – człowiek staje się nieludzki, a małpy na odwrót. Zakompleksiony homo sapiens nie chce dać jednak za wygraną. Ludzie planują finalne rozprawienie się z małpami. Nie ma co czekać na naturalną selekcję i zwyczajne wymieranie słabszych osobników. Uporządkowanie świata musi nastąpić za pomocą karabinu maszynowego. Armia mściwego pułkownika planuje wykorzystać, a następnie wykończyć mądre i czułe stworzenia. Ludzki dowódca pobłogosławi krwawych żołnierzy znakiem krzyża i nakaże znęcać się nad małpami w rytm hymnu USA. (O tym, jak bardzo ideologiczny jest to film, pisaliśmy w środowym numerze „Gazety Polskiej Codziennie”).

„Wojna o planetę małp” jest filmem po prostu słabym. Patrzenie wciąż na różne odsłony cierpienia w oczach Cesara podczas prawie dwuipółgodzinnego seansu nuży. Twórcy filmu nie używają scen przemocy, by podnieść dramaturgię, tylko tą przemocą zwyczajnie epatują. Po odsączeniu produkcji z efektów specjalnych małpi raj zamienia się w filmową pustynię. A „małpokalipsa” – czyli przedstawiona w filmie eksterminacja małp – staje się apokalipsą dla samych twórców filmu. 
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

10 lat temu nad Mazurami przeszedł biały…

USA ogranicza usługi wizowe dla Rosjan

Kolejny cios dla Legii

Kolejna śmiertelna ofiara ataków w…

Prezydent Andrzej Duda spotka się z…

Timmermans, wyjaśnij, o co ci tak naprawdę chodziło

Frans Timmermans; fot. Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Szef MSZ Witold Waszczykowski napisał kolejny list do wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa. Minister domaga się kolejnych wyjaśnień w sprawie prowadzonej przez KE procedury praworządności. To już drugie pismo, jakie szef polskiej dyplomacji skierował do pierwszego wiceprzewodniczącego KE w ostatnim czasie. Na początku sierpnia Waszczykowski zwrócił się do Timmermansa o doprecyzowanie zaleceń, jakie KE wydała 26 lipca pod adresem władz w Warszawie.

Minister prosił m.in. o wskazanie aktów, które są podstawą do oceny zgodności z prawem unijnym wprowadzanej w Polsce reformy sądownictwa. W wysłanej odpowiedzi Timmermans wskazał, że unijne traktaty mówią o wymogu niezależności sądownictwa, a praworządność jest jedną ze wspólnych wartości, jakie się w nich wymienia.

Przypomnijmy, Komisja Europejska poinformowała pod koniec lipca o wszczęciu postępowania wobec Polski o naruszenie unijnych przepisów w następstwie publikacji w Dzienniku Ustaw ustawy o ustroju sądów powszechnych. Główne zastrzeżenie prawne dotyczyło dyskryminacji ze względu na płeć z powodu wprowadzenia odmiennego wieku przejścia w stan spoczynku dla kobiet (60 lat) i mężczyzn (65 lat) sprawujących urząd sędziowski.

Czytaj też: Kuriozalny list z Komisji Europejskiej. Chcą podwyższenia wieku emerytalnego Polek?

Najnowszy list ministra Waszczykowskiego to kontynuacja tej korespondencji. Według źródeł PAP w KE strona polska chce doprecyzowania kolejnych kwestii, które wiążą się z prowadzoną przez KE procedurą praworządności wobec naszego kraju oraz kwestionowanymi przez KE zmianami w sądownictwie.

Zaraz po odpowiedzi KE na pierwszy list Waszczykowskiego MSZ oceniło, że odpowiedź ta pozostaje "na wysokim stopniu ogólności", nie rozwiewa wskazywanych przez Polskę wątpliwości i "tym samym nie przyczynia się do poprawy efektywności dialogu z Komisją".

W komunikacie resortu spraw zagranicznych zaznaczono, że list szefa MSZ motywowany był "potrzebą usunięcia wątpliwości interpretacyjnych, które rzutować mogłyby w negatywny sposób na przygotowywaną odpowiedź na zalecenie Komisji Europejskiej".

Wymiana pism nie zmienia miesięcznego terminu, jaki polska dostała, aby odpowiedzieć na zastrzeżenia KE. Przyjęte 26 lipca zalecenie w sprawie praworządności to już trzecie z kolei, które Komisja wydała wobec polskich władz. Bruksela oceniła, że Warszawa nie podjęła działań, które miałyby usunąć jej zastrzeżenia z dwóch pierwszych zaleceń (chodzi głównie o sprawę Trybunału Konstytucyjnego), a teraz dodatkowo podejmuje kroki budzące dalszy niepokój.

Najnowsze zalecenia w sprawie praworządności dotyczą czterech ustaw przyjętych przez polski Sejm, które - zdaniem Komisji - mogą zwiększyć systemowe zagrożenie dla praworządności. Chodzi o ustawę o Sądzie Najwyższym, ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa (zostały zawetowane przez prezydenta), Prawo o ustroju sądów powszechnych (podpisane 25 lipca przez prezydenta), oraz ustawę o Krajowej Szkole Sądownictwa (opublikowaną i obowiązującą od 13 lipca).

Czytaj również: O prawdziwych powodach unijnej presji

Zdaniem KE ustawy te "doprowadzą do strukturalnego osłabienia niezależności sądów i niezawisłości sędziów w Polsce oraz będą miały natychmiastowy i znaczny negatywny wpływ na niezależne funkcjonowanie całego sądownictwa".

Poza procedurą praworządności KE uruchomiła też 31 lipca postępowanie o naruszenie prawa UE w odniesieniu do ustawy o ustroju sądów powszechnych.

Po ostatnich zamachach w Zachodniej Europie wielu publicystów zwracało uwagę na absurdalność zarzutów KE wobec Polski w obliczu tak poważnych zagrożeń jak islamski terroryzm.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Efekt nawałnic. ZOBACZ WIDEO

Komisja śledcza wcześniej wznowi…

Zaćmienie Słońca w USA - TRANSMISJA

Marsylia: samochód wjechał w wiaty…

Znaleziono niemal 100kg materiałów…

Wendy Lands zaśpiewa w Gdyni piosenki Szpilmana. WYWIAD

/ www.wendylands.com

Magdalena Jakoniuk

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl, \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

Jestem z tej płyty bardzo dumna i cieszy mnie, że teraz Polacy mogą posłuchać znanych sobie piosenek Szpilmana w nieco innej, nowej odsłonie - mówi w rozmowie z "Gazetą Polską Codziennie" Wendy Lands, kanadyjska wokalistka, która niebawem wystąpi podczas Ladies' Jazz Festival w Gdyni.

Często nieufnie podchodzimy do muzycznych hołdów i nowych wersji tego, co już dobrze znamy i do czego zdążyliśmy się przyzwyczaić. Raz na jakiś czas zdarza się jednak , że artystyczna reinterpretacja znanego nam materiału staje się niejako objawieniem. I tak też dzieje się w przypadku cieszącej się dużą popularnością w rodzimej Kanadzie wokalistką Wendy Lands, która na fali oscarowego „Pianiasty” Romana Polańskiego w 2002 roku wzięła na swój subtelny warsztat piosenki Władysława Szpilmana. W zeszłym roku Agencja Muzyczna Polskiego Radia wydała reedycję albumu pt. „Songbook”, który podbił serca Polaków. Specjalnie dla „Gazety Polskiej Codziennie” i portalu Niezalezna.pl artystka zdradza szczegóły projektu.

Co cię skłoniło do nagrania płyty z piosenkami Władysława Szpilmana?

To było dla mnie zupełnie niespodziewane. Pracowałam w Los Angeles z moim producentem Johnem Leftwichem nad czymś zupełnie innym i pewnego dnia poprosił mnie o nauczenie się jednej z piosenek Szpilmana. Nagraliśmy to wstępnie, „na surowo”. Kiedy to wykonanie usłyszał Andrzej Szpilman, natychmiast poprosił mnie o nagranie całej płyty z piosenkami jego ojca. To były dla mnie wielki zaszczyt i wyróżnienie. Poza tym te utwory rzeczywiście mnie zachwyciły.

Jaka była Twoja pierwsza myśl, kiedy dowiedziałaś się, że Polskie Radio planuje reedycję tego albumu?

Oczywiście była to dla mnie wielka i miła niespodzianka. Jestemz  tej płyty bardzo dumna I cieszy mnie, że teraz Polacy mogą posłuchać znanych sobie piosenek Szpilamana w nieco innej, nowej odsłonie.

Jaka piosenka polskiego  kompozytora przypadła Ci szczególnie do gustu i dlaczego?

To bardzo trudne pytanie. Ale waham się pomiędzy dwoma tytułami - „Without You” oraz „Dancing With My Antonio”. Oba utwory mają zachwycająco piękne linie melodyczne, wzbogacone dodatkowo tekstami dwóch najlepszych amerykańskich tekściarzy – pierwsza z nich słowami Michaela Ruffa, a druga Larry'ego Johna McNally'ego. Obie piosenki są bardzo plastyczne i ekspresyjne – uwielbiam je śpiewać i chyba nigdy mi się nie znudzą.

Wendy Lands wystąpi 27 sierpnia podczas Ladies' Jazz Festival w Gdyni.

Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Dolnośląskie: Maczetą ranił dwie osoby

Fiskus ostro bierze się za oszustów

Prezes PiS odpoczywa w Karpatach ZDJĘCIA

Pamiętamy! Dziś śp. Maria Kaczyńska…

Zderzenie niszczyciela z tankowcem

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl