„Imigranci u bram”. Ks. prof. Waldemar Cisło: Islam nigdy się nie zintegruje

Bundesministerium für Europa, Integration und Äusseres - wikiepdia/Arbeitsbesuch Mazedonien

Specjalnie dla czytelników portalu niezalezna.pl publikujemy fragment książki „Imigranci u bram”, w której ks. Prof. Waldemar Cisło zwraca uwagę, że islam nie jest w stanie zintegrować się z żadną inną kulturą czy społeczeństwem, ponieważ szariat opiera się głównie na nierównościach.

Jakie są źródła kryzysu uchodźczego, męczeństwa chrześcijan i terroryzmu islamskiego w XXI wieku? Zanim zdążysz przeczytać ten artykuł, gdzieś na świecie zginie co najmniej jeden chrześcijanin. Statystyki w tej kwestii są bezlitosne. Jeden chrześcijanin jest zabijany średnio co trzy minuty. Nie umiera naturalną śmiercią, lecz ginie męczeńsko za to, że nie chciał wyrzec się Chrystusa. Temat ten jest zupełnie przemilczany przez media. Politycy również nie nagłaśniają tej kwestii, a organizacje pozarządowe pozostają niewzruszone.

CZYTAJ WIĘCEJ: „Imigranci u bram”. Ta książka otwiera oczy!

Poniżej publikujemy rozmowę z ks. prof. Waldemarem Cisło - przewodzącym polskiej sekcji światowej organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie (fragment książki „Imigranci u bram”):

Wszystkie te tragiczne sprawy, o których mówiliśmy – wzrost islamskiego radykalizmu, rozwój terroryzmu, wojny na Bliskim Wschodzie, prześladowania chrześcijan przez radykalnych muzułmanów – mają swoje podłoże w szerszym zjawisku, jakim jest nasilający się od jakiegoś czasu konflikt islamu z cywilizacją Zachodu.
Jak mówił mi pewien uczestnik odbywającej się w Brukseli konferencji zatytułowanej „Relacja nauka – biznes”: jeden z obecnych na niej profesorów z Uniwersytetu Jagiellońskiego zapytał muzułmańskiego imama, który miał tam referat, czy dojdzie do konfrontacji między chrześcijaństwem a islamem. W odpowiedzi profesor usłyszał pytanie: „Czy jest pan gotowy umrzeć za wiarę?”. Odparł, że nie. Na to imam: „No to ma pan problem”…Przykład ten pokazuje podejście muzułmanów do wiary i ofiar, jakie można, a nawet należy dla niej złożyć. Pokazuje też ich podejście do nas, ludzi Zachodu, ludzi chrześcijaństwa. W ich przekonaniu Europa jest pozbawionym wartości, pozbawionym elementu religijnego, zmaterializowanym i zepsutym do szpiku kości miejscem na świecie, które trzeba wypełnić wartościami islamu. Niektórzy mówią, że granica między cywilizacją europejską a islamem będzie przebiegać kiedyś na Odrze i Nysie. Był u nas ksiądz Dinkha z Iraku i w jednej z parafii w Lublinie mówił: „Ja wyjeżdżam, ale ja się o was boję, bo niedługo w Europie pierwszym krajem, który będzie miał prezydenta muzułmanina, będzie Francja”. Takie stwierdzenie może dzisiaj szokować, ale pamiętajmy, że demokracja to jest 50 proc. plus 1. Mamy już przykłady w Szwecji czy we Francji, że muzułmanie w niektórych miasteczkach stanowią większość i są tam w stanie wybierać swoich burmistrzów i swoje władze. Mamy też przykład ze wspomnianej Szwecji: w miasteczku, w którym rządzą muzułmanie, wydano wszystkie gminne pieniądze na świętowanie ramadanu i zabrakło pieniędzy na drzewka na Boże Narodzenie… To nie jest może dyskryminacja, ale po prostu prognoza,  jak w przyszłości może wyglądać Europa. Spójrzmy na Francję, w której po zamachach terrorystycznych w Paryżu i Nicei od kilku miesięcy obowiązuje stan wyjątkowy, w której nieustannie istnieje zagrożenie kolejnym zamachem, w której ludzie się po prostu boją. Tak może być niedługo w całej Europie. Pojawia się pytanie: co myśmy zrobili? Czy będziemy chcieli z tego wyciągnąć wnioski, czy pozostawimy tę sytuację samej sobie? Jeśli pozostawimy samej sobie, to bardzo szybko może się okazać, że będzie to wyglądało właśnie tak jak mówił wspomniany imam. Ale rozwój sytuacji zależy od każdego z nas. Czy będziemy ludźmi wierzącymi, świadomymi, odpowiedzialnymi chrześcijanami, czy też będziemy byle jakimi chrześcijanami, którzy, jak mówił papież Benedykt XVI, wyznają chrześcijaństwo kanapowe i dopóki się da, będziemy na tych kanapach wygodnie leżeć. Ale gdy skończy się taka możliwość, to będziemy płakać, że staliśmy się prześladowaną mniejszością.

Skąd w państwach Europy Zachodniej wzięły się tak liczne społeczności muzułmańskie?
Europa już od dawna zmaga się z problemem niedoborów na rynku pracy. Ze względu na starzenie się społeczeństw nie miał kto pracować. Niektóre państwa zachodnie postanowiły więc poradzić sobie z tym w ten sposób, że ściągały do siebie imigrantów zarobkowych z krajów muzułmańskich i zatrudniały ich w tych branżach, w których był deficyt rąk do pracy. W przypadku Francji nie bez znaczenia było również obciążenie kolonialne i poczucie winy po wojnie w Algierii. Pamiętając o średniej urodzin przypadającej na Francuzkę i islamską emigrantkę, łatwo zrozumieć, dlaczego ta początkowo mała grupa zaczęła szybko rosnąć. Dodatkowym bodźcem do zwiększania się tej populacji była możliwość łączenia rodzin. Przedsiębiorcy z wdzięcznością przyjmowali tanią siłę roboczą dającą możliwość pomnażania zysków. Pomysł był dobry, tylko potem okazało się, że nie do końca. Muzułmańscy imigranci z Turcji, Maroka, Algierii czy islamskich krajów Afryki Środkowej nie integrowali się, nie uczyli języka, nie poznawali miejscowej kultury. Nigdy też nie powodziło się im ekonomicznie aż tak dobrze jak rdzennym mieszkańcom danego kraju. Stąd rosnąca frustracja, stąd te liczne, zamknięte, ksenofobiczne społeczności muzułmańskie we Francji (dzisiaj we Francji żyje około 6 milionów wyznawców islamu), w Niemczech, Belgii czy Wielkiej Brytanii. I stąd ich nienawiść do kultury krajów, w których mieszkają (ci młodsi nawet od urodzenia) i szerzej do całej kultury zachodniej.

Wydawało się, że sposobem na włączenie przybyszów do miejscowego społeczeństwa będzie ich asymilacja.
Z europejskiego punktu widzenia ten model wydawał się najbardziej korzystny. Emigrant uczy się języka i kultury kraju, który go przyjmuje, ale jednocześnie w jakimś stopniu wyzbywa się własnej kultury i tożsamości. Niestety, jest to model nie do przyjęcia z punktu widzenia wyznawców islamu. Zakłada bowiem całkowitą identyfikację przybysza z państwem do którego przybył. Tylko jak można oczekiwać od muzułmanów identyfikowania się z państwem, które posiada prawo w wielu wypadkach sprzeczne z Koranem? Podobna sytuacja miała miejsce w Niemczech w latach 1980. i 1990., gdzie próbowano dokonywać integracji Niemców sprowadzonych z ZSRR. I o ile pierwsze pokolenie z wdzięcznością przyjmowało dobrobyt ofiarowany przez państwo, to już ich dzieci buntowały się przeciw tzw. szklanemu sufitowi, polegającemu na braku możliwości awansu zawodowego, takiego jaki mieli ich niemieccy rówieśnicy.  Takie właśnie problemy przeżywa dzisiaj drugie czy trzecie pokolenie emigrantów islamskich.

Innym podejściem wobec muzułmańskich przybyszów była polityka wielokulturowości, zwana w Niemczech skrótowo multi-kulti. Czy ona się sprawdziła?
Model ten był chętnie stosowany w krajach Europy Zachodniej, a u podłoża tego często leżało poczucie winy za okres kolonialny, podczas którego zniszczono wiele rdzennych kultur. Zakładał on szacunek dla kultury, religii i zwyczajów przybyszów i przyznawał im prawo do ich pielęgnowania. Społeczeństwo wielokulturowe miało być bogatsze i pełniejsze niż monokulturowe. Tyle że z czasem doszło do pewnej degeneracji tego modelu. Uznano bowiem, że w imię tolerancji musimy przyjąć jako pełnowartościowe wszystkie zwyczaje i zachowania przybyszów; nawet te, które mocno nie zgadzają się z naszymi. W efekcie to większość zaczęła być poddawana presji. W imię szacunku dla różnic i poszanowania praw mniejszości na Zachodzie zanikają tradycje chrześcijańskie,  jak chociażby choinka czy szopka w szkołach czy na rynkach miast.  Argumentuje się, że mogłoby to urazić uczucia muzułmanów. W ten sposób doprowadzamy do dyskryminacji większości, nie dając jednocześnie możliwości poznania drugiej stronie naszej kultury.

W dyskusjach często podnosi się argument, że islam jako taki nie przystaje do wartości związanych z naszym, europejskim, zachodnim kręgiem kulturowym. Przykładem choćby kwestia praw człowieka – dla nas fundamentalna, w islamie rozumiana dość specyficznie.
Oczywiście. Szariat, który bazuje na trzech nierównościach: między mężczyzną a kobietą, między wyznawcą islamu a niewiernym oraz między wolnym a niewolnikiem, jest w wielu wypadkach nie do pogodzenia z wartościami wyznawanymi na starym kontynencie. Biorąc pod uwagę tak prężne ruchy feministyczne w Europie, aż dziwne wydaje się, że do tej pory ten aspekt nie został przez nie podniesiony. W dyskusji publicznej, przynajmniej u polskich feministek, tylko chrześcijaństwo tłamsi kobietę. Trudno znaleźć teksty krytykujące inne religie. Natomiast, gdy przyjrzymy się sytuacji w krajach wzorcowych z punktu widzenia islamu, jak np. Arabia Saudyjska, gdzie kobieta nie może wyjść na ulicę bez męskiego opiekuna czy gdzie zachowana jest poligamia, to zauważamy bardzo poważny problem z punktu widzenia praw kobiet. Ale to nie wszystko. Islam ma… własną wersję praw człowieka. Świat muzułmański nie przyjął Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, tylko ogłosił własną w Kairze w 1990 r. pod nazwą Powszechna Deklaracja Praw Człowieka w Islamie. Znalazło się w niej np. stwierdzenie, że „wszystkie fundamentalne prawa i uniwersalne wolności stanowią część religii islamskiej”. Piękne sformułowanie, lecz praktyka jest nieco inna. Na przykład w dziedzinie praw rodziców w stosunku do dziecka ojciec jest najważniejszy, a prawa matki są niemal pominięte. Również wolność religijna, tak istotna dla naszej cywilizacji, została przemilczana. Apostazja w świetle szariatu jest zbrodnią, a w artykule 10 czytamy: „islam jest religią naturalną człowieka”. Ten punkt jest bardzo istotny, jeśli mówimy o możliwości integracji islamu z kulturą europejską. W świetle tego stwierdzenia tylko islam jest jedyną prawdziwą religią, na którą należy nawrócić wszystkich innych.

Z kolei radykalne środowiska muzułmańskie forsują projekt islamizacji świata zachodniego.
Religia Proroka ma objąć cały świat. Egipski ekspert od islamu, jezuita o. Samir Khalil Samir, wyróżnia trzy drogi wiodące do realizacji tego projektu. Po pierwsze, odwołanie się do przemocy i działań militarnych. Znamy niemal wszyscy relacje z działań Państwa Islamskiego. Powtarzające się akty terroru w Europie również pokazują, że ten trend niebezpiecznie się wzmacnia. Drugi sposób to droga duchowa. Widzimy w Europie ogromny głód religijny, a jednocześnie odrzucenie i ogromny krytycyzm wobec tradycyjnych Kościołów. Zarówno ateiści, jak i agnostycy szukają nowej duchowości w New Age, buddyzmie, niektórzy w islamie. Stąd mistyczno-duchowy, czysty islam może być dla niektórych atrakcyjny. Wreszcie trzecia tendencja, najbardziej widoczna w niektórych rejonach Europy: przyrost demograficzny. Społeczności muzułmańskie w krajach zachodnich dzięki ciągle utrzymującej się wysokiej dzietności stają się coraz liczniejsze. Kraje zachodnie starzeją się, a tamtejsi muzułmanie mają coraz więcej dzieci. Na razie brzmi to jak fantastyka, ale kiedyś islamiści po prostu zdominują liczebnie tamtejsze społeczeństwa. Warto przytoczyć słowa abp Adriano Bernardiniego przekazane podczas Synodu dla Europy w 1999 r. w Rzymie, a pochodzące od dostojników islamskich zaangażowanych w dialog z chrześcijaństwem. Brzmiały one: „Dzięki waszym demokratycznym prawom napadniemy na was, dzięki waszym prawom religijnym was podbijemy”. Arcybiskup uczulał, że petrodolary krajów arabskich są wykorzystywane do budowania meczetów i centrów kulturalnych w krajach chrześcijańskich, dokąd emigrują muzułmanie, w tym także w Rzymie. „Jakże nie dostrzec w tym wszystkim jasnego programu ekspansji i rekonkwisty islamskiej?” – pytał. Jeśli pamiętamy ponadto, że w Arabii Saudyjskiej nie ma żadnego kościoła ani miejsca (poza terytorium ambasad), gdzie bez narażenia na więzienie można by odprawić Mszę św., a jest tam od 2 do 3 milionów katolików, głównie z Indii i Filipin, to widzimy jasno, że zasada wzajemności w relacjach islam-chrześcijaństwo zupełnie nie funkcjonuje.

Książkę można zobaczyć tutaj:
Źródło: Biały Kruk,niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Paryż: 40 tys. osób na "Narodowym Marszu dla Życia". Nie zabrakło Klubów Gazety Polskiej

twitter.com/(screenshoot)

40 tys. osób wzięlo udział w manifestacji, która przeszła ulicami Paryża pod hasłem „Zjednoczeni, by bronić życia”. Oprócz uznania praw człowieka w stanie embrionalnym, uczestnicy domagali się także wsparcia dla matek oraz rozwijania ośrodków służących pomocą dla kobiet ciężarnych.

Wśród manifestantów pojawili się przedstawiciele Klubu Gazety Polskiej Paryż wraz z przewodniczącym Klubu, Andrzejem Wodą. 

Specjalnie dla czytelnikow portalu niezalezna.pl publikujmy relację z tego wydarzenia przygotowaną przez Anitę Zapładkę z KGP w Paryżu.  


"Marsz odbył się dzisiaj, tj. 21 stycznia. Spotkaliśmy się o godz. 14.30 przy Porte Dauphine i maszerowaliśmy aż do Trocadero. Trudno jest nam, jako uczestnikom marszu ocenić, ile tysięcy ludzi brało w nim udział, ale marsz był naprawdę liczny.

Trudno jest nam powiedzieć, czy wspieramy Francuzów, to pewnie przy okazji, ale głównie manifestowaliśmy własne poglądy w obronie życia, które trzeba chronić na każdym etapie jego istnienia.

Już przy wejściu (po obowiązkowym sprawdzeniu toreb i plecaków ze względów bezpieczeństwa) otrzymaliśmy od organizatora plakaty, które - mimo zimna i deszczu - niosło bardzo wiele osób. Głównie była to grafika przedstawiająca dziecko w łonie matki, czemu towarzyszyły różne napisy, takie jak: "To jest moje ciało a nie twój wybór", "Chroń mnie a nie zabijaj"...

#MarchePourLaVie na TT, dosłownie: Marsz dla Życia.

Dzięki flagom i jednolitym pelerynom byliśmy, my Polacy, członkowie Klubu GP Paryż, bardzo rozpoznawalni. Francuzi zaczepiali nas, jako Polaków, niemal non stop. Bili nam brawo, wyznawali, że bardzo im w dzisiejszych czasach brakuje naszego papieża, Jana Pawła II, przy jednej z trybun zostaliśmy na głos wyróżnieni i podziękowano nam, Polakom, za uczestnictwo.

Jednym z największych zaskoczeń był dla nas fakt, jak wielu Francuzów potrafi powiedzieć po polsku (!!!) "Dzień dobry".

Jedna z pań, Francuzek, powiedziała, że niewiele już potrafi powiedzieć po polsku, ale pamięta jeszcze "szczęść Boże". Odpowiedziałam jej, że to nie jest niewiele, to jest bardzo dużo!

Imponującym był udział całych rodzin w tym marszu: matki i ojcowie z dziećmi w wózkach, z dziećmi "na barana" z kilkuletnimi prowadzonymi za rękę. 

Mnie samą zaś wzruszył najbardziej chłopak, bodaj 20-letni, z zespołem Downa. Był sam, spotkałam go zaraz na początku, mókł, więc doradziłam, by założył na głowę kaptur, skoro go ma... Przyszedł wziąć udział w marszu za życiem, za swoim życiem...

Zapadał już zmrok gdy doszliśmy na Trocadero. Marszowi i jego zakończeniu towarzyszyła radość i próby rozgrzewania się tańcem, by się rozgrzać.

Cudowne przeżycie, cudowne i wzmacniające i kolejny raz nie wiem, czy to my wsparliśmy Francuzów czy oni nas. 

Faktem jest, że patrzenie na nich przez pryzmat wypowiedzi francuskich polityków czy mediów jest wielce niesprawiedliwe!"



Widać było ogromne zaangażowanie ludzi, Francuzi jakby się budzili. To optymistyczne

- mówi portalowi niezalezna.pl Andrzej Woda, przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Paryżu.

Co równie ważne, pojawiło się niesamowicie dużo młodych ludzi

- dodaje.

Francuzi nie ukrywali wdzięczności Polakom za wsparcie.

Rozpoznawali nas, mieliśmy na sobie biało-czerwone pelerynki i nieśliśmy klubowe banery, wiele osób podchodziło, aby podziękować za pomoc. Mówili, że "gdyby nie Polska, nie byłoby już Europy". Dziękowaliśmy za tak miłe słowa, ale od razu podkreślaliśmy, że oni także muszą mocniej działać. Przyznawali nam rację

- opowiada nam Andrzej Woda.

Źródło: www.enmarchepourlavie.fr, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl