Sędzia, hazardzista, porywacz, morderca dziecka. Wkrótce wyjdzie na wolność

Filip Błażejowski/Gazeta Polska

Grzegorz Broński

Dziennikarz „Gazety Polskiej”, „Gazety Polskiej Codziennie” i portalu niezależna.pl.

Kontakt z autorem

Krzysztof F. był sędzią w Koninie. Miał długi z powodu hazardu. Porwał 10-letniego Olka i zażądał okupu, ale zabił chłopca, zanim dostał pieniądze. Morderca wkrótce zakończy odsiadywanie wyroku. – Nie wyobrażam sobie, że mógłbym spotkać go na ulicy – mówi „Codziennej” zdenerwowany Wojciech Ruminkiewicz, ojciec ofiary.

Ta zbrodnia szokuje do dziś, choć minęło już ponad 20 lat. W styczniu 1996 r. porwano 10-letniego Olka, syna Wojciecha Ruminkiewicza, przedsiębiorcy z Konina. Wkrótce mężczyzna otrzymał żądanie okupu – miliard (dzisiejsze sto tysięcy) złotych. Zebrano pieniądze, a porywacz kazał zostawić torbę na przystanku przy drodze wylotowej z Konina. Policjanci przygotowali zasadzkę. Wkrótce zatrzymano Krzysztofa F.

Mężczyzna pochodził z prawniczej rodziny, ojciec był prezesem sądu, brat notariuszem, on sam także orzekał. Po trzech latach zdjął togę, prowadził własny biznes, planował uruchomienie kancelarii adwokackiej. Równocześnie był hazardzistą i pilnie potrzebował pieniędzy. Dlatego porwał chłopca. Po zatrzymaniu początkowo twierdził, że chciał wykorzystać okazję do wyłudzenia, a ze zniknięciem dziecka nie ma nic wspólnego. W końcu zwyrodnialec wskazał miejsce ukrycia ciała. W sadzie owocowym w starej studni. Sekcja zwłok wykazała, że Olka uduszono. Gdy F. żądał okupu, chłopiec już nie żył.

Sędziowie z Konina nie chcieli orzekać w tej sprawie, dlatego trafiła do Łodzi. Podczas pierwszej rozprawy zbrodniarz odwołał wcześniejsze wyjaśnienia, ale dowody były niepodważalne. Został skazany na 25 lat więzienia. Obecnie przebywa w Zakładzie Karnym w Sieradzu. Nie starał się o przedterminowe zwolnienie, ale wkrótce i tak zakończy odsiadywanie wyroku.

– Zostały jeszcze cztery lata. Nie wiem, co morderca zrobi po wyjściu na wolność, ale nie wyobrażam sobie, że spot­kam go na ulicy – mówi „Codziennej” Wojciech Ruminkiewicz. – On zabił mi dziecko, zniszczył moją rodzinę...


Niedawno spotkali się na sali rozpraw, bo Ruminkiewicz pozwał F. o odszkodowanie, które chce przekazać na cele charytatywne.

– Zapytałem, czy dręczy go sumienie. Stwierdził, że dręczy, ale dodał, że to nic nie wnosi do sprawy. To bardziej była formułka na użytek sądu niż prawdziwa skrucha – dodaje Ruminkiewicz.


W czwartek miał zapaść wyrok w procesie o odszkodowanie, ale pojawiły się nowe wnioski dowodowe. Dokładniej, ma być sprawdzony stan majątkowy Krzysztofa F., także spadek po zmarłych rodzicach. Kolejna rozprawa odbędzie się dopiero we wrześniu.
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

UEFA ukarała także Arkę Gdynia

Prezydent Duda: Nie ugniemy się przed…

Legia zawiodła. Będzie ciężko

Rząd chce wypłacić odszkodowania szybko

W Polsce bezpiecznie - nie wprowadzono…

Bieszczady: Jeziorka Duszatyńskie niezmiennie kuszą turystów

/ Janmad; creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/deed.en

50 tys. turystów odwiedziło w tym roku Jeziorka Duszatyńskie w Bieszczadach. Zazwyczaj odwiedza je ok. 40 tys. osób rocznie. Powodem większego zainteresowania jest 110 rocznica ich powstania –powiedział PAP leśnik Edward Orłowski z nadleśnictwa Komańcza.

eziorka Duszatyńskie powstały w wyniku gwałtownych i nagłych procesów geologicznych w kwietniu 1907 r. "Po długotrwałych, intensywnych opadach deszczu, kiedy chmury podobno przez miesiąc nie odsłoniły słońca, osunęło się zbocze góry Chryszczatej" – podkreślił w rozmowie z PAP rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie Edward Marszałek.

Mieszkańców Duszatyna poderwał ogromny huk zwielokrotniony odbitym od gór echem. Nie wiedząc co się stało szybko pakowali podręczne rzeczy i w panice opuszczali wieś. W cerkwi w Prełukach uderzono w dzwony na trwogę. Ze zbocza Chryszczatej oderwał się wtedy potężny płat ziemi, który ruszył w dół lejem długości pół kilometra i szerokości 140 m.

"Zabierał za sobą wiekowy las i zatarasował dolinę potoku Olchowatego. Najdalej przesunięte warstwy przebyły ponad kilometrową drogę. Masę przemieszczonego materiału oszacowano później na 12 mln m sześc. W konsekwencji powstały trzy jeziorka nazwane później Duszatyńskimi" - dodał Marszałek.

Z najniżej położonego jeszcze w 1925 roku spuszczono wodę i wyłapano 80 dorodnych pstrągów. Pozostałe dwa ocalałe jeziorka są dużą atrakcję turystyczną. Od 60 lat są też rezerwatem przyrody.

"Od lat niezmiennie podążają tutaj turyści w każdym wieku; w grupach zorganizowanych lub samotnie. Jeziorka czterokrotnie odwiedzał jeszcze, jako ksiądz, a potem biskup Karol Wojtyła. 6 sierpnia 1956 r. dotarł do nich także kardynał Stefan Wyszyński. Prymas był wtedy internowany w Komańczy" – zauważył leśnik Edward Orłowski.

Leśnik dodał, że prymasa Wyszyńskiego wyjątkowo zmęczyła 10-kilometrowa trasa z Komańczy nad jeziorka. "Jak opisywał towarzszący mu ks. Stanisław Porębski zaraz po powrocie kardynał udał się na spoczynek; tego dnia nie zjadł nawet obiadu" – przypomniał Orłowski.

Powierzchnia jeziorek systematycznie zmniejsza się od lat. Większe z nich jeszcze w roku 1925 miało ponad 2,5 ha powierzchni i 10 m. głębokości, obecnie ma 1,25 ha powierzchni a głębokość zmalała do 6 m. Leży na wysokości 708 m. n.p.m. Z kolei powierzchnia mniejszego jeziorka, które leży na wysokości 687 m. n.p.m., od 1925 r. zmniejszyła się o 10 proc. Obecnie łączna powierzchnia lustra wody rezerwatu wynosi 1,74 ha.

Na zboczu Chryszczatej od 10 lat stoi obelisk; przypomina gwałtowne powstanie Jeziorek Duszatyńskich.

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Udostępnij

Wczytuję komentarze...
Najnowsze

Zmarła 14 ofiara zamachów w Hiszpanii

Franciszek modli się za ofiary zamachu

"Terrorystom mówimy…

Zatrzymano trzecią osobę podejrzaną o…

Hiszpańska prasa: "Musimy walczyć z…

UEFA ukarała także Arkę Gdynia

Fotomag/Gazeta Polska

UEFA nałożyła na Arkę Gdynia karę 13 tysięcy euro za zachowanie jej kibiców podczas rewanżowego meczu 3. rundy eliminacji piłkarskiej Ligi Europejskiej w Herning z FC Midtjylland. Gdyński klub został również zobowiązany do pokrycia kosztu napraw w sektorze gości.

Do Danii pojechało ponad tysiąc sympatyków gdyńskiej drużyny, którzy za bilet zapłacili osiem euro, ale narazili Arkę na wydatek blisko 100 tysięcy złotych. UEFA nałożyła bowiem na Arkę karą w wysokości 13 tys. euro (ponad 55 tys. zł) za zachowanie jej fanów podczas meczu z FC Midtjylland, a także zobowiązała gdyński klub do pokrycia kosztu napraw w sektorze gości. Według wstępnych wyliczeń te straty wyniosły około 40 tys. zł.

Za udział w 3. rundzie eliminacji Ligi Europejskiej Arka otrzymała od Europejskiej Unii Piłkarskiej 235 tys. euro.

W pierwszym meczu zawodnicy z Gdyni pokonali na własnym stadionie duński zespół 3:2, ale w rewanżu ulegli 1:2 i odpadli z rozgrywek.

 

Źródło: PAP

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...
Najnowsze

UEFA ukarała Legię. Jest reakcja kibiców

UEFA ukarała Legię. Ruszyła zbiórka

Facebook usunął filmik z Puszczy…

Ukraina. „Rosja planuje ataki…

Ewakuacja w warszawskim metrze

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl