Szef lokalnych władz zaporoskich opisał w wywiadzie, co robił 24 lutego, gdy świat Ukraińców zmienił się nie do poznania.
- Około godziny 6.00 dotarła informacja, że w doszło do wybuchów. Od razu ubrałem się i poszedłem do pracy. Wszystkich zebrano, odbyła się narada obronna i podjęto działania. Od tego czasu wszyscy pracują całą dobę, bez przerwy. Pierwsze trzy dni w ogóle nie spałem. Wszyscy mieli adrenalinę
- relacjonował szef administracji obwodowej Zaporoża Aleksander Staruch.
Staruch wskazuje, że był w stałym kontancie z Kancelarią Prezydenta. - Najważniejsze jest to, że naczelny wódz jest na miejscu, zespół prezydenta jest na miejscu, nikt nie jest zdezorientowany, a to dało wszystkim dodatkową siłę - wskazał.
Jak obecnie wygląda sytuacja? Czy są miejsca, w których odbywają się aktywne ataki wroga?
- Okresowo, ale bezskutecznie. Próbują wrócić następnego dnia lub za kilka dni. Siły, które skoncentrowały się w tym kierunku, są ogromne. Ale obrona trzyma się i przetrwa
- twierdzi Staruch, dodając:
Strategicznie zdemontowaliśmy wroga od samego początku. Zebraliśmy silny zespół dowódców wojskowych. Mamy specjalistów wojskowych, doświadczonych dowódców.
Ale Staruch dodaje, że "nie ma na Ukrainie bezpiecznego miasta". - Wszyscy muszą być zawsze gotowi na opór. Od ponad dwóch miesięcy stawiamy opór - mówi.
Oczy wielu ludzi na świecie skierowane są na Zaporoską Elektrownię Jądrową. Staruch dodaje, że ludzie są pod presją, ale pracują. Trudniejsza sytuacja jest w Berdiańsku.
- Od prawie miesiąca ani konwoje humanitarne, ani transport nie mogą tam odebrać mieszkańców Mariupola, półtora tysiąca, którzy chcą wyjechać. I jest kilka tysięcy mieszkańców Berdiańska, którzy muszą wyjechać, bo np. ludzie muszą być leczeni
- stwierdza Staruch.
Plus gaz, którego nie było od początku marca, bo gdy rozpoczęły się walki, oblężenie Mariupola, odcięto gazociągi. W związku z tym gaz zniknął w Berdiańsku i większości obwodu berdiańskiego. Nawet ogrzewania nie było w marcu, kiedy było jeszcze zimno. Upadł port i główne firmy. Tam nie ma mera, jest pełniący obowiązki mera, a on pracuje w ekstremalnie trudnych warunkach. Ale organizuje, co może, wspólnie z władzami regionalnymi.
Czy istnieją statystyki dotyczące liczby cywilów zginęło? - na to pytanie przedstawiciel zaporoskich władz nie potrafił udzielić jednoznacznej odpowiedzi.
- Nikt jeszcze nie powie dokładnych liczb. Weźmy pod uwagę, że przywozili też krematoria i palili ludzi. Trzeba to wszystko przestudiować - twierdzi Staruch.
Pytany o to, na co Zaporoże przygotowuje się w najbliższych dniach, odpowiada:
Zaporoże od pierwszego dnia pracuje i walczy jednocześnie. I jest to humanitarna brama, schronienie dla ludzi, którzy wyjechali i nadal wyjeżdżają. Robimy wszystko, aby jak najszybciej przybliżyć dzień naszego zwycięstwa nad wrogiem i przywrócić każdy metr naszej ziemi. Nasi mieszkańcy nigdy z własnej woli nie klękali przed nikim, może poza Bogiem.