Dyktator Wenezueli Nicolas Maduro i jego żona Cilia Flores usłyszeli w sądzie federalnym w Nowym Jorku cztery zarzuty, w tym m.in. uczestnictwa w zmowie narkoterrorystycznej i sprowadzania kokainy do USA. Nie przyznali się do winy. Termin kolejnej rozprawy wyznaczono na 17 marca.
Na granicy kolumbijsko-wenezuelskiej jest Bartosz Gonzalez z TV Republika. Pochodzi on z Wenezueli, gdzie wciąż mieszkają jego rodzice. Niestety, nie mógł wjechać do kraju. Strażnik zatrzymał go na granicy. "To dla mnie bardzo przykre doświadczenie i to podkreśla, jak kuriozalny jest ten reżim. Jeżeli myślimy o republice bananowej, to jest to właśnie ilustracja" - powiedział.
Mówiłem, że 200-parę kilometrów stąd jest Merida. W Meridzie mieszka mój tata, nie mogę się z nim zobaczyć. Wielu Wenezuelczyków, którzy wyjechali, jest w tej samej sytuacji. To są czasami dekady bez kontaktów z rodziną.
– wskazał.
- To jest coś, o czym powinniśmy pamiętać w Polsce. Polska tak niedawno odzyskała wolność, doceńmy to co mamy. Nie każdy ma taki komfort jak Polska - mówił Gonzalez. - Jesteśmy właśnie w kraju, w którym komfortu nie ma - dodał.
Jak będzie można wejść, to też tu będziemy i pokażemy w Republice, jak wygląda Wenezuela po wyzwoleniu, opuszczeniu stanowisk przez ludzi Maduro i Chaveza. Ja jestem sam, czy ja jestem niebezpieczny? Według przedstawiciela reżimu Wenezueli, żołnierza na moście, nie mogę wjechać. Słowo zagraża reżimowi!
– dodał reporter Republiki.
Z jego relacji wynika, że w Wenezueli internet działa, działają media społecznościowe, ale media rządowe przedstawiają całą sytuację w odwrócony sposób, jako zamach. Nie koncentrują się na zarzutach, pustych półkach i Wenezuelczykach, którzy nie mogą zobaczyć się ze swoimi rodzinami.