Takaichi sprawuje władzę zaledwie od trzech miesięcy, ale zdecydowała się na ten ruch polityczny w momencie szczytowej popularności.
Według grudniowego badania dziennika „Nikkei” pierwsza w historii kobieta na tym stanowisku cieszy się 75-procentowym zaufaniem. Ten kapitał polityczny ma pomóc rządzącej Partii Liberalno-Demokratycznej (PLD) w odzyskaniu stabilnej, samodzielnej większości w 465-osobowej Izbie Reprezentantów, którą ugrupowanie utraciło w 2024 r.
- Chciałabym podjąć najbardziej odważne decyzje i reformy, które mogą podzielić opinię publiczną - argumentowała Takaichi, podkreślając konieczność uzyskania silnego mandatu społecznego dla planowanych zmian w polityce bezpieczeństwa i gospodarczej.
Decyzja o rozwiązaniu Izby zapadła podczas piątkowej sesji, którą posłowie zakończyli tradycyjnym, trzykrotnym okrzykiem „Banzai” (Niech żyje).
Oficjalna, zaledwie 12-dniowa kampania wyborcza rozpocznie się we wtorek. PLD, tworząca obecnie koalicję z Japońską Partią Innowacji (JPI), musi zmierzyć się z nowym układem sił na scenie politycznej. Dotychczasowy wieloletni sojusznik liberałów, partia Komeito, przeszła do opozycji, formując z Konstytucyjną Partią Demokratyczną Japonii (KPDJ) nowe ugrupowanie - Sojusz Reform Centrowych.
Opozycja ostro krytykuje moment rozwiązania parlamentu, wskazując, że decyzja ta opóźni przyjęcie budżetu państwa, niezbędnego do walki z rosnącymi kosztami życia i inflacją. Takaichi, reprezentująca skrzydło konserwatywne, zamierza jednak w kampanii akcentować nie tylko gospodarkę, w tym zawieszenie na dwa lata podatku konsumpcyjnego od żywności (podczas gdy opozycja chce jego całkowitego zniesienia), ale także kwestie bezpieczeństwa narodowego w obliczu narastających napięć z Chinami.