Nocne ataki na cele w Libanie poprzedzono wezwaniem do ewakuacji, które wystosowano do mieszkańców południowych obrzeży Bejrutu, a także kilku innych miejscowości w południowym Libanie.
Wcześniej armia izraelska poinformowała, że zaatakowała ponad 70 celów Hezbollahu w Libanie oraz przeprowadziła naloty na obiekty Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu w Libanie, w których zginął dowódca skrzydła wojskowego tej organizacji Adham Adnan al-Otman.
Izraelskie ataki są odpowiedzią ostrzał rakietowy terytorium tego kraju, który w nocy z niedzieli na poniedziałek przeprowadził Hezbollah. W poniedziałek przed południem rząd Libanu na nadzwyczajnym posiedzeniu wprowadził natychmiastowy zakaz działań militarnych tej organizacji.
Ataki mają miejsce po sobotnim uderzeniu sił USA i Izraela na Iran, który w odpowiedzi atakuje m.in. amerykańskie bazy w regionie.
"Szybka akcja"
- To będzie szybka i zdecydowana akcja, stworzymy warunki przede wszystkim dla Irańczyków, którzy odzyskają kontrolę nad swoim losem i utworzą swój własny, demokratycznie wybrany rząd, co przyczyni się do zmiany Iranu - podkreślił izraelski premier Benjamin Netanjahu w telewizji Fox News.
- Zajmie to trochę czasu, ale to nie będą lata. To nie jest wojna bez końca - oświadczył Netanjahu. Według niego władze Iranu są obecnie najsłabsze od początku objęcia rządów.
Premier Izraela dodał, że nie musiał namawiać prezydenta USA Donalda Trumpa do przeprowadzenia operacji „Epicka Furia”.
- Donald Trump to najsilniejszy lider na świecie. Robi to, co według niego jest dobre dla Ameryki i dla przyszłych pokoleń - oznajmił Netanjahu.
- Iran od 47 lat skandował: śmierć Ameryce! - kontynuował premier Izraela. Przekonywał też, że „Iran wywołuje 95 proc. problemów na Bliskim Wschodzie”.
Przewodniczący Izby Reprezentantów Mike Johnson powiedział wcześniej w poniedziałek, że Izrael planował uderzenie na Iran nawet bez pomocy USA. Podobnie na temat okoliczności rozpoczęcia amerykańsko-izraelskiej operacji mówił też sekretarz stanu USA Marco Rubio.