Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Jak Rosja dokonała aneksji Białorusi. Grochmalski o militarnym bastionie państwa rosyjskiego

Z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa powinniśmy traktować Białoruś jako uzbrojoną placówkę Rosji, z której możliwe byłoby wyprowadzenie przez Putina militarnego uderzenia rosyjsko-białoruskich sił na nasze państwo. Skala fuzji wojskowej Mińska i Moskwy nie pozostawia złudzeń. A to oznacza, iż realna granica potencjalnej wojny z Rosją liczy dziś ponad 650 km - pisze Piotr Grochmalski w "Gazecie Polskiej".

Stąd też poszło potężne uderzenie dronów w nocy z 9 na 10 września 2025 roku, gdy 21 rosyjskich bezzałogowców uderzyło w Polskę z terytorium Białorusi. Uruchomiliśmy wówczas procedurę art. 4 NATO.

Zaplecze techniczno-logistyczne dla rosyjskich działań wojennych

Od czasu agresji FR na Ukrainę w lutym 2022 roku wschodnia flanka Sojuszu nagle znalazła się w radykalnie nowej rzeczywistości. Białoruś otworzyła swoje niebo, linie kolejowe i infrastrukturę wojskową, aby wesprzeć atak Moskwy na Kijów. W świetle prawa międzynarodowego Mińsk stał się współagresorem. Jest to jednak stan przejściowy. W każdej chwili Rosja może dokonać pełnej inkorporacji Białorusi. Ani Polska, ani NATO nie są jednak przygotowane na taki scenariusz. A dla Mińska to, co zaczęło się jako wsparcie logistyczne, przerodziło się w coś znacznie trwalszego: przekształcenie Białorusi w de facto militarny bastion państwa rosyjskiego. Za fasadą suwerenności reżim Łukaszenki zamienił niepodległość na ochronę, przyjmując na białoruską ziemię rosyjskie wojska, sprzęt, a nawet broń jądrową. Do tego momentu obecność wojskowa Rosji na Białorusi ograniczała się jedynie do dwóch obiektów z czasów Związku Sowieckiego – stacji ostrzegania przed rakietami w Hancewiczach i morskiego centrum łączności w Wilejce. Moskwa, co prawda, naciskała na Mińsk już w 2013 roku, chcąc umieścić na Białorusi swoje stałe bazy i lotnisko, ale Łukaszenka oparł się wówczas presji. A po aneksji Krymu przez Rosję i zbrojnej interwencji w Donbasie na początku 2014 roku utrzymywał pozory balansowania między Wschodem a Zachodem. Był gospodarzem rozmów pokojowych w Mińsku, uwolnił niektórych więźniów politycznych, zabiegał o zaangażowanie Zachodu, a nawet powstrzymał się od uznania aneksji Krymu, publicznie kpiąc z kremlowskiej ideologii „rosyjskiego świata”. Cała ta konstrukcja runęła po sfałszowanych wyborach w sierpniu 2020 roku i masowych protestach, które po nich nastąpiły. To Putin uratował wówczas głowę Łukaszenki i utrzymał go u władzy.

Na początku lutego 2022 roku na Białorusi odbyło się referendum konstytucyjne – w warunkach represji i bez prawdziwej debaty – które zakończyło status kraju wolnego od broni jądrowej. Moment ten nie był przypadkowy: w ciągu kilku dni Rosja rozpoczęła inwazję na Ukrainę z aktywnym udziałem Białorusi. Lotniska wojskowe i cywilne – w tym infrastruktura w Homelu – służyły jako ważne centra operacyjne do przeprowadzania ataków rakietowych i dronów, zaplecza technicznego i logistycznego dla rosyjskich operacji wojskowych przeciwko Ukrainie. A jej zintegrowane systemy obrony powietrznej, sieci nawigacyjne i infrastruktura kontroli lotów wspierały działania Rosji. Rafineria w Mozyrzu zapewniała dostawy paliwa dla putinowskiej machiny wojennej, a białoruskie linie kolejowe stały się kluczowymi dla Rosji arteriami inwazyjnymi, transportując czołgi, wojska i amunicję przez granicę ukraińską. Białoruskie drogi, składy i węzły logistyczne wspierały ofensywę na Kijów.

Współzależność wojskowo-przemysłowa

Za cenę utrzymania się u władzy Łukaszenka oddał Białoruś Putinowi. Jak zauważa Hanna Lubakowa w raporcie „Mińsk pod władzą Moskwy: Jak Rosja podporządkowała sobie Białoruś bez aneksji”, opublikowanym 13 listopada 2025 roku w Atlantic Council: „Do grudnia 2022 roku głębia tej integracji stała się ewidentna. Putin ogłosił, że białoruski samolot Su-25 zostanie zmodyfikowany do przenoszenia broni jądrowej, a rosyjskie systemy rakietowe Iskander-M – zdolne do przenoszenia ładunków jądrowych – zostały dostarczone Białorusi. Ponieważ kontrola operacyjna pozostała w rękach Rosji, symboliczna zmiana była głęboka. Tymczasem białoruski przemysł zbrojeniowy po cichu włączył się w wysiłek wojenny: naprawiał rosyjskie czołgi, modernizował samoloty i dostarczał systemy optyczne do pocisków rakietowych. Pociągi załadowane bronią i częściami zaczęły poruszać się w obu kierunkach, umacniając głębszą współzależność wojskowo-przemysłową”. Białoruś dla Rosji stała się jednym z kluczowych elementów wojny. W ciągu pierwszego roku konfliktu z jej terytorium Rosja wystrzeliła na Ukrainę ponad 700 rakiet. Gdy Putinowska armia ugrzęzła i nastąpiła stabilizacja frontu, Białoruś stała się strategiczną bazą zaplecza. Jak zauważa Hanna Lubakowa w swoim raporcie: „W październiku 2022 roku, gdy ukraińskie kontrofensywy przybierały na sile, Mińsk i Moskwa aktywowały Regionalne Zgrupowanie Sił (RGF), dwustronną formację wojskową, która zapewniała prawną osłonę nowym rosyjskim rozmieszczeniom. Około dziewięciu tysięcy rosyjskich żołnierzy, wraz z setkami czołgów i systemów artyleryjskich, przybyło na Białoruś pod wspólnym dowództwem. RGF stanowiło punkt zwrotny: doraźna współpraca przekształciła się w zinstytucjonalizowaną integrację wojskową”. Co prawda do połowy 2023 roku większość rosyjskich wojsk rozmieszczonych w ramach RGF została wycofana z Białorusi, ale infrastruktura pozostała gotowa do szybkiej reaktywacji.

Dalsza erozja autonomii Białorusi

W marcu 2023 roku Putin ogłosił, że Rosja zawarła porozumienie z Białorusią w sprawie rozmieszczenia taktycznej broni jądrowej na terytorium Białorusi, a budowa specjalnego magazynu ma zostać ukończona do lipca. Utworzenie rosyjskiej bazy wojskowej wyposażonej w broń jądrową znacznie zwiększyłoby wpływy Moskwy na Białoruś i umocniłoby władzę Putina nad tym krajem. Na początku 2023 roku białoruskie załogi ukończyły szkolenie z obsługi taktycznego systemu rakietowego Iskander w kontekście potencjalnych ataków nuklearnych. W 2024 roku Białoruś przyjęła nową doktrynę wojskową, która skodyfikowała głębszą integrację z siłami zbrojnymi Rosji. Po raz pierwszy wyraźnie zezwoliła na rozmieszczenie i potencjalne użycie rosyjskiej taktycznej broni jądrowej na terytorium Białorusi – jako środek odstraszający przed zagrożeniami zewnętrznymi. W praktyce doktryna ta dała Moskwie strategiczną przewagę w pobliżu granic NATO, jednocześnie pozwalając Łukaszence na korzystanie z parasola nuklearnego na własnym terytorium. Ceną za to była dalsza erozja autonomii Białorusi.

Rosyjskie myśliwce MiG-31K, uzbrojone w hipersoniczne pociski Kinżał, na stałe przebywały już na terytorium Białorusi, utrzymując ukraińską obronę powietrzną w stanie ciągłej gotowości. W grudniu 2024 roku Rosja i Białoruś podpisały Traktat o gwarancjach bezpieczeństwa w ramach Państwa Związkowego. Włączyło ono Białoruś do rosyjskiej strategii odstraszania nuklearnego. A siły rosyjskie, około 2 tys. żołnierzy, w tym jednostki obrony powietrznej i siły powietrzno-kosmiczne, już na stałe stacjonują na Białorusi. Rosyjskie operacje są kontynuowane z kluczowych lokalizacji, takich jak lotniska w Mozyrzu (Bokau) i Ziabrauka. Mińsk potwierdził też plany rozmieszczenia systemu rakietowego Oriesznik; Rosja użyła już tego systemu w atakach na Ukrainę. Jak podkreśla Hanna Lubakowa w raporcie:

„W niecałe trzy lata Białoruś przekształciła się z niechętnego sojusznika w państwo satelickie. Łukaszenka zrzekł się kontroli nad wojskiem i polityką bezpieczeństwa kraju w zamian za poparcie Kremla. W rezultacie Białoruś stała się wysuniętą bazą rosyjskiej agresji – potencjalnie dysponującej bronią jądrową. Ten rozwój sytuacji zmienia wschodnią granicę NATO, próbuje legitymizować wysunięte rosyjskie zasoby nuklearne i znosi granice między suwerennym sojusznikiem a podporządkowanym mu podmiotem. Konsekwencje są drastyczne. Dawne państwo buforowe stało się rosyjską placówką wojskową. Białoruś znajduje się na pierwszej linii frontu wojny Rosji z Ukrainą i Zachodem”.

Faktycznie Rosja już dokonała aneksji Białorusi

Katastrofa, do jakiej doprowadził Łukaszenka Białoruś w imię utrzymania się u władzy, jest też dla nas cenną wskazówką z uwagi na postępującą dewastację instytucji państwa polskiego, co ma zapewnić ekipie 13 grudnia przetrwanie. Thomas Graham, jeden z czołowych analityków Rady Stosunków Zagranicznych (CERF), w raporcie tego wpływowego think tanku wskazuje, jak „Waszyngton musi prowadzić politykę wobec Białorusi, która będzie obejmować ostrożne odnawianie stosunków z Mińskiem, współpracę z Moskwą w celu ograniczenia ryzyka przesadnej reakcji oraz przygotowania do aneksji pomimo wszelkich wysiłków Waszyngtonu, aby temu zapobiec”. Jak podkreśla, „obecna sytuacja stawia przed stosunkami białorusko-rosyjskimi wyjątkowe wyzwania. Rosnące obawy o bezpieczeństwo związane z wojną na Ukrainie, niepewność co do sukcesji po Łukaszence oraz ocieplenie stosunków między Stanami Zjednoczonymi a Białorusią mogą doprowadzić Kreml do wniosku, że bezpieczeństwo Rosji wymaga formalnej aneksji Białorusi w ciągu najbliższych dwóch lat. Taki krok miałby dalekosiężne konsekwencje dla relacji Rosji ze Stanami Zjednoczonymi i Europą, niezależnie od tego, czy aneksja przebiegałaby stopniowo, poprzez włączenie białoruskich instytucji do rosyjskiego systemu administracyjnego, czy też gwałtownie, siłą. W obu scenariuszach stabilność na granicy rosyjsko-zachodniej, rozciągającej się od Morza Barentsa do Morza Czarnego, byłaby dodatkowo zagrożona, a skutki byłyby najbardziej odczuwalne w państwach NATO graniczących z Białorusią: na Łotwie, Litwie i w Polsce”.

Autor zwraca uwagę, że Trump od roku stopniowo odnawia relacje z Białorusią, by wzmocnić autonomię tego kraju. A tym samym ograniczyć możliwość Rosji wykorzystywania Białorusi do wywierania presji na wschodnią flankę NATO. Graham zauważa, iż wpisuje się to „w szerszy schemat działań USA wobec Armenii i Azerbejdżanu na Kaukazie Południowym oraz Kazachstanu i Uzbekistanu w Azji Środkowej, również w celu ograniczenia wpływów Rosji. Waszyngton musi jednak działać ostrożnie. Wyzwaniem jest ograniczenie wpływów Rosji na Białorusi bez prowokowania jej do formalnej aneksji kraju, a jednocześnie przygotowanie się na taką ewentualność”.

Analiza Grahama pokazuje, że pełna aneksja Białorusi przez Rosję nie byłaby dla Kremla skokiem jakościowym, lecz raczej formalizacją procesu, który w dużej mierze już trwa. Autor pisze wprost, że „pod wieloma względami stopniowa aneksja stanowi logiczny punkt końcowy obecnej trajektorii stosunków białorusko-rosyjskich”, a Rosja od lat „stopniowo akumulowała władzę i wpływy na Białorusi”. Z punktu widzenia Polski najważniejsze jest to, że według Grahama Białoruś już dziś przestała być klasycznym państwem neutralnym czy nawet samodzielnym strategicznie. Autor podkreśla, że „Rosja wykorzystuje ten kraj jako wysuniętą bazę operacyjną do projekcji siły na Ukrainę i Europę”, a także rozmieściła tam taktyczną broń jądrową.

Oznacza to, że w sensie wojskowym znaczna część funkcji państwa białoruskiego została podporządkowana rosyjskiej strategii militarnej. Terytorium Białorusi służy rosyjskiej logistyce, szkoleniu, projekcji siły oraz naciskowi psychologicznemu na wschodnią flankę NATO. W praktyce Polska już dziś graniczy nie tylko z Białorusią Łukaszenki, lecz także z rosyjskim obszarem operacyjnym. 

Protektorat wojskowy Federacji Rosyjskiej

Graham uważa jednak, że istnieje różnica między dominacją a formalną aneksją. Obecny model nadal daje Moskwie pewne korzyści strategiczne, ponieważ „utrzymanie Białorusi jako bufora zmniejsza ryzyko bezpośredniego konfliktu zbrojnego z siłami NATO”. Formalne włączenie Białorusi do Federacji Rosyjskiej oznaczałoby likwidację tej strefy pośredniej. Dla Polski skutki byłyby fundamentalne. Graham podkreśla, że „formalna aneksja Białorusi przez Rosję rozszerzyłaby jej wpływy na zachód, w głąb Europy, zwiększając bezpośrednie zagrożenie dla Łotwy, Litwy i Polski”. Kluczowym elementem byłby tu przesmyk suwalski. Autor zaznacza, że Rosja „byłaby w stanie wywierać większą presję na przesmyk suwalski”, czyli wąski pas na granicy polsko-litewskiej, oddzielający obwód królewiecki od Białorusi. Z militarnego punktu widzenia oznaczałoby to możliwość szybszego skoncentrowania rosyjskich sił na granicach NATO i skrócenie czasu reakcji państw zachodnich. Graham pisze wręcz, że rosyjska obecność wojskowa w zachodniej Białorusi „skróciłaby harmonogram decyzyjny Zachodu w przyszłym kryzysie”. Dla Polski oznaczałoby to konieczność utrzymywania permanentnie podwyższonej gotowości wojskowej oraz dalszego wzmacniania infrastruktury NATO na wschodzie kraju.

Jednocześnie analiza pokazuje, że pełna aneksja nie musi oznaczać klasycznej inwazji. Graham opisuje scenariusz „pełzającej aneksji”, polegającej na „stopniowej erozji suwerenności Białorusi: przyjęciu rubla rosyjskiego, pełnej integracji służb bezpieczeństwa, rosyjskiej kontroli nad mediami i edukacją”. W praktyce wiele z tych procesów już zachodzi. Białoruskie bezpieczeństwo strategiczne jest zależne od Rosji, gospodarka pozostaje silnie związana z rosyjską, a aparat siłowy Łukaszenki po 2020 roku przetrwał głównie dzięki wsparciu Kremla. Dlatego można argumentować, że Białoruś nie jest dziś częścią Rosji formalnie, ale w wielu wymiarach funkcjonuje jako rosyjski protektorat wojskowo-polityczny.

Z perspektywy Warszawy szczególnie niepokojący jest fragment, w którym Graham przewiduje, że po aneksji „Polska i państwa bałtyckie niemal na pewno domagałyby się zwiększonej obecności NATO w swoim regionie”. To oznacza, że amerykański analityk zakłada trwałą militaryzację wschodniej flanki oraz długoterminową konfrontację strategiczną między Rosją a NATO. Polska stałaby się jeszcze ważniejszym zapleczem logistycznym i operacyjnym Sojuszu. Najważniejszy wniosek Grahama brzmi więc paradoksalnie: formalna aneksja mogłaby niewiele zmienić w kwestii realnej kontroli Rosji nad Białorusią, ale radykalnie zmieniłaby architekturę bezpieczeństwa Europy. Dziś Moskwa kontroluje Białoruś pośrednio i korzysta z jej statusu bufora; po aneksji granica rosyjska przesunęłaby się politycznie i wojskowo bezpośrednio pod Białystok i Suwałki. Dla Polski oznaczałoby to przejście od sytuacji „zagrożenia pośredniego” do trwałego sąsiedztwa z rozszerzonym rosyjskim teatrem operacyjnym.

Polska odpowiedź na aneksję Białorusi przez Rosję

Udana prowokacja Zełenskiego wobec Polski pokazuje, iż ekipa Tuska nie ma zwartej, długofalowej strategii wobec Ukrainy. Ale też nie jesteśmy zupełnie przygotowani na to, co sugeruje Graham – realną możliwość siłowej aneksji Białorusi przez Rosję nawet w perspektywie dwóch lat. Jak zauważa ten wpływowy analityk CERF: „Nagła aneksja byłaby o wiele bardziej destabilizująca niż stopniowa. Mogłaby wywołać opór społeczny na Białorusi, w tym wśród białoruskiego wojska, i skłonić Ukrainę do ataków na cele na Białorusi, gdy formalnie stałyby się częścią rosyjskiej machiny wojennej. Przymusowa aneksja, zwłaszcza przeprowadzona z widoczną brutalnością, mogłaby spowodować masowy exodus humanitarny w kierunku Łotwy, Litwy i Polski, znacznie zwiększając napięcia wzdłuż granic NATO i zwiększając ryzyko incydentów, które mogłyby wciągnąć w konflikt siły sojuszu”. Dlatego Polska powinna stale monitorować sytuację i ścisle współpracować z USA w kwestii białoruskiej i rosyjskiej.

Istnieje jednak daleko idące niezrozumienie rządu 13 grudnia skali zagrożeń oraz prowadzonej przez Trumpa polityki wobec Białorusi. Ekipa Tuska, po dewastacji instytucji państwa polskiego, jest teraz skupiona wyłącznie na utrzymaniu się za wszelką cenę u władzy, aby nie ponieść odpowiedzialności karnej za skalę nadużyć i łamania prawa. A to powoduje, że nie jesteśmy przygotowani na gwałtowne przyspieszenie wydarzeń na Białorusi. Zamiast tego ekipa Tuska wspiera wypychanie USA z Europy przez Niemcy i Francję i podporządkowuje swoje bezpieczeństwo interesom Berlina. Graham uważa też, iż siłowa aneksja Białorusi potężnie uderzyłaby w NATO, które utknęłoby w próbach wypracowywania skutecznej odpowiedzi. Jego zdaniem wywołałaby ona prawdziwe tsunami w przestrzeni byłego Związku Sowieckiego, szczególnie w Armenii, Gruzji i Mołdawii, które zwróciłyby się do USA i Europy o wsparcie w obliczu potencjalnej agresji. Także Polska – zdaniem Grahama – domagałaby się radykalnego zwiększenia obecności NATO-owskich sił na swoim terytorium. Jego zdaniem „Aneksja skutecznie uniemożliwiłaby (…) jakiekolwiek wynegocjowanie porozumienia w sprawie bezpieczeństwa dla Europy w dającej się przewidzieć przyszłości”.

Nuklearny szantaż polityczny

A Kreml wywiera coraz większą presję strategiczną na Polskę i NATO. Jej elementem jest prężenie nuklearnych muskułów. Od 19 do 21 maja jądrowy strategiczny i taktyczny komponent rosyjskiej armii ćwiczył z białoruskimi siłami użycie taktycznej broni jądrowej. Analitycy OSW – Andrzej Wilk, Witold Rodkiewicz i Kamil Kłysiński – trafnie zauważają, że politycznym celem ćwiczeń było „przywrócenie poczucia strachu wśród europejskich elit i przekonanie ich, że kontynuowanie dostarczania broni Ukrainie doprowadzi do konfliktu zbrojnego z Federacją Rosyjską, w którym ta ostatnia użyje broni nuklearnej”. Ten aspekt jest kluczowy dla Polski. Rosja buduje bowiem wokół Białorusi model tzw. coercive nuclear signaling – nuklearnego szantażu politycznego. Chodzi nie tylko o zdolność użycia broni, lecz także o trwałe oddziaływanie psychologiczne na decyzje NATO. Z perspektywy Moskwy Białoruś staje się wysuniętym bastionem odstraszania nuklearnego wobec Polski, państw bałtyckich i częściowo Niemiec. Samo bowiem rozmieszczenie rosyjskiej broni nuklearnej na Białorusi jest de facto częściową aneksją wojskową. Nie chodzi wyłącznie o obecność głowic, lecz o podporządkowanie białoruskiego terytorium rosyjskiej logice strategicznej – to już nie tylko baza operacyjna, lecz także element rosyjskiego systemu odstraszania jądrowego skierowanego przeciw NATO, w tym głównie Polsce. W praktyce oznacza to, że decyzje o użyciu lub rozmieszczeniu tej broni pozostają całkowicie poza kontrolą Mińska. Łukaszenka może uczestniczyć w ceremoniale politycznym, ale realna kontrola nad arsenałem pozostaje rosyjska.

Tak wygląda klasyczny model podporządkowania strategicznego. Dla bezpieczeństwa militarnego Polski oznacza to radykalne skrócenie czasu ostrzegania i czasu reakcji. Systemy Iskander rozmieszczone na Białorusi mogą razić cele na niemal całym terytorium Polski w ciągu kilku minut. Jeśli dodatkowo brać pod uwagę możliwość użycia pocisków hipersonicznych Kindżał, o których wspomina raport OSW, znaczenie klasycznych procedur ostrzegania strategicznego maleje. Polska staje się państwem frontowym nie tylko w sensie konwencjonalnym, lecz także nuklearnym.
 

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Świat