Sędzia Hakan Olaussen podkreślił, że Polacy przez pół roku pracowali w bardzo trudnych warunkach bez uzgodnionej zapłaty. – Jeden z mężczyzn praktycznie nie otrzymywał wynagrodzenia. Przez pewien czas był tak głodny, że jadł jabłka z sadu oraz karmę dla psów – uzasadnił wyrok Olaussen.
Formalnie 35-latek został skazany za handel ludźmi, mężczyzna ma również zapłacić poszkodowanym łącznie 900 tys. koron odszkodowania (ok. 83 tys. euro). Dwóch jego współpracowników otrzymało kary pozbawienia wolności za pranie pieniędzy w działalności gospodarczej, z czego jeden karę więzienia w zawieszeniu, a drugi - rok i trzy miesiące.
Według Lindy Erhorn ze szwedzkiej policji granicznej, wyrok jest precedensem, będzie stanowić wskazówkę, jakie zachowania prowadzą do skazującego wyroku za przestępstwo handlu ludźmi w związku z wykorzystywaniem pracowników.
Robotnicy niedługo po przybyciu dowiedzieli się od swojego 35-letniego szefa, który ich zrekrutował, że tak naprawdę to są mu winni pieniądze. Długiem miało być sfinansowanie podróży, zakwaterowania i narzędzi. Polacy zeznali, że byli pod stałą kontrolą szefa. Mężczyzna w rzeczywistości najmował pracowników nielegalnie, a ich usługi proponował swoim klientom, których nie brakowało.
Gehenna gastarbeiterów trwała sześć miesięcy, a sprawa wyszła na jaw, gdy w lutym jeden z poszkodowanych Polaków w stanie wyziębienia został znaleziony przez policyjny radiowóz. Mężczyzna bez pieniędzy i dokumentów szedł drogą E65 kilka kilometrów do najbliższego miasta Ystad. Następnie policja przeprowadziła rewizję w gospodarstwie pod Skurup, skąd uwolniono dwóch kolejnych Polaków.