Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Bilans katastrofy rośnie. 469 ofiar, a najgorsze może jeszcze nadejść

Dramatyczny bilans powodzi, która uderzyła w himalajskie rejony Nepalu i Tybetu, rośnie z godziny na godzinę. Według najnowszych danych zginęły już 472 osoby, w tym aż 469 po nepalskiej stronie granicy. Ponad 2,5 tys. mieszkańców i turystów zostało ewakuowanych, a służby nadal poszukują ponad 1,4 tys. osób. Tymczasem chińskie władze ostrzegają przed kolejnym zagrożeniem – istnieje wysokie ryzyko przerwania naturalnej tamy i powstania następnej, potężnej fali powodziowej.

Autor:

Jeszcze w czwartek nepalskie władze informowały o co najmniej 359 ofiarach. Najnowsze dane pokazują, że liczba zabitych jest znacznie wyższa.

Najwięcej ofiar w Ćitwan

Nepalska policja przekazała, że do tej pory odnaleziono 469 ciał w ośmiu dystryktach dotkniętych żywiołem. Najtragiczniejsza sytuacja panuje w dystrykcie Ćitwan, gdzie potwierdzono 178 ofiar.

Akcja ratunkowa trwa. Służby ewakuowały już 1545 osób, a 84 z nich wymagały pomocy medycznej w szpitalach. Nadal nie ma informacji o losie 910 osób. Wśród zaginionych znajduje się 517 cudzoziemców.

Po stronie chińskiej potwierdzono śmierć trzech osób. W mocno zniszczonym powiecie Gyirong ewakuowano 499 mieszkańców oraz 555 turystów. Chińskie służby wciąż poszukują 558 osób, w tym 260 obcokrajowców.

Ratownicy walczą z czasem

Do rejonów dotkniętych kataklizmem skierowano niemal 700 strażaków. W działaniach wykorzystują oni drony oraz psy tropiące. Poważnym problemem pozostaje jednak dotarcie do najbardziej odciętych obszarów. W wielu miejscach drogi zostały zniszczone lub całkowicie zasypane.

Na teren katastrofy transportowane są podstawowe środki potrzebne mieszkańcom – namioty, żywność, woda pitna oraz generatory prądu. Służby próbują jednocześnie odnaleźć osoby, z którymi od momentu przejścia żywiołu nie ma kontaktu.

Chiny ostrzegają przed kolejną falą

Sytuację dodatkowo komplikuje zagrożenie związane z potężnym zbiornikiem wodnym, który powstał w wyniku osuwiska u zbiegu rzek Chhochen Khola i Purepu Tsangpo. Chińskie ministerstwo zasobów wodnych ostrzegło, że naturalna bariera może nie wytrzymać naporu wody.

Według chińskich władz istnieje poważne ryzyko jej przerwania lub przelania się wody przez zaporę. W takim przypadku doszłoby do kolejnej poważnej powodzi na terenach położonych niżej.

W powstałym zbiorniku znajduje się obecnie około 2 mln metrów sześciennych wody. Prognozy wskazują, że w ciągu następnych trzech dni może napłynąć kolejne 3 mln metrów sześciennych. Służby nieustannie obserwują poziom wody i przygotowują scenariusze na wypadek rozerwania naturalnej zapory.

Lawina lodu i błota zmiotła wszystko na swojej drodze

Według amerykańskiego instytutu geologicznego USGS do katastrofy doszło po zawaleniu się wysokogórskiego lodowca. Ogromne masy lodu i gruzu ruszyły w dół zbocza, wypychając przed sobą wodę i powodując gwałtowne wezbranie górskich rzek.

Żywioł miał poruszać się z prędkością około 50 metrów na sekundę. Lawina błotna i skalna przetoczyła się przez obszary przy granicy Nepalu i Chin, niszcząc całe osady.

Akcja ratunkowa jest szczególnie trudna również ze względu na specyfikę regionu. Tybetański Rejon Autonomiczny należy do miejsc, do których zagraniczni dziennikarze mają ograniczony dostęp. Osoby z zagranicy chcące podróżować po tym obszarze muszą uzyskać specjalne pozwolenia, które są rygorystycznie kontrolowane.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, x.com, PAP

NAJNOWSZE Świat