Bohater tragicznej nocy sylwestrowej w Alpach, gdy tylko zorientował się, że doszło do pożaru, natychmiast pobiegł z gaśnicą pod klub i razem z innymi ratownikami zaczął wyciągać z lokalu uwięzione w nim osoby.
Ponieważ dobrze znał to miejsce, od razu skierował się w kierunku tylnego wyjścia. Tam rozgrywała się tragedia. Młodzi ludzie we wszystkich językach wzywali pomocy.
- Tam nie można było normalnie wejść, zaledwie metr, dwa od drzwi zaczęliśmy wyłapywać znajdujące się tam osoby i je wyciągać na zewnątrz
- powiedział Campolo, który leczony jest obecnie w szpitalu w mieście Sion.
Jak wyjaśnił, razem z innymi osobami, wyciągnął z płonącego lokalu co najmniej 20 osób. Uratował między innymi narzeczonego córki swojej partnerki.
- On jest w szpitalu, chyba w Bazylei - zaznaczył.
Dziewczyna uniknęła tragedii, bo zatrzymała się dłużej u swojej matki i, jak dodała, uratowało ją świąteczne ciasto panettone, które postanowiła z nią zjeść.
Campolo dodał: - Mam przed oczami obraz wielu osób ciężko poparzonych.
Zapamiętał, że wiele z tych osób miało ciężko poparzone głowy.
Bilans pożaru to około 40 ofiar śmiertelnych i 119 rannych, w tym około stu ciężko.
W Szwajcarii trwa żałoba narodowa.