Jemeńczycy żądają ustąpienia prezydenta Alego Abd Allaha Salaha, który rządzi krajem od 32 lat (w roku 2006 został wybrany na kolejną siedmioletnią kadencję). Na ulicach tego najbiedniejszego w regionie kraju demonstrowało dziesiątki tysięcy ludzi. Z szacunków wynika, że przeszło połowa obywateli Jemenu musi przeżyć kolejny dzień za kwotę nieprzekraczającą 2 dolarów. Państwo to - zdaniem ekspertów - ma skorumpowany rząd, który tłumi swobody polityczne. Dodatkowym problemem Jemenu jest niedostatek wody. "Prezydent Tunezji odszedł po 20 latach, 30 lat w Jemenie wystarczy", "Nie dla kolejnego mandatu, nie dla dziedziczenia władzy", "Wynoś się Ali, idź tam, gdzie Ben Ali" - to tylko niektóre z haseł demonstracji.
Protesty wywołały niepokój Waszyngtonu ze względu na strategiczne znaczenie tego kraju. Terytorium Jemenu islamscy ekstremiści wykorzystują jako bazę do ataków przeciwko Amerykanom. "USA dążą do rozszerzenia współpracy z tym krajem w walce z zagrożeniem ekstremistycznym" - oświadczyła podczas ostatniej wizyty w Jemenie sekretarz stanu USA, Hilary Clinton.
Protesty w Jemenie to reakcja na ogłoszony przez urzędującego prezydenta projekt zmiany konstytucji, który pozwalałby mu na rządzenie krajem przez kolejne dwie, dziesięcioletnie kadencje. W rzeczywistości w parlamencie znajduje się projekt, który może otworzyć drogę do dozgonnej prezydentury.