55-latek, muzułmanin z okolic Manchesteru, który ma ośmioro dorosłych dzieci, doznał rozległego zawału serca 14 lipca. Leży w szpitalu podłączony do respiratora. Pokarm jest mu podawany przez sondę prosto do żołądka. Według lekarzy mężczyzna ma uszkodzony mózg i „niewielkie szanse na poprawę". Nie reaguje na zewnętrzne bodźce. Dwa dni po jego hospitalizacji szpital wydał nakaz – bez wiedzy i zgody rodziny – by nie reanimować go w przypadku, gdyby jego stan się pogorszył. Po interwencji żony 55-latka nakaz został wycofany. Wtedy do sporu włączył się jednak miejscowy oddział służby zdrowia. Urzędnicy zgadzają się z lekarzami, że dalsze leczenie mężczyzny nie ma sensu. Po pierwsze przedłuża się tylko jego agonię. A po drugie, zdaniem przedstawicieli służby zdrowia, dalsze utrzymywanie go przy życiu jest zbyt kosztowne. Sprawa trafiła do sądu, który ma zadecydować, co byłoby lepsze dla pacjenta – śmierć czy życie w obecnym stanie.
– Dla nas i dla niego życie jest święte – przekonuje rodzina mężczyzny. „Za wcześnie, by skazywać go na śmierć" – napisał jeden z jego synów w liście do sądu. Lekarze są innego zdania. Według nich chory będzie „do końca życia zależny od innych, nawet jeśli wybudzi się ze śpiączki".
Sąd będzie miał twardy orzech do zgryzienia, ponieważ w takich przypadkach trudno o pewną diagnozę. W ostatnich latach nagłośniono kilka przypadków pacjentów, którzy po miesiącach, a nawet latach, nagle wybudzili się ze śpiączki. Niektórzy z nich zostali źle zdiagnozowani przez lekarzy i przez cały czas byli przytomni. 31-letni Brytyjczyk Matthew Taylor obudził się w czerwcu po 10 miesiącach śpiączki, gdy w telefonie usłyszał głos swojej dziewczyny. Matthew zapadł w śpiączkę po wypadku motocyklowym, w wyniku którego doznał pęknięcia czaszki. Lekarze twierdzili, że nigdy się nie obudzi, bo doznał trwałego uszkodzenia mózgu. Przez 23 lata belgijscy lekarze myśleli, że Rom Houben znajduje się w stanie wegetatywnym, ale mężczyzna wybudził się z niej niepodziewanie w 2009 r. Belg cierpiał na zespół zamknięcia (locked-in syndrome), stan, w którym pacjent jest w pełni przytomny i świadomy, lecz nie jest w stanie poruszać się z powodu całkowitego paraliżu niemalże wszystkich mięśni, z wyjątkiem mięśni oczu. W lipcu Brytyjczyk Rich Marsh wybudził się po dwóch latach zamknięcia we własnym ciele, podczas których słyszał, jak lekarze namawiali jego żonę, by odłączyła go od aparatury utrzymującej go przy życiu. – Krzyczałem: Ratunku! Nie! Ja tu jestem! Ale nikt mnie nie słyszał – powiedział Marsh dziennikowi „The Daily Telegraph". Lekarze dawali mu 2 proc. szansy na przeżycie. Podobne szanse przyznają 55-latkowi z Manchesteru.
