„Wobec wszechobecnej przemocy i braku warunków do uprawiania naszego zawodu postanowiliśmy nie informować więcej o działaniach przestępczości zorganizowanej" – poinformowała redakcja „El Mañana" w oficjalnym komunikacie. Gazeta, której główna siedziba znajduje się w Nuevo Laredo, w przygranicznym północnym stanie Tamaulipas, znów stała się celem zamachu bombowego ze strony kartelu narkotykowego (poprzedni był w 2006 r., ciężko ranny został wtedy publicysta gazety Jaime Orozco Tey – przyp. red.). Którego? Na to pytanie trudno odpowiedzieć. O kontrolę nad przemytem narkotyków do sąsiednich USA walczą tu bowiem aż trzy organizacje przestępcze – Gang Los Zetas (składający się z byłych żołnierzy sił specjalnych – przyp. red.), kartel Zatoki Meksykańskiej oraz kartel Sinaloa, kierowany przez Joaquina „El Chapo" Guzmana, który sprawuje władzę nad północą i wschodem Meksyku, m.in. stanami Sinaloa, Baja California, Durango, Sonora i Chihuahua. Nie był to też jedyny zamach na gazetę w Meksyku w ciągu ostatniego tygodnia.
Zaledwie dzień wcześniej nieznani sprawcy ostrzeliwali budynek dziennika „El Norte" w stanie Nuevo León, graniczącym z Teksasem. Także i tu toczy się krwawa walka – między kartelem Zatoki Meksykańskiej i kartelem Sinaloa. Na początku maja policja odkryła tu na poboczu jednej z dróg 49 ciał mężczyzn z odciętymi głowami. W reszcie kraju sytuacja wygląda podobnie. Kartele toczą ze sobą wojnę przy wsparciu skorumpowanych polityków i funkcjonariuszy policji. I nie życzą sobie ingerencji ze strony mediów. Gazety coraz częściej publikują anonimowe artykuły o mafii, czyli bez podania nazwiska autora. W ciągu ostatnich 10 lat bowiem aż 180 dziennikarzy zapłaciło za swoją dociekliwość życiem.
Wielu decyduje się więc na ucieczkę za granicę, im dalej, tym lepiej. Jedną z takich dziennikarek jest 35-letnia Ana Lilia Pérez, z pisma „Contralínea". Perez uciekła do Niemiec po tym, jak nie czuła się już bezpieczna nawet w towarzystwie ochroniarzy. – Otrzymywałam dziennie dziesiątki pogróżek. Miałam dość – mówi w rozmowie z austriackim dziennikiem „Der Standard". Wcześniej przebywała już na emigracji w Brazylii i na Kubie. Za swoją sytuację obwinia byłego prezydenta Felipe Calderona, który dochodząc do władzy w 2006 r., wypowiedział gangom wojnę. Zginęło od tego czasu ponad 60 tys. osób. Mafia jednak nadal ma się dobrze, a przemyt narkotyków kwitnie. Nowy prezydent elekt Enrique Peña Nieto z Instytucjonalnej Partii Rewolucyjnej (PRI) obiecał, że „posprząta" kraj. Perez w to jednak nie wierzy. – Oni w przeszłości już rządzili i byli jeszcze bardziej skorumpowani niż Calderon i jego świta. Jeśli coś się zmieni w Meksyku, to tylko na gorsze – zaznacza.
