Według danych Republikańskiej Komisji Wyborczej w niedzielnej, drugiej turze wyborów prezydenckich Tadić zdobył 46,77 proc. głosów, a jego rywala poparło 50,21 proc. wyborców.
Uprawnionych do głosowania było ponad 6,7 mln obywateli. Jak podało belgradzkie radio B-92, Nikoliciowi sprzyjała niska frekwencja. Do godz. 19 w wyborach wzięło udział 41,5 proc. uprawnionych. Oznacza to, że frekwencja nie przekroczyła prawdopodobnie 46 proc.
- Serbia nie zejdzie ze swej europejskiej ścieżki - zapowiedział Nikolić, odnosząc się do starań Belgradu o akcesję do UE, które niedawno poparł. Jak komentuje jednak agencja AP, wybór lidera nacjonalistów na prezydenta może spowolnić lub wręcz storpedować starania Serbii o wejście do Unii. AFP również poddaje w wątpliwość determinację i szanse Nikolicia na wprowadzenie Serbii do UE. Nazywa też niedzielne głosowanie "wyborczym trzęsieniem ziemi", zważywszy na to, jak nieoczekiwane były takie rezultaty.
Reuters i AFP przypominają, że prezydent elekt był blisko związany z byłym prezydentem Serbii Slobodanem Miloszeviciem, którego ONZ-owski trybunał ds. zbrodni wojennych w byłej Jugosławii oskarżył o wywołanie konfliktów wojennych w Kosowie, Chorwacji oraz Bośni i Hercegowinie. Nikolić był też dawniej wiceprzewodniczącym ultranacjonalistycznej Serbskiej Partii Radykalnej (SRS), której przewodził Vojislav Szeszelj, sądzony obecnie za zbrodnie wojenne przez trybunał w Hadze.
