Hubert Hurkacz, który po problemach zdrowotnych odbudowuje ranking i obecnie zajmuje 55. miejsce na liście ATP, na antypodach po raz pierwszy zmierzył się z 80. w zestawieniu, młodszym o siedem lat Quinnem. Początek spotkania układał się po myśli Hurkacza. W czwartym gemie miał dwa break pointy, lecz nie zdołał ich wykorzystać.
Hurkacz marnował swoje szanse
Quinn, znajdujący się wówczas pod presją, odpowiedział serią dziesięciu wygranych punktów z rzędu. Nie tylko wyszedł z opresji, ale też przełamał Polaka i szybko odskoczył na 4:2. Hurkacz próbował jeszcze odrobić stratę w ósmym gemie, jednak zmarnował cztery kolejne break pointy, a chwilę później Amerykanin zamknął pierwszego seta.
Druga partia była znacznie bardziej wyrównana i zakończyła się tie-breakiem. Przy stanie 5:4 dla Hurkacza Quinn ponownie pokazał świetny tenis, zdobywając trzy punkty z rzędu i obejmując prowadzenie 2:0 w setach. Polak przy piłce setowej pomylił się o milimetry, co wyraźnie odbiło się na jego koncentracji na początku trzeciej odsłony.
Decydujący set przebiegał już pod pełną kontrolą Quinna. Hurkacz nie radził sobie z jego podaniem, zdobywając w gemach serwisowych rywala najwyżej pojedyncze punkty. Co gorsza, serwis Polaka całkowicie się załamał, co szybko przełożyło się na wynik 0:5. Wrocławianin zdołał jeszcze zdobyć honorowego gema, lecz na więcej Amerykanin mu nie pozwolił.
Quinn potwierdza w Melbourne, że świetnie radzi sobie z zawodnikami opierającymi grę na mocnym serwisie. W pierwszej rundzie równie przekonująco pokonał rozstawionego z numerem 23. Tallona Griekspoora 6:2, 6:3, 6:2.
Hurkacz rozpoczął turniej od zwycięstwa nad 45. tenisistą świata, Belgiem Zizou Bergsem — 6:7 (6), 7:6 (6), 6:3, 6:3.