Niemcy ostro skrytykowali decyzję jury o anulowaniu finałowej serii konkursu duetów na igrzyskach w Predazzo. Ich duet – Philipp Raimund i Andreas Wellinger – stracił podium o 0,3 pkt, co według wyliczeń oznacza zaledwie 17 centymetrów.
Burza nad skocznią i burza po konkursie
O ile przez większość zawodów warunki były stabilne, o tyle w ostatniej serii nad skocznią rozpętała się śnieżyca. Po trzech próbach, w tym nieudanym skoku Kacpra Tomasiaka, jury zdecydowało o unieważnieniu rundy i uznaniu wyników po dwóch seriach. Polacy – Tomasiak i Paweł Wąsek – zdobyli dzięki temu srebro, a dyrektor sportowy DSV Horst Huettel nie krył frustracji.
Jestem wściekły. Aplikacje pokazywały, że opady zaraz ustaną, i tak właśnie było. To zostało fatalnie przeprowadzone
– ocenił.
Jego zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłoby powtórzenie serii dla wszystkich. Huettel podkreślał, że chodzi o zasady, nie o sam medal.
Cztery lata temu wyprzedziliśmy Norwegów o pół punktu i nikt nie protestował. Teraz decyzja była po prostu nieprofesjonalna
– stwierdził.
Krytycznie wypowiedział się także trener Stefan Horngacher, który sugerował krótką przerwę w zawodach. Z kolei dyrektor FIS Sandro Pertile bronił decyzji, wskazując na konieczność działania „tu i teraz” oraz ograniczenia czasowe transmisji. Niemcy wracają z Predazzo ze złotem Raimunda na normalnej skoczni. Polacy – z trzema medalami, w tym srebrnym duetów.