New York Knicks pokonali we własnej hali Cleveland Cavaliers 115:104 po dogrywce w pierwszym meczu finału Konferencji Wschodniej NBA. Spotkanie w Madison Square Garden miało dramatyczny przebieg. Knicks dobrze rozpoczęli i na początku drugiej kwarty prowadzili już 11 punktami. Cavaliers odpowiedzieli jednak serią udanych akcji, odrobili straty jeszcze przed przerwą, a w trzeciej kwarcie zbudowali przewagę, która szybko urosła.
Knicks odwrócili losy meczu
Na niespełna osiem minut przed końcem, po rzucie wolnym Jamesa Hardena, goście prowadzili 93:71 i wydawało się, że kontrolują sytuację. Knicks ruszyli jednak do pościgu, napędzani świetną grą Jalena Brunsona. Na 45 sekund przed końcem Landry Shamet trafił za trzy, doprowadzając do remisu 99:99. Oba zespoły zdobyły jeszcze po dwa punkty i konieczna była dogrywka.
W dodatkowych pięciu minutach Cavaliers – mający w nogach wyczerpującą siedmiomeczową serię z Detroit Pistons – zdobyli tylko trzy punkty. Knicks dominowali fizycznie i mentalnie, pewnie zamykając mecz. Brunson zakończył spotkanie z dorobkiem 38 punktów, sześciu asyst i pięciu zbiórek. Mikal Bridges dodał 18 punktów. Wśród pokonanych wyróżnił się Donovan Mitchell (29 pkt), a Evan Mobley zanotował double-double: 15 punktów i 14 zbiórek.
W końcówce nie myśleliśmy o odrabianiu strat. Chcieliśmy docisnąć i podkręcić tempo, żeby złapać energię na kolejną potyczkę
– powiedział Brunson.
Przez trzy kwarty graliśmy świetnie, ale w czwartej Knicks nas zdominowali i pękliśmy
– ocenił trener Cavs Kenny Atkinson. Mitchell dodał, że „zdarzyło się to, co nie miało prawa się zdarzyć”.
Knicks, którzy ostatni raz grali w wielkim finale NBA w 1999 roku, odnieśli ósme zwycięstwo z rzędu w tegorocznym play off. Kolejny mecz – również w Nowym Jorku – odbędzie się w czwartek.