Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Sport

Petarda o wrażliwym sercu. Sylwetka Pawła Fajdka

Kiedy oddał pierwszy rzut, jego największy rywal zaniemówił. Można było właściwie skończyć konkurs. Poprawił o ponad 80 centymetrów swój rekord życiowy i został mistrzem świata. Paweł Fajdek, petarda ze Świebodzic. Wielki facet o wrażl

Kiedy oddał pierwszy rzut, jego największy rywal zaniemówił. Można było właściwie skończyć konkurs. Poprawił o ponad 80 centymetrów swój rekord życiowy i został mistrzem świata. Paweł Fajdek, petarda ze Świebodzic. Wielki facet o wrażliwym sercu. I po wielu przejściach - pisze "Gazeta Polska Codziennie".

Była godz. 12:20, 3 sierpnia 2012 r. Paweł Fajdek miał wtedy zacząć marsz po medal olimpijski na igrzyskach w Londynie. Rozpoczęły się kwalifikacje. Pierwsza próba – spalona. Druga – to samo. Trzecia – minimalny, ale jednak błąd. Trzy spalone próby, brak awansu do finału. Wielki sukces zamienił się w gigantyczną porażkę. – To nie jest koniec świata – powiedział po zawodach Paweł Fajdek, po czym dodał: – Chociaż nie, w tym roku przecież ma być koniec świata.

Rok i 11 dni później na Łużnikach w Moskwie paradował z polską flagą po wygranym konkursie na mistrzostwach świata. Świat się nie skończył. Zaczęła się wielka kariera chłopaka z Dolnego Śląska.

Potrafił się zbuntować

Wszystko ma swój początek w Świebodzicach, mieście w woj. dolnośląskim, które zamieszkuje 23 tys. osób. To tam urodził się Fajdek. – Akurat szpital w Świdnicy był zamknięty, to Paweł urodził się w Świebodzicach – uśmiecha się starosta świdnicki Zygmunt Worsa, wcześniej mocno związany z klubem Zielony Dąb Żarów. To właśnie tam mistrz świata stawiał pierwsze kroki w sporcie.

– Uczyłam w szkole, do której chodził Paweł. Grał na boisku szkolnym w piłkę z kolegami. Obserwowałam go – szybki, dobrze zbudowany, nie odpuszczał. I co najważniejsze, uwielbiał wygrywać. Zaproponowałam mu, żeby zaczął treningi. Przyszedł i tak już został – mówi Jolanta Kumor, jego pierwsza trenerka.

Wszyscy, którzy znają go z tamtych czasów, mówią: wrażliwy chłopak, bezinteresownie pomocny. – Czasami ludzie dziwili się, dlaczego komuś pomaga, kiedy inny nie zwróciłby nawet uwagi. A on już taki jest – mówi Kumor. Z jednej strony wrażliwy, z drugiej miał momenty, że potrafił się zbuntować. Jak każdy nastolatek Fajdek głośno wyrażał swoje niezadowolenie. Potrzebował rozmów. Nakierowania. – Pewnie, że się buntował. Ale bunt to nie tylko zaciśnięta pięść, ale i szeroko otwarte oczy. A Paweł to miał, był bardzo świadomy tego, co chce robić, jak trenować, jak osiągnąć dobre wyniki. Dużo rozmawialiśmy, a Paweł potrzebował takich konwersacji – kontynuuje pierwsza trenerka mistrza świata.

Z Żarowa do Zamościa

Jego pierwszymi poważnymi zawodami były mistrzostwa polski juniorów młodszych. Fajdek, przed ostatnią próbą, był tuż za podium. Jolanta Kumor podeszła do niego i powiedziała: – Tym rzutem zdobędziesz medal. – Wiem – odpowiedział. Wszedł do koła, pocisnął młot bardzo daleko i zdobył brąz. Po zawodach Kumor szczęśliwa z sukcesu powiedziała swojemu podopiecznemu: – Gratuluję, ale wiesz, że ten rzut nie był dobry technicznie, mogłeś zdobyć złoto. – Wiem – znów powiedział Fajdek. – Ale na złoto jeszcze nie jestem gotowy – zakończył.

Złota nie było też w 2008 r., kiedy zajął 4. miejsce na mistrzostwach świata juniorów rozgrywanych w Bydgoszczy. Ale pokazał się, dał znak, że jest chłopak, który może namieszać. Był już wtedy zawodnikiem Agrosu Zamość. Zielony Dąb Żarów, klub, w którym pracował z Jolantą Kumor, nie był w stanie zapewnić mu odpowiednich warunków do treningu, miał problemy finansowe.

– Fajdek znał się z Bartkiem Błachowskim, który był naszym zawodnikiem, Bartek go polecił. Przyszedł z Jolantą Kumor do mojego pokoiku. Uśmiechnięty, wyluzowany. Pomyślałem: „Mamy jednego miotacza, możemy mieć drugiego”. Sześć lat później zbieramy owoce tej decyzji – mówi Konrad Firek, prezes Agrosu Zamość.

W Zamościu trenował ciężko, nie odpuszczał, jak przez całe życie. Wciąż odczuwał potrzebę buntu. Pojawiły się kolczyki, w uchu czy w języku, które ma do dzisiaj. – Nie wiem, skąd te pomysły na kolczykowanie – mówi Firek. – Paweł to fajny i równy chłopak, ciepły, spokojny, zrównoważony – mówi i po chwili dodaje: – Wiadomo, zawsze zdarzają się jakieś sytuacje nerwowe. Ale wtedy wystarczy krótka męska rozmowa i jest po sprawie. Paweł nie szuka zwady.

Cała sylwetka polskiego złotego medalisty w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Sport