Jubileuszowy wyścig powraca do korzeni Wielkiej Pętli. Po raz pierwszy od dziesięciu lat trasa przebiega wyłącznie po terenie Francji. Start odbędzie się na Korsyce. Wyspa jeszcze nigdy nie gościła kolumny stuletniego wyścigu. Kolarze będą mieli do pokonania 28 wzniesień kategorii drugiej, pierwszej i najwyższej, co oznacza, że jest ich trzy razy więcej niż w 2012 r. Po raz pierwszy w historii kolarze aż dwukrotnie podczas jednego etapu będą się wspinali pod Alpe d’Huez, słynne wzniesienie, które przeszło już do historii Tour de France.
Faworyci do zwycięstwa są znani, zapewne w gronie 3–5 nazwisk rozstrzygnie się walka o żółtą koszulkę lidera, którą zwycięzca włoży na Polach Elizejskich. Do Tour de France wraca Alberto Contador, zwycięzca w wyścigach z 2007 i 2009. Po dwóch latach dyskwalifikacji powraca do rywalizacji. Nazywany przez niektórych najlepszym górskim kolarzem na świecie powalczy o zwycięstwo w Pętli z Chrisem Froomem, Alejandro Valverde czy Cadelem Evansem. – Myślę, że to będzie bardzo ciężki trzytygodniowy wyścig. Nie można w kontekście wygranej rozpatrywać tylko dwóch nazwisk – mojego i Froome’a. Zawsze są też młodzi kolarze, którzy poprawiają swoją formę i umiejętności. Także Alejandro Valverde potrafi znakomicie jechać przez trzy tygodnie. Cadel Evans też wygrał już w swojej karierze Tour. Trzeba brać to wszystko pod uwagę – powiedział hiszpański kolarz.
Największą stratą tegorocznego Tour de France jest nieobecność Bradleya Wigginsa, triumfatora Wielkiej Pętli z 2012 r. Brytyjczyk przed sezonem zapowiadał, że najważniejszym wyścigiem w tegorocznym sezonie będzie dla niego Giro d’Italia. 17 maja przed startem 13. etapu musiał zrezygnować z dalszej rywalizacji, w związku z infekcją płuc. Z powodu choroby nie będzie w stanie wystartować też we Francji. Co ciekawe, informacja ta ucieszy polskich kibiców, Wiggins bowiem na 99 proc. wystartuje w tegorocznym Tour de Pologne.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"