Niezależna.pl: Dlaczego powstała Fundacja Instytut Polski Suwerennej i dlaczego potrzebowaliście zewnętrznego finansowania?
Zbigniew Ziobro: W 2023 roku przegraliśmy wybory. Solidarna Polska jeszcze wcześniej była odrębnym bytem politycznym, potem połączyliśmy się z PiS. Po tym połączeniu mieliśmy gwarancję, że otrzymamy środki finansowe na prowadzenie naszej działalności. Okazało się to niemożliwe, mimo korzystnego orzeczenia Sądu Najwyższego i mimo decyzji Państwowej Komisji Wyborczej. Tusk okradł z należnych pieniędzy PiS suto wypłacając swojej partii i koalicjantom budżetowe pieniądze.
Znaleźliśmy się w sytuacji dramatycznej, bo wielu osobom z naszego środowiska blokowano konta, zabierano pieniądze, przedstawiano bezpodstawne, motywowane politycznie zarzuty. To wszystko wymagało obrony a więc też pieniędzy.
Potrzebowaliśmy środków na walkę prawną i medialną z autorytarnymi działaniami dzisiejszej władzy.
Najbliższym współpracownikom Donalda Tuska prokuratura stawiała poważne zarzuty korupcyjne i majątkowe. Dotyczyło to m.in. Sławomira Nowaka, Stanisława Gawłowskiego, Romana Giertycha, Tomasza Grodzkiego czy Włodzimierza Karpińskiego. Zarzucano im, że popełniając przestępstwa, sami się wzbogacali.
Mnie ani Marcinowi Romanowskiemu, mimo goebbelsowskiej propagandy i morza kłamstw, nikt nie zarzuca, że przyjęliśmy dla siebie choćby jeden grosz.
W przeciwieństwie do tamtych nie kradliśmy. Dlatego postanowiliśmy uczciwie i zgodnie z prawem pozyskać środki na działalność Fundacji.
Fundacja Instytut Polski Suwerennej powstała właśnie po to, aby realizować swoje cele statutowe i legalnie pozyskiwać na nie środki. Aby bronić podstawowych wartości i realizować cele programowe.
Mieliśmy przygotowany dobry plan pozyskiwania środków pod szyldem fundacji z zaangażowaniem bardzo silnych, naszych mediów społecznościowych. Niestety w partii zapadła decyzja, że nie możemy jako fundacja prowadzić takiej działalności. Długo starałem się zmienić zdanie kierownictwa PiS, ale bezskutecznie. Po odmowie, poważnie rozważałem sprzedaż nieruchomości w Jeruzalu i w ten sposób sfinansować działalność fundacji, ale przekonano mnie żebym od tego pomysłu odstąpić.
Od początku obowiązywała prosta zasada. Finansowanie ma być jawne, transparentne i, co oczywiste, zgodne z prawem.
Niezalezna.pl: Ostatecznie pieniądze przyszły od biznesmena związanego z branżą kryptowalut. Pan przez lata był ministrem sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym. Nie zapaliła się Panu czerwona lampka?
Zbigniew Ziobro: Oczywiście, że podszedłem do tego ostrożnie. Przemysława Krala wcześniej nie znałem. Nie znałem również Zondacrypto. O nim i o możliwości wsparcia finansowego powiedział mi Artur Chodziński, były wysoki funkcjonariusz CBA, którego znałem, ceniłem i uważałem za osobę wiarygodną.
Niezalezna.pl: Czyli to Artur Chodziński przyprowadził do pana Krala?
Zbigniew Ziobro: To on przedstawił mi tę możliwość. Krala opisał jako adwokata i poważnego przedsiębiorcę, a Zondacrypto jako największą w tej części Europy firmę tego rodzaju, działającą legalnie od lat nie tylko w Polsce, ale również w wielu innych krajach europejskich.
Mówił o jej ogromnym zaangażowaniu w sponsoring, mecenat, reklamę i działalność dobroczynną. O wspieraniu sportowców i wielu klubów, między innymi Juventusu Turyn. O przedsięwzięciach związanych z Jerzym Owsiakiem. Jeśli dobrze pamiętam, wspominał nawet o finansowaniu inicjatyw w szwajcarskim Davos czy amerykańskiego CPAC. Informował mnie też, że firma prowadziła duże kampanie reklamowe w największych mediach, w tym w TVN i Polsacie. Dodawał, że od pewnego czasu prowadzi również spory sądowe z TVN, z różnym skutkiem.
Chodziński powiedział mi, że Przemysław Kral bardzo wysoko ocenia moją działalność jako Prokuratora Generalnego, zwłaszcza rozbicie mafii VAT-owskich i walkę ze zorganizowaną przestępczością. Według jego relacji bardzo krytycznie oceniał obecną władzę: jej nieudolność, a zarazem bezczelne łamanie zasad prawa, także wobec mnie i mojego środowiska. Padały nawet słowa, że uważa Tuska za przestępcę. Z powodów ideowych i własnych przekonań miał więc chcieć wesprzeć działalność mojego środowiska.
Niezalezna.pl: I biznesmen po prostu chciał dać wam kilkaset tysięcy złotych? Bez żadnego interesu?
Zbigniew Ziobro: Właśnie dlatego o to pytałem. Od początku słyszałem jasno: pomoc ma być całkowicie bezinteresowna. Kral niczego w zamian nie oczekuje.
Już podczas pierwszej rozmowy dałem do zrozumienia, że raczej nie będziemy zainteresowani. Podziękowałem za propozycję, ale powiedziałem, że muszę ją przemyśleć. Nie podjąłem żadnej decyzji. Zostawiłem sobie czas do namysłu.
Niezalezna.pl: Ale potem zmienił pan zdanie.
Zbigniew Ziobro: Po około trzech miesiącach wróciłem do tej propozycji, bo Fundacja potrzebowała pieniędzy. Tak jak wspomniałem, mieliśmy przygotowany szerszy system pozyskiwania środków, ale z powodów politycznych, mimo wielu starań, nie uzyskaliśmy zgody na jego uruchomienie, w dobrze przemyślanej i zaplanowanej formule.
Natomiast zanim się zgodziłem, kilka razy chciałem się upewnić co do jednej rzeczy: czy deklaracja o bezinteresowności Krala jest prawdziwa. Czy może nie oczekuje on jakiegokolwiek działania w jakichś konkretnych sprawach? Czy rzeczywiście jest to wsparcie bezinteresowne? Czy nie kryją się za nim jakieś inne cele albo warunki? Za każdym razem otrzymywałem jednoznaczne zapewnienie, że nie ma żadnych takich oczekiwań.
Niezalezna.pl: Pytał pan Krala?
Zbigniew Ziobro: Rozmowy w tej sprawie prowadziłem z Arturem Chodzińskim. Nigdy nie rozmawiałem osobiście z Kralem.
Niezalezna.pl: Czyli człowieka, od którego ostatecznie przyjęliście fundusze, pan wcześniej nie znał, a zapewnienie, że niczego od pana nie chce, dostał pan od pośrednika?
Zbigniew Ziobro: Ale na tym nie poprzestałem. Chciałem dowiedzieć się więcej o Zondacrypto. Byłem wtedy politykiem opozycji, nie dysponowałem służbami ani aparatem państwa. Mogłem opierać się na informacjach publicznych i na informacjach, które do mnie docierały.
Z nich wynikało, że Zondacrypto już za rządów Donalda Tuska współpracowała z poważnymi instytucjami państwa – Komendą Główną Policji, Centralnym Biurem Zwalczania Cyberprzestępczości a nawet z samą prokuraturą kierowaną przez Bodnara i Korneluka.
Docierały do mnie też z czasem kolejne informacje o współpracy tej firmy z Ministerstwem Finansów, Krajową Administracją Skarbową czy Krajową Szkołą Skarbowości.
W latach 2024–2025 firma uczestniczyła też w wydarzeniach i konferencjach z prominentnymi przedstawicielami Ministerstwa Finansów, KNF czy Giełdy Papierów Wartościowych. Były również szkolenia z udziałem organów ścigania, służb skarbowych i administracji finansowej.
Organy państwa mają nieporównanie większe możliwości weryfikowania przedsiębiorców niż niewielka fundacja. Mają też obowiązek weryfikować podmioty, z którymi współpracują, zwłaszcza kiedy ta współpraca jest ścisła i medialna.
Do tego Zondacrypto współpracowała z dużymi mediami, klubami sportowymi, organizacjami społecznymi i innymi poważnymi podmiotami. Największe media przyjmowały od niej duże budżety reklamowe. Wszystko to tworzyło obraz dużego, legalnie działającego przedsiębiorstwa obecnego w życiu gospodarczym i publicznym.
Niezalezna.pl: Wiedział pan wtedy, że Zondacrypto albo osoby z nią związane pojawiały się wcześniej w zainteresowaniu prokuratury?
Zbigniew Ziobro: Nie. W latach 2015–2023, kiedy byłem ministrem sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym, nie posiadałem wiedzy o postępowaniach dotyczących Przemysława Krala, BitBay, Zondacrypto ani związanych z nimi osób czy spółek. Rynek kryptowalut był dla mnie zresztą obszarem zupełnie nieznanym. Nie zajmowałem się nim ani jako polityk, ani jako Prokurator Generalny.
Niezalezna.pl: Skąd uzyskał pan informacje o postępowaniu dotyczącym Zondacrypto?
Zbigniew Ziobro: O procesach z TVN wspomniał w rozmowie Artur Chodziński. Natomiast długo po zakończeniu przeze mnie pełnienia stanowiska Prokuratora Generalnego dotarła do mnie informacja o decyzji dotyczącej tej firmy, podjętej w 2024 roku przez prokuraturę kierowaną już przez Adama Bodnara. Według przekazanych mi informacji była ona korzystna dla Zondacrypto i pana Krala, a obszerne uzasadnienie miało bardzo pozytywnie oceniać sposób funkcjonowania spółki. Obrazowo mówiąc, przedstawiano to jako „laurkę” dla firmy.
Znaczenie miało dla mnie również to, że – jak się dowiedziałem – jeszcze za moich czasów sprawę prowadził prokurator, który mnie osobiście zwalczał i należał do środowiska bardzo krytycznego wobec mojej działalności jako Prokuratora Generalnego. Bliski kolega pani prokurator Wrzosek. I to właśnie on ostatecznie tę decyzję podjął.
Niezależna.pl: Ile Fundacja dostała od Krala?
Zbigniew Ziobro: Z tego, co wiem, 450 tysięcy złotych, ale nie od Zondacrypto a od kancelarii prawnej należącej do mec. Krala. Powodem była zapewne bardzo mocno podkreślana przeze mnie w rozmowie z panem Arturem Chodzińskim legalność i jawność przekazywania środków. W sprawie konkretnych sum opieram się na informacjach Piotra Ciepluchy. On dysponuje dokumentacją i dostępem do rachunków Fundacji. Ja obecnie przebywam za granicą i takiego bieżącego dostępu nie mam. Jerzy Owsiak, na przykład dostał od firmy Krala około 500 tysięcy.
Niezależna.pl: Zondacrypto działała na rynku, a w tym czasie w Sejmie toczyły się prace nad ustawą dotyczącą kryptowalut.
Zbigniew Ziobro: Nie wiedziałem o tym. Ani wtedy, kiedy przedstawiono mi propozycję wsparcia, ani później, kiedy pieniądze wpłynęły do Fundacji. Tym bardziej nie wiedziałem, że projektowane przepisy mogą mieć jakikolwiek związek z Zondacrypto.
Niezalezna.pl: Był pan wtedy posłem.
Zbigniew Ziobro: Ale moja aktywność parlamentarna była w tym okresie bardzo ograniczona. Przez wiele miesięcy przechodziłem ciężkie leczenie zaawansowanej choroby nowotworowej, później intensywną rehabilitację. Z publicznie znanych powodów przez znaczną część tego czasu nie uczestniczyłem w pracach Sejmu, a później uczestniczyłem w nich w ograniczonym zakresie.
Niezależna.pl: Kiedy więc pojawiły się wątpliwości?
Zbigniew Ziobro: Kiedy dotarło do mnie, że są zastrzeżenia wokół procesu legislacyjnego dotyczącego kryptowalut, kiedy zrobiła się publiczna burza. W mediach pojawiły się zarzuty dotyczące możliwego wpływania Zondacrypto na proces legislacyjny. Firma temu zaprzeczała, ale niezależnie od tego uznałem, że sprawę trzeba wyjaśnić.
Wtedy gdy dowiedziałem się, że mogą być kolejne wpłaty. Rozmawiałem telefonicznie z Arturem Chodzińskim i powiedziałem mu jasno, że do czasu wyjaśnienia sprawy nie chcemy żadnych kolejnych pieniędzy od Przemysława Krala ani jego kancelarii.
Niezależna.pl: O jakich pieniądzach mówimy?
Zbigniew Ziobro: Nie wiem, Kral chciał nam przelać podejrzewam kolejne kilkaset tysięcy złotych w grudniu 2025 roku. I ja wtedy uprzejmie, ale kategorycznie powiedziałem, że tych pieniędzy nie możemy przyjąć.
Niezależna.pl: Jak pan ocenia sytuację, w której prokurator jedzie za granicę w sprawie potencjalnego świadka koronnego - Krala? Tak wygląda normalne pozyskiwanie świadka do współpracy?
Zbigniew Ziobro: Samo nakłanianie świadka do współpracy jest oczywiście w ramach polskich reguł prawnych możliwe. Natomiast tutaj sytuacja jest, moim zdaniem, więcej niż podejrzana. Może wskazywać na zawieranie jakiegoś dealu, na namawianie do działań, które mogłyby być nawet bezprawne i służyć celom politycznym.
Dochodzenie sprawiedliwości jest obowiązkiem władzy. Trzeba ustalić sprawców, odnaleźć wyprowadzone pieniądze i odzyskać je dla pokrzywdzonych. I temu powinna służyć instytucja świadka koronnego.
Jeżeli zamiast tego główny podejrzewany o skrzywdzenie ludzi otrzymuje komfort bezkarności i możliwość ukrycia milionów za granicą tylko dlatego, że stał się politycznie użyteczny, to czy to jest sprawiedliwość? To desperacja władzy walczącej o własną przyszłą bezkarność. Oni sami coraz wyraźniej czują na plecach oddech nadchodzącej odpowiedzialności. Stąd polityczne igrzyska za wszelką cenę, i wiele dziś wskazuje, nawet kosztem ofiar i odzyskania ich pieniędzy ukrytych zapewne na zagranicznych kontach.
Polityczna użyteczność nie może być walutą, za którą kupuje się bezkarność w wielkiej aferze. Jeśli ściganie sprawców i pieniędzy przegrywa z interesem rządzących, trzeba nazwać rzecz po imieniu: to staje się kolejną aferą tego rządu.
Niezależna.pl: Na jakiej podstawie mówi pan o możliwym „dealu”?
Zbigniew Ziobro: Jeżeli uczestniczą w tym ludzie będący politycznymi graczami, jeżeli uczestniczy w tym Roman Giertych razem z prokuratorem, którego relacje z nim budzą pytania, to z prawnego punktu widzenia taka sytuacja musi rodzić bardzo poważne zastrzeżenia. Jeżeli dodatkowo towarzyszyłyby temu obietnice dotyczące zwolnienia z odpowiedzialności karnej za realny i o wielkiej skali kryminalny proceder, za krzywdę wyrządzoną ludziom czy za oszustwa, tylko po to, aby uzyskać zeznania korzystne dla określonych interesów politycznych, to niewykluczone, że mielibyśmy do czynienia nawet z przestępstwem. Ale podkreślam: mówię o sytuacji, o której musimy się więcej dowiedzieć.
Niezależna.pl: Czy uważa pan, że przyjęcie 450 tysięcy złotych od Krala było właściwą decyzją?
Zbigniew Ziobro: Mając dzisiejszą wiedzę dziesiątki firm, fundacji, mediów czujących się poszkodowanymi tą sytuacją nie podjęło by zapewne takiej decyzji. Co oczywiste my również. Cała sprawa jest w istocie prosta. Nie znałem wcześniej Przemysława Krala ani Zondacrypto. Oferta wsparcia została mi przedstawiona jako całkowicie bezinteresowna. Sumy były przekazane jawnie, zgodnie z prawem i transparentnie, pod pełną kontrolą i wiedzą organów podległych państwu pod okiem Donalda Tuska. Kilka razy upewniałem się, że darczyńca nie oczekuje niczego w zamian. Nie składaliśmy żadnych zobowiązań dotyczących jego spraw.
Przed przyjęciem pieniędzy sprawdziłem dostępne mi informacje o firmie. Wskazywały na jej szeroką współpracę z instytucjami państwowymi i organami ścigania, także już za rządów Donalda Tuska, a również z poważnymi podmiotami gospodarczymi, największymi mediami i dużymi organizacjami.
Nie wiedziałem o postępowaniach prokuratorskich dotyczących Zondacrypto w okresie, gdy byłem Prokuratorem Generalnym, i nigdy w nie nie ingerowałem. Nie wiedziałem również o pracach nad ustawą dotyczącą kryptowalut, kiedy przedstawiono propozycję wsparcia i zaczęły wpływać środki.
A kiedy pojawiły się publiczne wątpliwości dotyczące możliwego związku Zondacrypto z procesem legislacyjnym, powiedziałem jasno: żadnych dalszych wpłat do czasu wyjaśnienia sprawy.
Niezależna.pl: Jak pan ocenia rolę państwa i jego instytucji w sprawie Zondacrypto?
Zbigniew Ziobro: Zanim wybuchła afera, Donald Tusk od dwóch i pół roku jako premier odpowiadał za służby specjalne, aparat skarbowy, instytucje kontroli finansowej oraz nielegalnie przejętą prokuraturę. Dlaczego nie zadziałały na czas? Dlaczego nikogo nie ostrzeżono?
Nie ostrzeżono inwestorów, olimpijczyków, mediów ani fundacji. Przeciwnie – już po wybuchu afery sam Tusk występował publicznie z logo Zondacrypto i chwalił się tym na X. Był luty 2026 roku. Co więcej, za jego rządów prokuratura umorzyła postępowanie w tej sprawie, wystawiając Zondacrypto wręcz laurkę. Jak w tej sytuacji Tusk może uciekać od pytania o własną odpowiedzialność?
Pokrzywdzeni są przede wszystkim inwestorzy, których państwo nie ostrzegło i nie uchroniło przed stratami. Poszkodowane są także WOŚP, TVN, nasza Fundacja i dziesiątki innych podmiotów. Nikt rozsądny nie uwierzy, że świadomie brałyby pieniądze od firmy, wiedząc o jej przestępczej działalności i wystawiając na szwank własną reputację. Skoro państwo wiedziało, a milczało, nie może dziś zrzucać odpowiedzialności na tych, których samo pozostawiło bez ostrzeżenia.
Jeśli Tusk wiedział – jak w sprawie Amber Gold – odpowiada za spóźnioną reakcję. Jeśli nie wiedział – odpowiada za kompromitującą nieskuteczność podległego mu aparatu państwa. W obu przypadkach odpowiedzialność polityczna prowadzi prosto do premiera.
Za pierwszych rządów Tuska Polacy tracili pieniądze w aferze Amber Gold. Tusk wrócił na stanowisko premiera i państwo znów nie zadziałało na czas. Ten sam premier. Ta sama bezradność państwa. I znów rachunek płacą inni. Przypadek? Coraz trudniej w to uwierzyć.