W wyniku zderzenia karetki pogotowia z samochodem osobowym 2 grudnia w Ostrowie Wlkp. zginął 71-letni kierowca opla. Prokuratura Rejonowa w Ostrowie Wlkp. – jak wyjaśnił rzecznik prasowy Maciej Meler – przeanalizowała zapisy nagrań logów GPS z karetki i przesłuchała świadków.
Stwierdzono, że ambulans w momencie zdarzenia nie był pojazdem uprzywilejowanym.
"42-latek, jadąc z nadmierną prędkością, gdzie obowiązuje ograniczenie do 50 km/godz. i bez włączonych sygnałów dźwiękowych, podjął manewr wyprzedzania, czym doprowadził do zderzenia z innym pojazdem"
– powiedział rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wlkp.
Dodał, że konieczna będzie jeszcze rekonstrukcja zdarzenia i opinia biegłego.
Kierowcą ambulansu był ratownik z ponad 20-letnim stażem pracy. 42-latek nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składnia wyjaśnień. Grozi mu do 8 lat więzienia.
Pracownicy ostrowskiego SOR kilka dni po wypadku zwołali konferencję prasową. Wyrazili wtedy żal z powodu śmierci mężczyzny. Wypowiedzieli się także w sprawie hejtu, który pojawił się w sieci na temat kierowcy i ratowników medycznych.
Koledzy mężczyzny zaapelowali o szacunek dla pracy, jaką wykonują każdego dnia.
Nazywani jesteśmy "psychopatami" i "mordercami w karetkach". Trudno jest się nam z tym zgodzić. Tym bardziej że tylko w tym roku nasze karetki jeżdżące w systemie państwowego ratownictwa medycznego wyjechały ponad 9 tysięcy razy. Transport medyczny to kolejne 8 tysięcy wyjazdów. To ludzie, którzy codziennie przychodzą do pracy, codziennie jeżdżą udzielać pomocy, ratować życie. Często jedziemy na sygnale, ryzykując własne życie, bo jedziemy ratować je komuś innemu
– powiedział na konferencji Wojciech Kornaszewski z ostrowskiego pogotowia ratunkowego.