Były poseł PO Janusz Dzięcioł zginął w ubiegły piątek rano w wypadku na przejeździe kolejowym w Białym Borze k. Grudziądza.
"Ten przejazd przez tory kolejowe jest bardzo niewygodny, jest to lewoskręt od drogi krajowej nr 55 i jest nieco pod górkę. Widoczność w tym miejscu jest utrudniona" - mówił w dzień wypadku sołtys Białego Boru Jerzy Czapla. Dodawał, że zarówno on, jak i były poseł Janusz Dzięcioł byli orędownikami zamknięcia tego przejazdu i rozmawiali o tym - nawet kilka dni przed wypadkiem.
PKP Polskie Linie Kolejowe poinformowały, że gmina Grudziądz nie występowała o zmiany organizacji przejazdu kolejowego, na którym zginął Dzięcioł. Rozmowy z samorządem dotyczyły innych przejazdów na trasie Grudziądz-Kornatowo.
"Muszę z przykrością powiedzieć, że mój przyjaciel Janusz Dzięcioł na początku był przeciwnikiem zamknięcia przejazdu w okolicy swojego domu. Sytuacja się zmieniła po kilku miesiącach i udało mi się go przekonać do koncepcji poprowadzenia drogi asfaltowej wzdłuż linii kolejowej Toruń - Grudziądz, która wiodłaby do przejazdu kolejowego ze szlabanami"
- wskazał wójt gminy Grudziądz Rodziewicz.
Dodał, że być może mieszkańcy Białego Boru rozmawiali o zamknięciu tego przejazdu, ale do niego żadne pismo ani żaden sygnał nie wpłynął.
"Nie było żadnego pisma, które wskazywałoby na konieczność zamknięcia tego przejazdu kolejowego" - wskazał wójt. Podkreślił, że od dawna jest jednak "orędownikiem zamykania niestrzeżonych przejazdów kolejowych", ale od lat napotyka na trudności przy próbach likwidacji takich przejazdów kolejowych w gminie. A takich skrzyżowań dróg ze szlakami kolejowymi jest tam aż 10.
Rodziewicz zwrócił uwagę na to, że na przejeździe, na którym zginął były poseł Dzięcioł, nadal może być niebezpiecznie.
"Janusz kilkakrotnie przejeżdżał przez przejazd w ciągu dnia. Ta jazda była cykliczna. W dniu, w którym zginął, świeciło słońce, które mogło ograniczyć mu widoczność. Byłem tam o tej samej godzinie na drugi dzień i tak świeciło, że nic nie było widać. Pojazd szynowy jeździ tam 80 km/h, więc nie zatrzyma się, gdy samochód wjedzie na przejazd"
- mówił Rodziewicz.
Podkreślił, że ws. przejazdu kolejowo-drogowego, na którym zginął poseł Dzięcioł, rozmawiał już z przedstawicielami GDDKiA oraz PLK.
"Zaproponowałem alternatywne rozwiązanie, które umożliwiłoby zamknięcie tego przejazdu i jeszcze innego w okolicy - także niestrzeżonego. Trzeba po prostu wrócić do dawnej koncepcji i wybudować drogę wzdłuż linii kolejowej Toruń - Grudziądz, która będzie wiodła do przejazdu ze szlabanami. GDDKiA jest wstępnie za, ale pod warunkiem, że wszystkie strony - w tym również PLK - porozumieją się w tym zakresie, także w kwestii partycypacji w kosztach. Nie możemy przejść do porządku dziennego nad śmiercią człowieka, który przyczynił się m.in. do rozwoju prawodawstwa w Polsce czy lokalnych klubów sportowych"
- powiedział wójt.
Rzecznik prasowy bydgoskiego oddziału GDDKiA Tomasz Okoński powiedział, że GDDKiA jest otwarta na trójstronne rozmowy w tej sprawie.
"Wszystko musi się jednak odbyć w porozumieniu. Jeżeli PKP chciałoby zmienić zabezpieczenia tego przejazdu, to musi to uzgodnić z nami, tak, żeby nasze działania w ramach infrastruktury drogowej były kompatybilne. Jeżeli będzie rozważana koncepcja alternatywnej drogi wzdłuż linii kolejowej - także musi być to poprzedzone rozmowami wszystkich stron, a także analizą w zakresie wpływu zmian na korzystanie z infrastruktury drogowej przez mieszkańców Białego Boru i okolic"
- dodał Okoński.
Karol Jakubowski z Zespołu Prasowego PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. nie potwierdza takich rozmów.
- poinformował przedstawiciel PKP PLK S.A. w komunikacie przesłanym 13 grudnia.
Sekcja zwłok byłego parlamentarzysty przeprowadzona została w poniedziałek. "Przyczyną zgonu był uraz czaszkowo-mózgowy" - powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Toruniu Andrzej Kukawski.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że były poseł Dzięcioł miał wjechać na przejazd kolejowy pomimo świecącego się czerwonego pulsującego światła.
Janusz Dzięcioł 11 grudnia skończyłby 66 lat. Posłem był w latach 2007-2015. W 2001 roku wygrał pierwszą polską edycję programu Big Brother. W swojej karierze zawodowej był m.in. szefem straży miejskiej w Świeciu.