Dawid Kacprzyk, działacz Koalicji Obywatelskiej, który w Szpitalu Południowym w Warszawie zarobił bez specjalizacji 1,6 mln zł jako koordynator SOR i zorganizował salonik VIP dla innych działaczy KO, by bez kolejki mogli przechodzić badania, właśnie jeździ po Polsce. Stara się znaleźć placówkę, w której mógłby dokończyć specjalizację. Z naszych informacji wynika, że dotychczas nie został przesłuchany. Aferę szpitalną, w którą według dowodów zebranych przez dziennikarzy zaangażowani byli czołowi politycy Koalicji Obywatelskiej, wyjaśnia prokuratura.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil i kliknij „Obserwuj w Google”
Prokuratura Okręgowa w Warszawie pod koniec czerwca wszczęła dwa śledztwa. Jedno dotyczy „niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie nie mniejszej niż 558 558,70 zł”, czyli pieniędzy, które wyłudził Kacprzyk, drugie zaś dotyczy niedopełnienia obowiązków przez osoby odpowiedzialne za nadzór nad pracą szpitala i nad samym szpitalem (ten sprawuje prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski).
Śledztwo bez zakłóceń?
Niedługo miną trzy miesiące od wszczęcia tych postępowań. Dlatego „Codzienna” zapytała prokuraturę o to, czy Dawid Kacprzyk został już przesłuchany w śledztwach dotyczących Szpitala Południowego, a jeśli nie – kiedy można spodziewać się jego przesłuchania. Czy prokuratura wykonała inne czynności dotyczące Dawida Kacprzyka, np. przeszukania, zabezpieczenie urządzeń elektronicznych, bilingów, maili itp.? Ile osób dotychczas zostało przesłuchanych w obu śledztwach? Kto usłyszał już zarzuty?
Rzecznik Prokuratury Okręgowej Piotr Skiba odpowiedział:
„Zgodnie z informacjami przekazanymi na pierwszej konferencji prasowej w sprawach Szpitala Południowego, gdzie zaznaczaliśmy, że pierwsze ustalenia będzie można podać po czterech miesiącach od wszczęcia śledztwa, informuję, że nie udzielamy szczegółowych odpowiedzi na pytania w sprawach Szpitala Południowego. Wstępny komunikat z podsumowania dotychczasowego śledztwa planowany jest na pierwszą połowę października. Z informacji uzyskanych od referentów wnioskuję, że śledztwo posuwa się sprawnie i bez zakłóceń”.
Czegokolwiek na temat śledztwa dowiemy się więc najwcześniej pod koniec października.
– Ta odpowiedź rozmija się z istotą zadanych pytań. Nikt nie oczekuje dziś ujawniania ustaleń śledztwa ani informacji objętych tajemnicą postępowania. Pytania dotyczą wyłącznie sprawności jego prowadzenia: jakie czynności zostały wykonane, czy przesłuchano najważniejszych świadków, zabezpieczono dokumentację i powołano biegłych oraz czy nie występują opóźnienia? W sprawie o tak dużym znaczeniu społecznym prokuratura powinna zachować niezbędną poufność, ale nie może zasłaniać się nią przed udzieleniem podstawowych informacji o tempie i organizacji postępowania. Społeczeństwo ma prawo wiedzieć, czy organy państwa działają rzeczywiście sprawnie, a nie tylko przyjmować takie zapewnienie na wiarę
– komentuje stanowisko prokuratury poseł PiS Marcin Warchoł. Dodaje, że jest całkowicie niezrozumiałym i graniczącym z celową opieszałością fakt, że Dawid Kacprzyk (co jest tajemnicą poliszynela) nie został do tej pory przesłuchany, a także że nie zabezpieczono bilingów czy urządzeń elektronicznych zawierających wykaz rozmów np. w komunikatorach itd.
– To wszystko są działania, na które nie potrzeba zgody sądu. O nich decyduje prokurator, a tego nie zrobiono, dając zarówno Kacprzykowi, jak i innym powiązanym z tą aferą czas na zatarcie śladów – mówi Warchoł i podkreśla, że taki przebieg śledztwa jest wynikiem postawy Tuska w momencie wybuchu tej afery. – Tusk bez żadnych podstaw publicznie zakwestionował wiarygodność sygnalisty dr. Jędrzejewskiego, który przedstawił dowody na to, co się działo w szpitalu. Prokuratura została więc ustawiona już na wstępie, jak ma prowadzić to śledztwo. Nie kieruje się bowiem prawem, ale „prawem Tuska”. Ustawianie działań prokuratury to metoda obecnego premiera. W przypadku afery Szpitala Południowego od razu kwestionuje wiarygodność sygnalisty będącego uznanym lekarzem, ale w przypadku afery z kryptowalutami daje rękojmię wiarygodności podejrzanemu w tej sprawie – mówi Warchoł.
Komisja w zamrażarce
– Myślę, że pan Kacprzyk ma przede wszystkim jedno zadanie – jak najmniej powiedzieć
– mówi „Codziennej” Janusz Cieszyński, komentując zachowanie prokuratury. Poseł Rozwoju Plus dodaje, że „złodziej Kacprzyk jest dziś kompletnie bezkarny”. – Moim zdaniem zbyt dużo wie i dlatego go chronią – podkreśla. Dlatego to nie śledztwa prokuratury, lecz powstanie Komisji Zaufania Publicznego może wyjaśnić tę aferę. – Moim zdaniem taka komisja powinna ruszyć jak najszybciej i na pewno za nią zagłosuję – mówi Cieszyński.
Projekt ustawy o powołaniu tej komisji marszałek Sejmu trzyma w sejmowej zamrażarce. Po to, by przed wakacjami, a więc w czasie, kiedy afera szpitalna była na ustach wszystkich, nie doszło do głosowania nad jej utworzeniem, Włodzimierz Czarzasty skierował ją do konsultacji społecznych z terminem 2 sierpnia (kiedy Sejm zaczynał przerwę w obradach). Efekt? Sześć wypełnionych konsultacyjnych ankiet (w tym jedna autora tego tekstu). Dla pewności Czarzasty 29 lipca skierował projekt do Biura Ekspertyz i Ocen Skutków Regulacji (BEOS) z prośbą o opinię konstytucyjną. Zapytaliśmy BEOS, na jakim etapie znajduje się opiniowanie, ale odesłano nas do Biura Obsługi Medialnej (czekamy na odpowiedź).
– Pamiętamy o tym projekcie. Niestety nie ma w tej chwili sztywnych terminów, których marszałek musiałby dochować, by projekt trafił do procedowania w Sejmie – mówi Marcin Warchoł.