Według eksperta ING podwyżka stóp procentowych NBP o 50 pb jest zgodna z wcześniejszymi wypowiedziami członków RPP.
"Uważamy, że Rada będzie kontynuować zacieśnienie polityki pieniężnej doprowadzając stopę referencyjną do 4,5 proc. jeszcze w tym roku. Odzwierciedla to zmianę w nastawianiu RPP, szczególnie Prezesa A. Glapińskiego, od jej styczniowego posiedzenia "
- napisał.
Dodał, że w ocenie banku, zmiana retoryki wynika m.in. ze wzrostu obaw przed narastaniem spirali płacowo-cenowej, szczególnie w kontekście bardzo mocnych danych za IV kw. 2021r.
Analityk wskazał też, że skala podwyżki byłą rozczarowaniem dla inwestorów, a skutkiem jest m.in. osłabienie złotego.
W opinii Popławskiego, obecnie oczekiwane jest zmiana trendu.
"Prezydencki projekt reformy Sądu Najwyższego utwierdza inwestorów w przekonaniu, że konflikt z Komisją Europejską uda się załagodzić, co pozwoli na uzyskanie dostępu do środków z Funduszu Odbudowy. W naszej ocenie para euro/PLN w końcówce roku znajdzie się między 4,40, a 4,45"
- czytamy.
"Decyzja nie jest zaskoczeniem"
Z kolei ekspert ekonomiczny Konfederacji Lewiatan Mariusz Zielonka podkreślił, że decyzja RPP nie jest zaskoczeniem.
"Jeszcze w styczniu prezes NBP udzielając wywiadów pokazał swoje mocno jastrzębie nastawienie, które w ubiegłym roku było mniej restrykcyjne. Słowa prezesa (NBP Adama - red.) Glapińskiego o stopach procentowych na poziomie 5 proc. należało traktować nie jako zapowiedź nadchodzącej przyszłości, ale raczej werbalną próbę umocnienia złotego względem głównych walut lub nie dopuszczenie do głębszego jej osłabienia"
- uważa Zielonka.
Dodał, że słowna interwencja nie jest jednak w stanie przynieść wymiernych korzyści dla długotrwałego umocnienia złotego, na którego oddziałuje szereg globalnych czynników.
"Dzisiejsza decyzja również została zdyskontowana już przez rynki, dlatego widzimy jedynie niewielkie umocnienie złotego względem euro do poziomu 4,52"
- zauważył.
Według Zielonki lutowa podwyżka stóp "oznacza również szybszą niż przewidywaliśmy ścieżkę dojścia do poziomu stóp procentowych przekraczających 3 proc. w tym roku".
"W naszej ocenie RPP nie dostrzega symptomów samoistnego studzenia aktywności gospodarczej, a taka była nadzieja lub obawa wraz z występowaniem znacznie wyższej zachorowalności na COVID-19. Dodatkowo wydaje się, że działania z tracz antykryzysowych nie przyniosą oczekiwanych trwałych spadków inflacji. A na samo studzenie popytu zapoczątkowane podwyżkami stóp we wrześniu 2021 r. jest jeszcze za wcześnie"
- wskazał.
Ekspert Konfederacji Lewiatan podkreślił, że w efekcie wtorkowej decyzji kredytobiorcy już marcu będą musieli liczyć się z kolejną podwyżką zobowiązań.
"Mało kto dostrzega, że dla zadłużonych przedsiębiorców, ale przede wszystkim obywateli, skala podwyżek stóp +zjada+ w całości oszczędności jakie rząd próbował wygenerować działaniami z tarcz antyinflacyjnych"
- ocenił Zielonka.
"To nie koniec podwyżek stóp procentowych"
Ekspert Piotr Bartkiewicz z banku Pekao przypomniał, że "stopa referencyjna wróciła do poziomu z czerwca 2013 r.". Zdaniem Bartkiewicza "nowością (i zaskoczeniem) jest za to podwyższenie stopy rezerw obowiązkowych z 2 do 3,5 proc. (poziom sprzed pandemii)".
"Tym samym ten parametr polityki pieniężnej został w pełni znormalizowany jako ostatni. Można domniemywać, że podwyżka stopy rezerw obowiązkowych ma na celu zdjęcie części nadpłynności sektora bankowego i przesunięcie stawek na rynku międzybankowym z okolic stopy depozytowej w okolice stopy referencyjnej"
- tłumaczy ekspert.
Jak wskazał Bartkiewicz, "komunikat po posiedzeniu nie zmienił się znacząco w stosunku do tego ze stycznia, z jednym wyjątkiem – drogę do komunikatu znalazło stwierdzenie, że 'aprecjacja złotego byłaby spójna z kierunkiem prowadzonej polityki pieniężnej'". Wcześniej dokładnie w takim duchu wypowiadał się prezes NBP.
"Naszym zdaniem to nie koniec podwyżek stóp procentowych w Polsce. Stopa referencyjna powinna sięgnąć nawet 4 proc. w połowie roku (najpóźniej w lipcu)"
- przekazał ekspert Pekao.