W sobotę w Świątyni Opatrzności Bożej odbyła się odprawa katechetyczna dla nauczycieli religii archidiecezji warszawskiej. Spotkanie poprzedziła msza św. pod przewodnictwem metropolity warszawskiego abp. Adriana Galbasa.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil i kliknij „Obserwuj w Google”
Umiesz powiedzieć na głos: "nie wolno!"?
W homilii hierarcha przypomniał, że doroczne spotkanie przed nowym rokiem szkolnym i katechetycznym wypada we wspomnienie męczeństwa św. Jana Chrzciciela, który „został skazany na śmierć z powodu powiedzenia prawdy”.
- Czy jako katecheta jesteś gotów ponieść konsekwencje z tego powodu, że opowiesz się za prawdą Ewangelii? Czy gdy jesteś świadkiem czegoś, co jest dla ciebie nieakceptowalne, co jest niezgodne z twoimi zasadami, z wyznawaną wiarą, z twoim sumieniem, umiesz powiedzieć na głos: nie wolno! To jest nie w porządku! To jest złe! Czy raczej milczysz w obawie, że coś stracisz: stołek, przyjaciół, kasę, możliwość bywania na salonach?
- pytał abp Galbas.
Według hierarchy powiedzenie na głos „nie wolno” jest także misją Kościoła. Zaznaczył, że jedną z rzeczy, których Kościół powinien bronić, jest obrona ludzkiego życia.
- Życia ludzkiego nie wolno niszczyć, lecz trzeba je otoczyć troską. (...) Każdy człowiek jest ważny i każdy ma swoją godność, której nie wolno nikomu deptać
- mówił.
Zdaniem abp. Galbasa nie wolno także „każdego, nawet trwałego związku między ludźmi nazywać małżeństwem, nawet jeśli ci ludzie mówią, że się kochają”.
Metropolita warszawski odniósł się do medialnych doniesień, że ukraińska klinika leczenia niepłodności BioTexCom organizuje w Warszawie konferencję na temat swoich usług, wśród których jest m.in. macierzyństwo zastępcze, czyli surogacja. W jego opinii „odpowiednim kontekstem dla przyjęcia nowego życia jest relacja małżeńska, a nie uciekanie się do surogacji, gdyż następuje tam rozdzielenie więzi rodzicielskich, a to jest dehumanizujące, ponieważ uznaje dziecko za towar”. Według abp. Galbasa w sytuacji, w której małżonkowie nie mogą począć dziecka, „są zaproszeni do rozważenia szlachetnej decyzji o adopcji, a nie o surogacji”.
- Takich problemów jest dziś więcej. Problemów, wobec których Kościół odważnie musi mówić: nie wolno. Z powodu wierności Ewangelii Kościół często był i jest także dzisiaj uważany za nienormalny i jest atakowany. Gdyby dołączył do chóru tych, co mówią: wszystko wolno, od razu zmieniłaby się jego prasa
- zastrzegł.
"Rozbełtany kisiel" nauki
Dodał, że młodzi ludzie odchodzą od Kościoła także dlatego, że jego nauka jest przez niektórych przedstawiana „niejasno, że jest niczym mydliny, jak rozbełtany kisiel i nic się nie różni od tego, co oferują na innych światowych straganach”.
Przyznał, że autorytet Kościoła osłabia także wszelkie zło spowodowane przez ludzi Kościoła.
- Szybko pojawia się zarzut pod adresem całej wspólnoty: nie wolno wam mówić, czego nam nie wolno, skoro wy robicie często gorsze od nas rzeczy (...). Ale to - paradoksalnie – jest też wezwanie dla nas do większej wierności wobec Chrystusa
- stwierdził.
Zdaniem abp. Galbasa najskuteczniejszym narzędziem ewangelizacji jest dzisiaj świadectwo, które „najskuteczniejsze jest wówczas, gdy nie wiesz, że je składasz”.
- Składa się je życiem, codziennością, zwykłością. Nie jakimkolwiek życiem, ale takim, które jest nasączone Chrystusem, przeniknięte Jego obecnością. Ustne głoszenie jest częścią tego świadectwa, ale go nie wyczerpuje. Samo głoszenie zmęczy i wyczerpie. Świadectwo nie - ocenił.
Zwracając się do katechetów, hierarcha zaznaczył, że uczeń ma prawo rzetelnie poznawać chrześcijaństwo również wtedy, gdy przeżywa wątpliwości.
- Oceniajmy jego wiedzę, umiejętności i pracę zgodnie z zasadami oceniania, a nie poziom jego osobistej wiary czy intensywność praktyk religijnych. Nie mamy narzędzia do wystawiania ocen z czyjejś relacji z Bogiem - przestrzegał.
Według metropolity warszawskiego jednym z dzisiejszych wyzwań stojących przed katechetami jest to, że wspólny język wiary nie może być już zakładany z góry. Dodał, że w tej samej klasie siedzą uczniowie zaangażowani religijnie, obojętni, poszukujący, zbuntowani, a czasem zranieni doświadczeniami związanymi z Kościołem.
- Sam fakt chrztu nie oznacza, że każdy z nich rozumie dziś podstawowe orędzie chrześcijaństwa. Będąc dziś katechetą, nie wystarczy więc rozpocząć od tego, czego człowiek powinien przestrzegać. Trzeba cierpliwie ukazywać, kim jest ten, któremu chrześcijanin ufa. Dopiero w tym świetle przykazania stają się drogą odpowiedzi, a sakramenty przestają wyglądać jak niezrozumiałe obrzędy - zastrzegł.