Ks. Grzegorz Dymek zginął w lutym 2025 roku podczas napadu na plebanię. Miał 58 lat.
20 lat więzienia dla zabójcy
W piątek sąd, oprócz wymierzenia Tomaszowi J. kary 20 lat pozbawienia wolności, zobowiązał go także do wypłaty zadośćuczynienia rodzinie ofiary.
– Sąd przyjął, że sprawca działał z zamiarem ewentualnym zabójstwa. Prokurator uważa, że sprawca miał zamiar bezpośredni pozbawienia życia. W mowie końcowej wnosił o wymierzenie oskarżonemu kary dożywotniego pozbawienia wolności
– przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Tomasz Ozimek.
Jak dodał, prokurator wystąpi o sporządzenie pisemnego uzasadnienia wyroku, co jest traktowane jako zapowiedź apelacji.
Napadł na plebanię i zabił księdza
Proces Tomasza J. ruszył w grudniu 2025 roku. W swoich wyjaśnieniach przyznał, że planował kradzież, jednak zaprzeczał, by chciał zabić duchownego. Tłumaczył, że pomysł napadu pojawił się po tym, jak miesiąc wcześniej usłyszał rozmowę dwóch kobiet w sklepie, które mówiły o pieniądzach i sejfie należących do księdza. Wskazywał też na własne problemy finansowe oraz fakt, że został oszukany.
– Myślałem, że ksiądz się wystraszy, da mi te pieniądze – wyjaśniał oskarżony.
Do zdarzenia doszło wieczorem 13 lutego 2025 roku. Dyżurny policji w Kłobucku otrzymał zgłoszenie o odgłosach walki i wołaniu o pomoc dochodzącym z garażu plebanii przy ul. Kochanowskiego. Na miejscu funkcjonariusze zauważyli zamaskowanego mężczyznę, który przeskoczył ogrodzenie i próbował odjechać samochodem. Jeden z policjantów wyjął kluczyki ze stacyjki, a następnie wspólnie z innymi osobami obezwładnił kierowcę. Przy zatrzymanym znaleziono m.in. kominiarkę, trytytki, sekator oraz przedmiot przypominający broń.
W garażu policjanci odnaleźli księdza leżącego na podłodze. Miał skrępowane ręce, a jego usta i nos były owinięte taśmą stretch. Wezwany lekarz stwierdził zgon. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci było uduszenie w wyniku zamknięcia dróg oddechowych.
Z ustaleń śledczych wynika, że 52-letni Tomasz J. wszedł do otwartego garażu tuż przed przyjazdem proboszcza. Duchowny został zaatakowany, gdy wjechał do środka. Próbował się bronić i wzywał pomocy, jednak napastnik przewrócił go na podłogę, skrępował ręce trytytkami i owinął głowę taśmą, uniemożliwiając oddychanie. Następnie sprawca przeszukiwał plebanię w poszukiwaniu pieniędzy i wartościowych przedmiotów.
Śledczy ustalili, że krótko przed zdarzeniem proboszcz zebrał od wiernych znaczną sumę pieniędzy. Jak informowały media, podczas mszy podsumował kolędę, wskazując, że było to około 80 tys. zł. Tomaszowi J. postawiono zarzuty zabójstwa oraz usiłowania rozboju. W trakcie śledztwa przyznał się do zbrodni, jednak odmówił składania wyjaśnień. Po przedstawieniu zarzutów został tymczasowo aresztowany.
Biegli psychiatrzy ocenili, że w chwili popełnienia czynu był poczytalny i może ponosić odpowiedzialność karną. W opinii wskazano również, że podczas obserwacji próbował symulować zaburzenia psychiczne. Tomasz J. nie był wcześniej karany.