Sprawa gwałtu, do jakiego miało dojść w styczniu w koszarach oddziałów prewencji w Piasecznie nie spowodowała – mimo deklaracji szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego – systemowych zmian.
Jestem w kontakcie z Komendantem Głównym Policji Markiem Boroniem, od razu była reakcja na to zdarzenie, uruchomione zostały procedury. Po mniej niż 12 godzinach ten policjant został aresztowany, jest po postanowieniu sądu. Nie będzie przyzwolenia na tego typu zachowania. On jest zawieszony, nastąpi wydalanie tego jegomościa, tego typu przypadki będą wypalane rozgrzanym żelazem
- zapewniał kilka miesięcy temu Kierwiński.
W styczniu odbyła się nawet specjalna odprawa z udziałem szefa MSWiA, na której omawiano, jak skuteczniej prowadzić nadzór nad funkcjonariuszami policji, w tym nakazano rozpatrywać sygnały anonimowe. Jak w praktyce wygląda „wypalanie żelazem” przypadków nadużyć policjantów wobec kobiet i nadzór nad nimi? To pokazuje sprawa z Komendy Powiatowej Policji w Mielcu.
Dramat kilkunastu kobiet. Policyjny "fotoamator" golizny
Poszkodowanych przez funkcjonariusza Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KPP w Mielcu może być kilkanaście kobiet z woj. podkarpackiego (w tym z Krosna, Nowej Dęby, Stalowej Woli). To kobiety o różnym statusie społecznym, młode osoby, często samotne matki. Zazwyczaj były w trudnej sytuacji życiowej. Część z nich przyszła załatwiać swoje sprawy w mieleckiej komendzie.
Policjant miał latami rozsyłać - także do petentek, które służbowo spotykał na komendzie - propozycję, że zrealizuje im nagie sesje zdjęciowe. Na Facebooku prowadził kanał, na którym prezentował zrealizowane przez siebie „inspiracje”, czyli półnagie fotografie.
Z częścią potencjalnych „modelek”, jak je sam nazywał podkreślając "drugi fach" (rzekomego fotografa) komunikował się – według naszych informacji – wykorzystując ich dane personalne, w tym numery telefonów zdobyte na komendzie, podczas wykonywania z nimi czynności służbowych.
Jak twierdzą poszkodowane, szantażował je - miesiącami, a nawet latami - zrobionymi przez siebie zdjęciami, jeżeli nie zgadzały się na pokazanie „większej golizny”. W razie odmowy mieli o fotografiach dowiedzieć się bliscy kobiet, w tym m.in. ich nowi partnerzy.
Policjant w prywatnych wiadomościach miał umawiać spotkania i sesje w „ustronnym miejscu” i w „swoich klimatycznych pomieszczeniach”. Jak wynika z relacji, do których dotarliśmy, była to m.in. działkowa altana należąca do niego w podmieleckiej miejscowości. Bywali na niej regularnie także inni policjanci.
Mężczyzna miał deklarować, że chce wejść w stały związek emocjonalny z kobietami i rozsyłał do nich wiadomości prywatno-emocjonalne, w których deklarował, iż "uwielbia się tak czuć". Jednak "związek" miał być obwarowany „pewnymi warunkami”. Według materiałów, do których dotarliśmy proponował kobietom sadystyczno-masochistyczny seks.
Kulisy szokującej sprawy, do których dotarliśmy, są jednak dużo poważniejsze. Otrzymaliśmy informację o handlu materiałami pornograficznymi w internecie poprzez m.in. proponowanie publikowania zrobionych przez funkcjonariusza zdjęć na portalu OnlyFans. Do tego część ofiar twierdzi, że w „procederze” mieli uczestniczyć także koledzy funkcjonariusza - inni policjanci.
Reakcja kobiet
Pokrzywdzone chciały porozmawiać z komendantem powiatowym z Mielca, Pawłem Lesiem. Jedna z nich, w imieniu reszty, wysłała do niego w czerwcu 2025 roku pismo z opisem sytuacji.
Jako dowód poszkodowane przedstawiły wiadomości, jakie policjant przesyłał do nich poprzez jeden z komunikatorów internetowych, wraz z rozsyłanymi przez niego "zdjęciowymi inspiracjami". Kobiety sądziły, że nowo mianowany komendant w końcu może coś z tym procederem zrobić. Odważyły się. Bezskutecznie. Następnie były zastraszane, aby nie poszły dalej proceduralnie.
Już latem 2025 r. całkowicie umorzono rzekome postępowanie wyjaśniające. Formalnie polegało - zgodnie z pismem Zastępcy Komendanta Powiatowego, przedstawionym w Prokuraturze Rejonowej w Stalowej Woli - prowadzącej postępowanie w kolejnej sprawie wobec tego funkcjonariusza - na napisaniu przez niego tzw. „notatki służbowej”. Argument z dokumentu: "policjant zaprzeczył, aby prowadził wskazane działania". Trudno oczekiwać, aby podejrzany, czując do tej pory lokalny "parasol ochronny", przyznał się do popełnionych czynów, ale z drugiej strony zapomniał, iż rozsyłane przez niego wiadomości nadal istnieją.
Ten sam funkcjonariusz bezprawnie, nie mając do tego żadnych podstaw, jak np. prowadzone śledztwo, prześwietlił dane jednej z poszkodowanych i jej najbliższej rodziny. Korzystając z wewnętrznych policyjnych systemów. Już sam ten fakt powinien stanowić delikt dyscyplinarny, prowadzący do jego natychmiastowego zawieszenia, a następnie postawienia zarzutów dyscyplinarnych. Co zrobił komendant powiatowy ws. w tej sprawie? Przez kilka miesięcy nic, a pod wpływem działań poszkodowanej kobiety, podobno wpisał w akta personalne funkcjonariusza: naganę.
Co więcej, jedna z policjantek mieleckiej komendy – jeszcze przed dramatycznym pismem, które kobiety skierowały do komendanta w Mielcu – zgłaszała, że funkcjonariusz potrzebuje wsparcia ze strony psychologa policyjnego, ze względu na jego „nietypowe” zachowanie w pracy.
Na funkcjonariusza Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KPP w Mielcu napłynął szereg bardzo poważnych skarg – m.in. w październiku 2023, maju 2025, czerwcu 2025, lipcu 2025 roku. Ale pierwsze sygnały pojawiły się już w 2019 roku.
Bierność policji i prokuratury
Co zrobiła z tym policja i prokuratura na poszczególnych szczeblach?
W ramach prowadzonego postępowania skargowego, w oparciu o przepisy Kodeksu postępowania administracyjnego, przeprowadzono wszelkie niezbędne czynności służbowe, których celem była pełna i obiektywna weryfikacja okoliczności wskazanych przez skarżącego. W wyniku prowadzonych czynności, (...) , postępowanie skargowe zostało zakończone, uznając, że skarga w zasadniczej części była bezzasadna
– przekazała nam mielecka komenda.
Pozostałe skargi również zostały uznane za bezzasadne.
Samotna walka i operowanie wstydem kobiet
Jedna z pokrzywdzonych nie pogodziła się z takim zakończeniem spraw i podjęła prawną walkę.
Pod koniec ub. roku skierowała pisma ze skargą o bezczynność mieleckiego komendanta i rzecznik dyscyplinarnej tej jednostki. Wskazała na opieszałość i brak postępowania dyscyplinarnego wobec funkcjonariusza w swojej sprawie, wspominając także o tym co spotkało resztę kobiet. Skierowała ją do Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie, Komendy Głównej Policji oraz Biura Nadzoru Wewnętrznego w MSWiA.
Biuro Spraw Wewnętrznych KWP w Rzeszowie „zajęło się” skargą kobiety. Z jej wizyty i rozmowy Biuro sporządziło notatki, w których bez ogródek próbowano poniżyć kobietę, zrobić ze sprawy „trywialną”, a wręcz odesłać akta sprawy do prokuratury bez zaprotokołowania jej zeznań.
Co z kolei usłyszała kobieta z Biura Nadzoru Wewnętrznego w MSWiA? Że jej skarga została rozpatrzona zgodnie z procedurą oraz kodeksem postępowania administracyjnego - problem w tym, że przez szczebel najniższy, czyli powiatowy (czytajmy: przez kolegów funkcjonariusza).
A Wydział Kontroli KGP w Warszawie od maja br. cały czas „podejmuje czynności sprawdzające” przedłużając tylko kolejne terminy do wydania wiążącej decyzji. W piątek poinformował nas, że dał sobie znowu więcej czasu - do 20 lipca.
A rola prokuratury? Ta wszczęła śledztwo i natychmiast, po kilku tygodniach, je umorzyła. Jak to uzasadniła? Zadaliśmy pytania Prokuraturze Rejonowej w Stalowej Woli. Jej zdaniem, informacje przekazane przez pokrzywdzoną „nie wskazywały konkretnych osób pokrzywdzonych, ani zdarzeń, które mogłyby stanowić podstawę do podjęcia dalszych czynności”. Zdaniem prokuratury, "zgłaszająca „nie umożliwiła identyfikacji potencjalnych pokrzywdzonych”.
Prokuratura nie przesłuchała nikogo oprócz zawiadamiającej. Nie zeznawał nawet funkcjonariusz, którego oskarża kilkanaście kobiet.
Jedyna „kara” jaka dotychczas spotkała funkcjonariusza to 3-miesięczne szkolenie w ośrodku w Pile - odbyte na koszt podatników - dla „techników kryminalistyki”. Został na nie wysłany zaledwie kilka dni po tym, gdy kobiety w połowie 2025 r. zaczęły zbierać i wymieniać informacje o procederze, które miały paść ofiarą.
Czy postarano się pokrzywdzonym kobietom zapewnić poczucie bezpieczeństwa?
Zgodnie z posiadanymi informacjami nie wpłynęło formalne zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez wskazanego funkcjonariusza wobec jakichkolwiek kobiet. Co w praktyce skutkuje brakiem informacji o ewentualnych pokrzywdzonych i tym samym wyczerpuje przesłankę zapewnienia im ochrony
- oświadczyła Komenda Główna Policji w odpowiedzi na pytania portalu Niezalezna.pl
Policjant cały czas pracuje w mieleckiej komendzie. Nie został nawet zawieszony w czynnościach służbowych.