Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Korzenie kibicowskich opraw. Ks. Jarosław Wąsowicz o tym, jak kibice pokazują współczesnym bolszewikom wała

Kolejne pokolenia piłkarskich fanów na stadionach w całej Polsce co jakiś czas pokazują współczesnym bolszewikom wała - pisze ks. Jarosław Wąsowicz w "Gazecie Polskiej".

40 lat temu, w październiku 1985 roku, na stadionie Lechii Gdańsk doszło do antykomunistycznej manifestacji i wywieszenia transparentu wzywającego do bojkotu zbliżających się „wyborów” do Sejmu PRL. Od momentu wprowadzenia stanu wojennego kibice gdańskiego klubu podczas ligowych meczów systematycznie upominali się o „Solidarność” i słynęli wśród kibicowskiej braci w Polsce z nieskrywanego antykomunizmu. Często skandowanie wolnościowych haseł przez fanów „Biało – Zielonych” kończyło się ogólną awanturą i bitwą z ówczesną milicją, na stadionie albo poza nim. Mecze Lechii były także operacyjnie zabezpieczane przez funkcjonariuszy SB. Nic dziwnego, bo na obiektach sportowych przy ul. Traugutta we Wrzeszczu zbierała się cała śmietanka podziemia, zaś to magiczne dla kibiców miejsce było obok gdańskiej stoczni i bazyliki św. Brygidy niekwestionowanym bastionem podziemnej opozycji. Można tu było spotkać przedstawicieli wszystkich opcji niezależnego podziemia, od „Solidarności” po „Solidarność Walczącą”, od anarchistów z RSA po działaczy NZS. Najmłodsze zaś pokolenie kibiców łączyły liczne więzi z Federacją Młodzieży Walczącej, obecną w panoramie niezależnych organizacji na Wybrzeżu Gdańskim od jesieni 1984 roku.

Właśnie we współpracy środowiska kibiców i FMW doszło do wspomnianej manifestacji. Głównym jej pomysłodawcą był Jacek Kurski. Wspierali go w tym przedsięwzięciu wówczas Mariusz Wilczyński, Klaudia Moszczyńska, Piotr Dowżenko, Jacek Pedrycz, Wojtek Jankowski i Krzysztof Biskupski. To oni właśnie postanowili na stadionie wywiesić transparent z hasłem: „13 X – BOJKOT – Solidarność”. Wybór padł na mecz Lechia – Ruch Chorzów, który miał się odbyć w Gdańsku 6 października, a więc tydzień przed wspomnianym głosowaniem. Podczas piłkarskiego pojedynku frekwencja nie zawiodła. Na mecz z chorzowskim Ruchem przybyło ponad 20 tys. gdańszczan. Wymarzona publika na solidarnościową demonstrację.

Akcja przygotowana została perfekcyjnie. We wszystko zostali wtajemniczeni kibice Lechii, z Tadziem Duffekiem „Dufem” na czele. Umówiono się, że Mariusz Wilczyński w chwili strzelenia przez Lechię bramki miał odpalić gaz UGŁ 200, zdobyty wcześniej w bojach z milicją na ulicach Gdańska, do którego przylepiono dla zmylenia bezpieki napis: „Pozdrowienia z Nowej Huty”, gdzie odbywały się także regularne starcia z ZOMO podczas solidarnościowych manifestacji. Po odpaleniu gazu dymnego inni na płocie stadionu mieli rozwiesić przygotowany transparent. Na stadion dostarczono go dzień przed meczem i zakopano pod zegarem na koronie obiektu sportowego.

Problem był wówczas tylko jeden – bramka! A „Biało–Zieloni” nie grali za dobrze. Los jednak okazał się łaskawy. W 55. minucie  meczu Lechia strzeliła upragnionego gola i wszystko zostało przeprowadzone zgodnie z planem. Akcja stała się pretekstem do ponad dziesięciominutowego skandowania przez kibiców haseł solidarnościowych i okrzyków: „Na wybory nie pójdziemy!”. Natomiast podczas likwidacji transparentu przez zomowców publiczność przywitała ich gromkimi okrzykami: „Gestapo!”, „Złodzieje!”. Sprawcy „zamieszania” szczęśliwie ewakuowali się ze stadionu, zaś Jarosław Rybicki, także członek Grup Wykonawczych FMW, wykonał pamiątkowe zdjęcie, które w najbliższych tygodniach obiegło podziemną prasę. Po dziś dzień pojawia się ono w okolicznościowych publikacjach na temat gdańskiego podziemia po stanie wojennym.

Tak było w latach 80. Mariusz Wilczyński, jeden z pomysłodawców i wykonawców brawurowej wywieszki transparentu, wspominał po latach: „Tamta akcja była ważna zarówno dla nas – sprawa komfortu psychicznego – na tydzień przed wyborami gramy na nosie policji i bezpiece, jak i budowaniu szeroko rozumianego oporu społecznego. Za tydzień wybory, a my pokazujemy bolszewikowi wała!”. I ta piękna tradycja kibicowska trwa po dzień dzisiejszy.

Kolejne pokolenia piłkarskich fanów na stadionach w całej Polsce co jakiś czas pokazują współczesnym bolszewikom wała. Jak się okazuje, również w tym wymiarze „Historia magistra vitae est”.
 

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane