Barbara Mróz-Gorgoń została pełnomocniczką rządu do spraw promocji marki Polski 29 lipca tego roku. W rozporządzeniu zapisano m.in., że pełnomocnik ma koordynować działania administracji rządowej związane z tworzeniem, wdrażaniem i rozwojem spójnej marki narodowej. Raport jej autorstwa - „Polaków portret własny” z 2025 r. - wywołał krytykę z powodu błędów i wykorzystania sztucznej inteligencji. Szeroką dyskusję wywołała analiza raportu przeprowadzona przez eksperta Instytutu Sobieskiego, Sebastiana Meitza.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil i kliknij „Obserwuj w Google”
W piątek Mróz-Gorgoń złożyła rezygnację z zajmowanego stanowiska.
Dziś medialną burzę wokół raportu komentował w TV Republika Sebastian Meitz.
- Ta sytuacja jest trudna na wielu płaszczyznach dla pani profesor, ale także dla rządu. Możemy sobie śmieszkować o "sufferingu", o "chlebowości", ale są płaszczyzny tej sytuacji, które są poważne - po pierwsze, to są środki publiczne. Wyjaśnienia, które dostajemy, nie są wiarygodne - Ministerstwo Sportu i Turystyki się odcina, tam jest numer umowy, ta umowa nie była podpisana z minister, ale z innym podmiotem, który jednak promował podmiot, z którym związana była minister, nikt nie wyjaśnił, kto ile i za co dostał te pieniądze
- mówił analityk.
- Jest z drugiej strony duży raport, który wczoraj opublikowało MSiT na swoich stronach internetowych, 158-stronicowy. Tam, ta kwota zapisana w raporcie na realizację działań tego projektu promocji marki Polski wynosi między 520 a 670 mln zł. Ta dyskusja nie dotyczy tych 179 tys. zł, tylko szerzej powinna dotyczyć tego, czy państwo polskie w roku 2026 , gdy sytuacja budżetowa jest taka, jaka jest, powinno wydawać w perspektywie 3-4 lat ponad 0,5 mld zł na promocję marki - dodał.
Stwierdził, że brak przeprosin we wpisach Barbary Mróz-Gorgoń wskazuje, że "dymisja nie jest wyrazem uczciwości".
Mi jest przykro jako przedstawicielowi świata think-tanków, że ta sytuacja będzie biła w ośrodki analityczne, ale też całe środowisko nauk społecznych. Komentarze stawiają znak zapytania odnośnie do projektów rządów - np. czy finansować naukę kwotą 3 proc. (PKB), o którą walczy środowisko akademickie. W każdej dyskusji będzie wyciągany argument, kogo mamy finansować i dlaczego, czy naukowców, którzy na co dzień korzystają z AI. Rząd będzie miał duży problem z tą sytuacją. Dymisja była jedynym ruchem. Jak można budować markę Polski, skoro marka osobista osoby, która za to odpowiada została de facto zrównana z ziemią. To była sytuacja bez wyjścia, jedynie możliwa była dymisja
- ocenił Sebastian Meitz.